Unia Europejska

Słojewska: Słaba kanclerz ustępuje pola Macronowi

AFP
Cała Europa uważnie słucha, co w ważnych sprawach ma do powiedzenia Emmanuel Macron. We francusko-niemieckim tandemie role się odwróciły.

Na dwa dni przed kluczowym głosowaniem niemieckiej SPD nad przyszłością koalicji rządowej prezydent Macron zaprosił do Pałacu Elizejskiego kanclerz Merkel. A ta zaproszenie przyjęła, bo dziś uznanie ze strony silnego francuskiego przywódcy może pomóc proeuropejskim politykom w stolicach UE.

Nie przypadkiem też oczy wszystkich zwrócone były w czwartek na Berkshire, gdzie odbywał się doroczny brytyjsko-francuski szczyt poświęcony polityce obronnej i bezpieczeństwa. To od Macrona oczekiwano na wskazanie, jak Unia będzie się układać z Wielką Brytanią po brexicie, żeby zapewnić bezpieczeństwo w Europie. Teoretycznie to nie pojedyncze stolice UE, tylko Komisja Europejska prowadzi negocjacje z Londynem o przyszłych relacjach gospodarczych. Ale znów obserwatorzy uważnie słuchali Macrona, który w sobotę powiedział BBC, że Wielka Brytania powinna mieć specjalny układ z UE. – Coś pomiędzy umową z Kanadą a tą z Norwegią – stwierdził francuski prezydent. I to jest przełom, bo do tej pory słyszeliśmy, że punktem odniesienia ma być ambitny, jak na kraje trzecie, ale skromny, jak na ambicje brytyjskie, układ CETA z Kanadą.

To wszystko jest dowodem na nową sytuację. Od zawsze było wiadomo, że kierunek rozwoju UE wskazuje tandem niemiecko-francuski, którego przywódcy regularnie się konsultują, spotykają przed unijnymi szczytami w celu wypracowania wspólnego stanowiska, a po nich często organizują wspólne konferencje prasowe.

Jednych te denerwowało, jako przykład dominacji największych, inni wskazywali na użyteczność takiego rozwiązania. Jeśli w jakichś sprawach, szczególnie w sferze gospodarczej, porozumieją się dwa kraje o modelowo odmiennych wizjach, to taki kompromis jest dobrym wspólnym mianownikiem dla wszystkich państw UE. Bo Niemcy tradycyjnie forsują konkurencję na wspólnym rynku, liberalne porozumienia handlowe z resztą świata i oszczędności budżetowe. Po drugiej stronie jest Francja ze swoją bardziej federalistyczną i protekcjonistyczną polityką. W ostatnich latach jednak ten tandem wyraźnie nie domagał i to Niemcy samotnie wskazywali kierunek rozwoju UE, z różnym rezultatem. Recepta na ratowanie Grecji została napisana pod dyktando Berlina i dziś większość ekonomistów wskazuje, że była ona zdecydowanie zbyt restrykcyjna.

Role się odwracają. Merkel słabnie z powodu wewnętrznych problemów z koalicją, a Macron rośnie w siłę. Nie ma kompleksów, by tę siłę demonstrować na scenie europejskiej, wygłaszając ambitne przemówienia, czy sygnując kolejne inicjatywy wskazujące kierunek rozwoju Unii. Jak choćby strukturalna współpraca w dziedzinie obrony (PESCO) uruchomiona z inicjatywy Paryża, który najpierw pozyskał dla niej poparcie Berlina. Przed Macronem stoi jednak trudniejsze zadanie przekonania Niemców do reformy strefy euro. Francuz robi to inteligentnie i ostrożnie. Wie, że w Niemczech takie pomysły, jak odrębny budżet strefy czy stały minister finansów dla grupy tych państw, są uważane za zbyt radykalne. Ale wie też, że już nie tylko wśród socjaldemokratów, ale też w CDU i u samej Merkel jest świadomość słabości strefy euro w obecnym modelu instytucjonalnym i poparcie dla reform. I taki ostrożny kierunek zmian przedstawiał w czasie spotkania z Merkel, a ta mu przytakiwała. Macron nie należy do żadnej grupy politycznej, a z poglądów najbliżej mu do europejskich liberałów. Jednak w Niemczech liberałowie są zdecydowanymi przeciwnikami zmian w strefie euro i naturalnym sojusznikiem dla francuskiego prezydenta stali się socjaldemokraci. Po spotkaniu Macron – Merkel jeden z liderów SPD Sigmar Gabriel wydał nawet oświadczenie, w którym zaapelował o poparcie dla francuskich planów reformy. – Musimy wykorzystać historyczną okazję, jaką daje nam francuski prezydent. Inaczej za jakiś czas Unia będzie istnieć tylko na papierze – napisał szef niemieckiego MSZ.

W sytuacji, gdy Wielka Brytania wychodzi z Unii, Hiszpania ma problem z katalońskimi separatystami, Włochy są w przeddzień wyborów parlamentarnych, w Niemczech od miesięcy nie może powstać rząd, a polskie władze same wykluczają się z głównego nurtu debaty nad przyszłością UE, to Macron pozostaje jedynym stabilnym punktem na mapie Europy. Ma poparcie w swoim kraju, do końca kadencji pozostały mu jeszcze cztery lata i ma wizję rozwoju UE. Sam jednak jej nie zrealizuje i dlatego tak bardzo zależy mu na powstaniu proeuropejskiej koalicji w Berlinie.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL