fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Uchodźcy

Uchodźcy topią Merkel

Decyzja o udziale Bundeswehry w działaniach przeciwko dżihadystom w Syrii nie przysporzyła pani kanclerz zwolenników
AFP
Mniej uchodźców na granicy Niemiec nie oznacza, że szefowa rządu może już spać spokojnie.

Kanclerz Angela Merkel traci popularność nie tylko w Niemczech, ale i w wielu krajach Europy. Za oceanem jest inaczej. Tygodnik „Time" przyznał jej właśnie tytuł Człowieka Roku za „niezłomność i odwagę". Jest pierwszą kobietą od pięciu lat wyróżnioną przez „Time'a" w ten sposób. Niedawno inny amerykański magazyn „Forbes" uznał ją, nie po raz pierwszy, za najbardziej wpływową kobietę na świecie. Takich wyróżnień pani kanclerz ma już na swoim koncie sporo.

Jednak w Niemczech walczy o polityczne przetrwanie i jej los związany jest nierozerwalnie z kryzysem wywołanym niekontrolowanym napływem uchodźców.

CDU chce zmiany

Polityka kanclerz wzmaga w partii nieskrywane nastroje buntownicze. – W CDU panuje przekonanie, że bunt przeciwko Merkel przyjmie postać otwartej rebelii w chwili, gdy notowania partii spadną poniżej 30 proc. – przekonuje „Rz" pragnący zachować anonimowość członek ugrupowania Merkel

Jeszcze na początku września CDU mogła liczyć na poparcie 40 proc. obywateli; obecnie jest to ok. 37 proc. Przy tym w sierpniu zaufanie do pani kanclerz deklarowało 50 proc. obywateli, a pod koniec listopada już tylko 32 proc. Takie informacje przed zbliżającym się zjazdem partii sprawiają, iż rosną żądania pod adresem pani kanclerz dotyczące wyznaczenia górnej, nieprzekraczalnej granicy liczby uchodźców, których byłyby w stanie przyjąć Niemcy. Szefowa rządu broni się przed takim rozwiązaniem, gdyż oznaczałoby to przyznanie się do porażki i cofnięcie złożonej kilka miesięcy temu obietnicy: „Wir schaffen das" (Poradzimy sobie).

Kanclerz liczy, że taki sam efekt przyniosą inne działania mające uwolnić kraj od nadmiernej liczby uchodźców. Na przykład ograniczenia w wypłacie zasiłków w formie pieniężnej czy odmowa prawa azylu przybyszom z krajów uznanych za „pewne", czyli z zachodnich Bałkanów.  W tej kategorii mieści się też pomysł kontyngentów zamiast kwot. Chodzi o porozumienie z Turcją, aby w zamian za ponad 3 mld euro z UE i inne obietnice uszczelniła swe granice z Grecją, zapewniając przy tym uchodźcom godziwe warunki bytowania w obozach. Równocześnie 400 tys. uchodźców miałoby w przyszłości trafić do Europy, głównie do Niemiec, całkowicie legalnie, w formie kontyngentów. Berlin montuje obecnie w pocie czoła koalicję państw UE, które byłyby gotowe uczestniczyć w tym planie.

Czas nagli. Zimą uchodźców jest  wprawdzie co najmniej o połowę mniej niż jeszcze kilka tygodni temu, jednak 2–3 tys. dziennie daje w skali roku i tak ogromną liczbę. Przy tym wiosną wszystko może się zmienić.

– Angela Merkel nie musi się jeszcze obawiać rokoszu w szeregach własnej partii. Ale nie dlatego, że partyjna elita ma do niej bezgraniczne zaufanie. Po prostu nie ma obecnie nikogo, kto byłby w stanie ją zastąpić na stanowisku szefa rządu – przekonuje „Rz" prof. Klaus Schroeder z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie.

Nadzieja w dyplomacji

Tymczasem niemieccy dyplomaci na Bliskim Wschodzie od dawna nie byli tak aktywni jak w ostatnich miesiącach. Wspomagają  ich z wielkim zaangażowaniem członkowie rządu Angeli Merkel, a także sam prezydent Joachim Gauck. Był ostatnio w Izraelu i Jordanii. Minister obrony regularnie już odwiedza Afganistan, jeden z krajów pochodzenia rzeszy uchodźców. Szef niemieckiej dyplomacji pojawił się nawet w kurdyjskim Arbilu na północy Iraku, badając możliwości kurdyjskich peszmergów w walce z Daeszem, czyli dżihadystami z samozwańczego tzw. Państwa Islamskiego. Celem tych podróży są próby uregulowania sytuacji w regionie, zwłaszcza w Syrii, tak aby w przyszłości przestała być źródłem, z którego swój początek bierze rzeka uchodźców do Europy.

Niemcy liczą nie tylko na Turcję. Także na Liban i  Jordanię, gdzie właśnie przebywał prezydent Joachim Gauck. Odwiedził tam obóz dla uchodźców w Azraq, oddany do użytku przed rokiem z myślą, że wojnę domową w Syrii przeczeka tam co najmniej 100 tys. uchodźców.

Ci jednak wolą mieszkać w prywatnych kwaterach. W obozie schroniło się zaledwie 28 tys. z prawie 700 tys. uchodźców zarejestrowanych w całej Jordanii. To tak, jak gdyby Niemcy przyjęły w ostatnich trzech latach 8 mln uchodźców.

Mając to na uwadze, prezydent Gauck wyraził w rozmowie z królem Jordanii żal, że w Europie żadne państwo oprócz Niemiec, Szwecji i Austrii nie pali się do okazania należytej pomocy uchodźcom.

Z tym że Niemcy czynią wszystko, aby zmniejszyć ciężar swych zobowiązań. – Usiłowania Berlina zaostrzenia polityki azylowej mają wpływ i na nasze działania – mówi Morgan Johansson, minister sprawiedliwości i migracji Szwecji, która żałuje dzisiaj, że przyjęła 150 tys. uchodźców. Proporcjonalnie więcej niż Niemcy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA