fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Transport

Publiczny transport odzyskuje podróżnych

Adobe Stock
Choć frekwencja w pociągach i miejskich autobusach rośnie, na powrót do wyników sprzed pandemii przewoźnicy będą musieli dłużej poczekać.

Poluzowanie obostrzeń będzie rozpędzać publiczny transport. Większe limity pasażerów wraz z powrotem dzieci i młodzieży do szkół oraz pracowników do biur poprawią nie tylko frekwencję, ale także przychody przewoźników w miastach. A dzięki rozkręcaniu się turystyki i zbliżającemu się sezonowi urlopowemu można się spodziewać wzrostu liczby podróżnych w pociągach. Ostatnio PKP Intercity notuje dwucyfrowe zwyżki.

Wreszcie koniec cięć

– W ubiegłym tygodniu naszymi pociągami podróżowało prawie 550 tys. osób. To o 26 proc. więcej niż jeszcze niecały miesiąc wcześniej – informuje Katarzyna Grzduk, rzecznik przewoźnika. W kwietniu z pociągów Intercity korzystało średnio 55 tys. pasażerów dziennie. W maju już blisko 74 tys.

W Kolejach Dolnośląskich, gdzie w ub.r. doszło do cięć rozkładu jazdy, przywrócono już praktycznie 100 proc. oferty połączeń krajowych. – Pracujemy nad przywróceniem także połączeń międzynarodowych, choć jesteśmy też uzależnieni od sytuacji w innych krajach – zastrzega Bartłomiej Rodak, rzecznik spółki. Przewoźnicy szykują też zachęty mające przyciągnąć więcej pasażerów. Przykładowo Koleje Śląskie planują od lipca akcję „Kolej na Beskidy" połączoną z lokalnymi wycieczkami, a od września dedykowane oferty cenowe dla różnych grup podróżnych.

Kolej ma nadzieję, że uda się jej zrekompensować część strat, jakie spowodowała pandemia. W całym 2020 r. z przewozów pasażerskich skorzystało tylko 209,2 mln podróżnych. To najsłabszy wynik dekady. W porównaniu z rekordowym dla przewoźników rokiem 2019, w którym do pociągów wsiadło prawie 336 mln osób, oznacza spadek o 38 proc. Ale odzyskanie frekwencji nie będzie łatwe. Co prawda widać już – jak twierdzą Koleje Dolnośląskie – wyraźną korelację pomiędzy luzowaniem obostrzeń, otwieraniem hoteli, handlu i punktów usługowych a frekwencją w pociągach. – Jednak powrót do liczby pasażerów sprzed pandemii potrwa dłużej. Spadki liczby podróżujących transportem publicznym sięgały w najtrudniejszych momentach nawet do 90 proc., a obecnie utrzymują się na poziomie średnio o 35 proc. niższym niż przed kryzysem – mówi Joanna Parzniewska z Arrivy.

Były straty, są podwyżki

Dużo szybciej będzie rosła frekwencja w komunikacji miejskiej. A część samorządów liczy na odrabianie strat dzięki wyższym stawkom za przejazdy. Przykładem jest Ełk, gdzie Komisja Infrastruktury i Rozwoju Gospodarczego Rady Miasta pozytywnie zaopiniowała projekt podwyżki jednorazowego biletu z 2,40 zł na 2,80 zł. Argumentem za – obok spadku przychodów przez Covid-19 – ma być także brak zmiany cen od 2011 r. Decyzję radni podejmą w środę. Od drugiej połowy kwietnia droższa jest komunikacja miejska na terenie Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. – W ub.r. spadek wpływów ze sprzedaży biletów wyniósł ok. 100 mln zł. W związku z ograniczeniami pokrycie kosztów funkcjonowania komunikacji metropolitalnej spadło już do blisko 20 proc., co oznacza, że do biletu jednorazowego za 3,60 zł samorządy dopłacają 8 zł – tłumaczył Zarząd Transportu Metropolitalnego.

Na podwyżkę nie zdecydowała się Warszawa, choć w ub.r. wpływy do budżetu ze sprzedaży biletów, umów z gminami i opłat dodatkowych wyniosły 663,4 mln zł i pokryły jedną czwartą kosztów funkcjonowania komunikacji publicznej w Warszawie i aglomeracji. – Nie rekomendujemy takiego rozwiązania. Najważniejsze jest przyciągnięcie pasażerów z powrotem do transportu publicznego – podkreśla Tomasz Kunert, rzecznik warszawskiego Zarządu Transportu Miejskiego.

Podobną argumentacją kierowała się większość radnych Wrocławia, którzy w ubiegłym tygodniu postanowili z początkiem lipca odwołać podwyżkę biletów, wprowadzoną decyzją sprzed roku od stycznia. Już wcześniej ostrzegali przed nią eksperci. Piotr Rachwalski, były prezes Kolei Dolnośląskich, argumentował, że efektem będzie spadek atrakcyjności całego łańcucha transportu publicznego dla osób dojeżdżających do Wrocławia z okolicznych gmin i miast koleją i autobusami.

Opinia dla „rzeczpospolitej"

Michał Leman, dyrektor zarządzający FlixBusa w Polsce, na Ukrainie i w krajach bałtyckich

W transporcie podaż tworzy popyt: jeśli szuka się połączenia i znajduje, to kupuje się bilet. W przeciwnym wypadku przewoźnik traci wiarygodność, a podróżni szukają innych środków lokomocji. Więc zniesienie limitu zajętości miejsc w dalekobieżnych pojazdach od razu przynosi efekt. Ale transport dalekobieżny jest tylko środkiem do realizacji innego celu. Podróżni wsiadają do autobusu lub pociągu, ale na końcu podróży chcą zjeść obiad w restauracji, przenocować w hotelu, skorzystać z parku rozrywki. To naczynia połączone, gdzie wyraźnie widać reakcje klientów w nawiązaniu do znoszenia innych restrykcji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA