fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Uchodźcy

Korpus ochrony granic UE

Najważniejsi uczestnicy szczytu w Brukseli: niemiecka kanclerz Angela Merkel, brytyjski premier David Cameron i francuski prezydent François Hollande
PAP/EPA
Polska już teraz wyśle kilkudziesięciu funkcjonariuszy na granicę węgiersko-serbską.

Korespondencja z Brukseli

Zewnętrzne granice UE mogą być w przyszłości chronione przez wspólny europejski korpus. Konkretną propozycję w sprawie europejskiego korpusu granicznego złożyła Francja i w czwartek była ona przedmiotem dyskusji przywódców na szczycie w Brukseli. W liście wysłanym przed szczytem do stolic państw UE Paryż proponuje podejście dwuetapowe.

Na razie miałby powstać tymczasowy rezerwuar strażników granicznych, do którego każde państwo oddelegowałoby określoną liczbę, zależną od liczby ludności i poziomu zamożności. Takie kraje, jak Polska, które same mają do upilnowania długi kawałek granicy zewnętrznej UE, mogłyby zostać potraktowane ulgowo. Funkcjonariusze działaliby pod egidą Fronteksu, unijnej agencji zarządzania granicami, której mandat – w efekcie głębokiego kryzysu migracyjnego – miałby zostać znacząco rozszerzony. I byliby wysyłani do kraju, który w danym momencie podlega znaczącej presji migracyjnej i nie radzi sobie z ochroną zewnętrznych granic UE. Czas ich działania mógłby wynosić maksimum rok.

Ale, jak podkreślają Francuzi w dokumencie, do którego dotarła „Rzeczpospolita", „każde państwo członkowskie pozostałoby zarządcą swoich granic, a prośba o wsparcie byłaby jego inicjatywą". I wysłani mu do pomocy zagraniczni funkcjonariusze działaliby pod jego pełną kontrolą. To na razie. Bo ten rezerwuar tymczasowy mógłby stać się podstawą do stworzenia stałego Europejskiego Korpusu Granicznego.

W nim byliby funkcjonariusze na stałe oddelegowani do Fronteksu i wysyłani w krytyczne miejsce na granicach zewnętrznych UE decyzją Rady UE, na wniosek samego Fronteksu i Komisji Europejskiej, w porozumieniu, ale już nie na wyłączną prośbę, z państwem przeżywającym trudności.

Propozycja francuska nie jest zupełną nowością, wstępna dyskusja o wspólnej ochronie granic odbyła się na poprzednim szczycie UE we wrześniu. Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk mówił wtedy, że to decyzja trudna, bo dotykająca istoty suwerenności państwowej. Ale podkreślił, że w wyniku kryzysu następuje zmiana myślenia i stopniowo może dojść w tej sprawie do przełomu. Dokument przygotowany przez Paryż jest tego dowodem.

Na razie funkcjonariusze byliby wysłani do Grecji, Włoch i ewentualnie na Węgry, które nie radzą sobie z napływem uchodźców. Już teraz te państwa proszą Frontex o pomoc, ale bez wielkich sukcesów. Bo agencja sama nie ma wystarczającego personelu, a na jej apel o wysyłanie ludzi państwa członkowskie odpowiadają niechętnie. Komisja Europejska w imieniu Fronteksu poprosiła o 775 funkcjonariuszy, dostała deklaracje opiewające na 48 osób. Kraje proszące o pomoc nie boją się utraty suwerenności.

– Od kilku lat apelujemy o powołanie europejskiej straży granicy morskiej. To świetny pomysł – mówi nam nieoficjalnie włoski dyplomata.

Polska zadeklarowała na razie pomoc dla Węgier, choć nie w ramach wspierania Fronteksu. Podstawą jest europejska konwencja o współpracy policyjnej. Polska zdecydowała o wysłaniu na granicę węgiersko-serbską pięciu specjalnych jednostek do nadzoru dziennego i nocnego (ze specjalnym sprzętem, w tym noktowizorami), której ma towarzyszyć pięć samochodów terenowych do transportu ludzi. Patrolować granicę będzie 50–60 Polaków.

– Nie będą oni dokonywać fizycznej interwencji na granicach – podkreślił polski dyplomata. Jeśli zauważą jakąś niepokojącą sytuację, przekażą informację Węgrom.

To już czwarty unijny szczyt w ostatnich miesiącach poświęcony problemowi migracji. Wcześniej przywódcy zdecydowali o nadzwyczajnym podziale 160 tys. uchodźców, ale teraz muszą się zmierzyć z kolejnymi problemami.

– Musimy mieć pewność, że nie będzie kolejnej wielkiej fali uchodźców z Syrii – powiedział francuski prezydent François Hollande. To wymaga współpracy z Turcją, zaangażowania w proces pokojowy w Syrii, a także lepszej ochrony granic. Tymczasem państwa UE ani nie chcą wysyłać dobrowolnie funkcjonariuszy do pomocy na granicach, ani deklarować wkładów finansowych. Tymczasem już teraz staje się jasne, że obecny budżet UE nie poradzi sobie z migracyjnym wyzwaniem.

Azyl już nie dla wszystkich

Zdecydowaną większością głosów Bundestag przyjął ustawę azylową mającą pomóc w opanowaniu sytuacji wynikłej z niekontrolowanego napływu imigrantów.

Według nowych przepisów, które wchodzą w życie 1 listopada, Albania, Kosowo i Czarnogóra są uznawane za kraje bezpieczne, co zakłada, że ich obywatele nie mogą liczyć w Niemczech na azyl. Sama informacja o zmianach spowodowała spadek liczby przybyszów. O ile w lutym tego roku obywatele Kosowa złożyli 17 tys. wniosków o azyl, o tyle we wrześniu już jedynie 476.

Nowa ustawa zakłada także, że zamiast wsparcia finansowego w wysokości 143 euro miesięcznie przybysze otrzymywać będą część tej sumy w postaci świadczeń rzeczowych. Powinno to zmniejszyć napływ tysięcy imigrantów, którzy liczyli na korzyści finansowe.

Kolejna zmiana przewiduje, że przybysze pozostaną w miejscach zakwaterowania do czasu zakończenia procedury rozpatrywania wniosków azylowych, co przyśpieszy proces decyzyjny w ich sprawach.

Równocześnie imigranci, których wnioski zostały rozpatrzone negatywnie, będą zmuszeni do „niezwłocznego" opuszczenia terytorium RFN. Wiąże się to z utratą prawa do miejsca w schroniskach i korzystania z posiłków. W pierwszym półroczu wyjechać powinno było z Niemiec 50 tys. imigrantów, jednak deportowano zaledwie 8,1 tys.

W celu usprawnienia deportacji policja otrzyma 3 tys. nowych etatów. Wzmocniony zostanie znacznie personel urzędów zajmujących się imigrantami. W zgodnej opinii ekspertów środki te niewiele zmienią, jeżeli nie zmniejszy się napływ imigrantów. —p.jen.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA