fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Uchodźcy

Grupa Wyszehradzka kontra reszta Europy

Przedmieścia austriackiego Salzburga. Dawno niewidziany widok, korki w pobliżu granicy z Niemcami
AFP
Polska sprzeciwiła się obowiązkowemu podziałowi uchodźców. Niemcy przywróciły kontrole na granicach, żeby złamać opór naszego regionu.

Unia Europejska nie doszła do porozumienia w sprawie podziału 120 tysięcy uchodźców. Pomysłowi obowiązkowego mechanizmu sprzeciwiła się Polska i inne kraje Grupy Wyszehradzkiej.

Większość przegłosuje mniejszość

— Nie znaleźliśmy porozumienia. Większość krajów chce iść naprzód. Ale nie wszystkie — powiedział w poniedziałek wieczorem unijny komisarz ds. migracji Dimitros Awramopulos. A kierujący spotkaniem Jean Asselborn zasugerował, że większość może ominąć mniejszość i zarządzić głosowanie, w którym jednomyślność nie jest wymagana.

Ministrowie spraw wewnętrznych UE na nadzwyczajnym spotkaniu w Brukseli mieli uzgodnić zasady podziału 160 tysięcy uchodźców z Syrii, Iraku i Erytrei. Kwota 40 tysięcy została już wcześniej zaakceptowana, dyskusja dotyczyła dodatkowej liczby 120 tysięcy, którą Komisja Europejska zaproponowała w ubiegłym tygodniu. Po wielogodzinnej dyskusji okazało się jednak, że podział w Unii jest głęboki. Grupa Wyszehradzka, czyli Polska, Czechy, Słowacja i Węgry wypowiedziały się przeciwko pomysłowi przeprowadzenia tego podziału w sposób automatyczny: czyli przydzielenia każdemu krajowi liczby ustalonej według kryteriów opracowanych przez KE. W tym mechanizmie Polska musiałaby przyjąć dodatkowo ponad 9 tys. osób, a w sumie z poprzednią kwotą — blisko 13 tys. osób. — Nie mogliśmy tego zaakceptować.

Polska jest przeciwko automatyzmowi — powiedział po spotkaniu wiceminister Piotr Stachańczyk. Z nieoficjalnych informacji wynika, że to Czechy i Słowacja głośno się sprzeciwiały i żądały zapisania wprost w dokumencie zasady dobrowolności. ostatecznie decyzją Ewy Kopacz Polska poparła tego kraje, aby nie łamać solidarności Grupy Wyszehradzkiej. Stachańczyk jest optymistą. Jego zdaniem po obu stronach jest wola zawarcia porozumienia i negocjacje w najbliższych tygodniach mogą doprowadzić do kompromisu na kolejne radzie unijnych ministrów 8 października. Jednak druga strona sporu grozi głosowaniem i narzuceniem decyzji większości tym, którzy się sprzeciwiają. Arytmetycznie jest to możliwe, politycznie bardzie trudne do przyjęcia.

Niemcy zamykają granice

Niemcy przywróciły kontrole na granicach z Austrią i z Czechami. Zapoczątkowali pokazowe zawieszenie strefy Schengen, żeby zmusić kraje UE do obowiązkowego przyjmowania uchodźców. W reakcji na niekontrolowany przypływ imigrantów przez terytorium Austrii do Bawarii niemiecki rząd zdecydował o czasowym przywróceniu kontroli na wewnętrznych granicach Unii Europejskiej. Zaczął w niedzielę wieczorem od przejść z Austrią, w poniedziałek wprowadził utrudniania na granicy z Czechami. Rzeczywiście sytuacja w Niemczech była nadzwyczajna, bo tylko jednego dnia w ostatni weekend przybyło tam 40 tysięcy uchodźców. Ale był to w znacznej mierze efekt działań niemieckiego rządu, który dwa tygodnie wcześniej ogłosił, że zawiesza europejskie reguły rejestrowania uchodźców i wita u siebie wszystkich imigrantów z Syrii. To znacząco nasiliło falę imigracyjną, która uderza w Europę na greckich wyspach, a następnie przez Bałkany Zachodnie płynie przez Węgry i Austrię do Niemiec. — Niemcy wykazały chęć pomocy, ale nie możemy być nadmiernie obciążeni — oświadczył niemiecki minister spraw wewnętrznych Thomas de Maziere.

Niemiecka decyzja wywołała efekt domina. Kontrolę na granicach przywraca Austria, taką możliwość publicznie rozważa też Słowacja. A Francja grozi, że jak pogorszy się sytuacja na granicy z Włochami, to zrobi dokładnie to samo. Polski rząd też się odgraża. — Jeśli otrzymam informacje o jakiejkolwiek groźbie dla Polski, polskie granice zostaną objęte kontrolą — powiedziała premier Ewa Kopacz.

Bruksela wierzy Berlinowi

Komisja Europejska uważa, że decyzja Niemiec była uzasadniona i zgodna z tzw. kodeksem granicznym Schengen. To zbiór zasad określających funkcjonowanie strefy 26 krajów UE i Europejskiego Obszaru Gospodarczego, gdzie nie obowiązują kontrole graniczne. Został on zreformowany w 2013 roku, żeby sprecyzować zasady przywracania kontroli, w reakcji na masowy napływ imigrantów przez Włochy do Francji. Polska walczyła wtedy o zapis, który mówi, że presja migracyjna nie może być powodem dla przywrócenia kontroli na granicach.

Obawialiśmy się, żeby w przyszłości destabilizacja na Wschodzie i nagły zmasowany przypływ imigrantów z tamtego kierunku nie stał się dla Niemiec pretekstem do zamknięcia granic z Polską. Zapis wywalczyliśmy, ale właśnie w ostatnią niedzielę został on pokazowo zignorowany przez największe państwo UE, za zgodą Komisji Europejskiej.

— Presja migracyjna jaka taka nie może być uzasadnieniem. Ale tutaj sytuacja jest nadzwyczajna, Niemcy uznali, że grozi to ich porządkowi publicznemu i bezpieczeństwu wewnętrznemu. Ufamy ich ocenie sytuacji — powiedział rzecznik KE.

W przeszłości kilkakrotnie przywracano czasowo kontrole na granicach wewnątrz Schengen, ale jeszcze nigdy nie z powodu presji migracyjnej. Od 2013 roku, czyli od czasu reformy Schengen, pięć razy przywrócono kontrole w sposób planowy ze względu na planowane ważne wydarzenia, które mogły przyciągać terrorystów, czy demonstrantów jak na przykład szczyt G7. Tylko raz, po zamachu przeprowadzonym przez Andersa Breivika Norwegia przywróciła kontrole w trybie pilnym w obawie przed zamachami terrorystycznymi, gdy nie było jeszcze jasne, że zabójca działał sam. Niemcy też użyły teraz  trybu pilnego. Pozwala on na przywrócenie najpierw kontroli na 10 dni, a maksymalnie do 2 miesięcy, i przewiduje obowiązek poinformowania o tym Komisji Europejskiej oraz pozostałych członków strefy Schengen.

Szantaż w sprawie uchodźców

Ale decyzja Niemiec to nie tylko próba poradzenia sobie z napływem imigrantów, których fala w tak krótkim czasie zaczyna przekraczać możliwości nawet tak bogatego i otwartego na uchodźców kraju. Berlin nie ukrywa, że to sygnał mający przekonać opornych do wspólnej polityki migracyjnej w UE, której elementem ma być dystrybucja uchodźców pomiędzy wszystkie państwa UE.

W poniedziałek na nadzwyczajnym spotkaniu ministrów spraw wewnętrznym UE dyskutowano o planie Brukseli, który przewiduje obowiązkowy podział 160 tysięcy uchodźców oraz stworzenie stałego mechanizmu ich rozdziału w razie kolejnych fal migracyjnych w przyszłości.

Polska gotowa jest uczestniczyć w tych procesie pod trzema warunkami, o których wspomniała premier Ewa Kopacz. Ma być jasny rozdział imigrantów ekonomicznych od uchodźców, wzmocnione zarządzanie granicami zewnętrznymi UE oraz wpływ krajów na ocenianie zagrożenia napływających ludzi dla bezpieczeństwa kraju. — Polska nie zgodzi się na automatyzm w sprawie kryzysu imigracyjnego — powiedziała również Kopacz.

Trzy warunki raczej nie będą trudne do spełnienia, bo domagają się tego wszystkie kraje UE, w tym również Niemcy i Francja. Jeśli chodzi o automatyzm, to Polsce może się udać uniknąć tej zasady, pod warunkiem, że dobrowolne deklaracje przyjęcia uchodźców zsumują się do łącznej kwoty 160 tysięcy. Jeśli chodzi o stały mechanizm przyjmowania uchodźców, to rząd PO ma nadzieję, że w ogóle na razie nie będzie o tym mowy. — Najpierw zajmijmy się pilną sprawą. Jak to uzgodnimy to dopiero będziemy rozmawiać o stałym mechanizmie — powiedział wiceminister spraw zagranicznych Rafał Trzaskowski. To może oznaczać, że negocjacje w tej sprawie będzie już prowadził nowy rząd.

Anna Słojewska z Brukseli

Efekt domina

Przeciw automatyzmowi

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA