fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Terroryzm

Zamachy w Teheranie: Terror dotarł do Iranu

Mauzoleum ajatollaha Chomeiniego. Trzy dni przed zamachem odbyły się tu uroczystości z okazji 28. rocznicy jego śmierci.
AFP
Najwyraźniej konflikt w łonie islamu objął również stolicę najważniejszego państwa szyickiego.

Wiele wskazuje na to, że dwa jednoczesne ataki terrorystyczne w Teheranie to odprysk wojny toczonej przez sunnitów i szyitów w wielu miejscach Bliskiego Wschodu. Tej zupełnie realnej w Syrii, Iraku czy Jemenie i tej dyplomatyczno-ekonomicznej, w której głównymi bohaterami są po stronie sunnickiej Arabia Saudyjska, a po szyickiej – Iran.

Wiedzę o wydarzeniach ze środowego przedpołudnia czerpiemy głównie z irańskich źródeł oficjalnych, a i one są niespójne.

Wiadomo z nich, że w tym samym czasie doszło do ataków na dwa gmachy oddalone od siebie o kilkanaście kilometrów. Na budynek parlamentu w centrum stolicy i na mauzoleum wodza rewolucji islamskiej ajatollaha Chomeiniego na południowych przedmieściach Teheranu.

Kilka godzin w parlamencie

– To gmachy centralne dla politycznego systemu Islamskiej Republiki Iranu. Konsekwencje zamachów poniesie społeczeństwo, przywódcy wykorzystają je po to, by nie zrealizować żądań ludzi, którzy w niedawnych wyborach prezydenckich opowiedzieli się za otwarciem – mówi „Rzeczpospolitej" Mariam Mirza, irańska dziennikarka emigracyjna pracująca w sekcji perskiej niemieckiego publicznego nadawcy Deutsche Welle.

W mauzoleum doszło do strzelaniny, w której ucierpieli modlący się wierni. Jeden z terrorystów wysadził się w powietrze. W parlamencie starcie było wyjątkowo długie, doszło tam do przetrzymywania zakładników. W sumie zginęło co najmniej 12 osób, a dziesiątki zostały ranne.

Mniej jednoznaczne były doniesienia na temat zamachowców. Było to sześć osób, według niektórych źródeł część w przebraniu kobiet (według innego – jeden z zamachowców był kobietą).

Zmieniały się informacje na temat ich losu, najpierw była mowa, że irańskie służby zastrzeliły pięciu, jeden się wysadził, a jeden został zatrzymany. Potem dominowała wersja, że mauzoleum i parlament zaatakowało po trzech terrorystów i że wszyscy zostali zabici.

W planach terrorystów miał być też jakiś trzeci cel, ale nie wiadomo jaki. Trzecie komando miało zostać unieszkodliwione przed dotarciem na miejsce szykowanego ataku.

– Akcja w parlamencie trwała cztery–pięć godzin. Część Irańczyków pisała w mediach społecznościowych, że to podejrzane. Jak to możliwe, że trzech dobrze uzbrojonych zamachowców, między innymi w kałasznikowy, mogło wejść do parlamentu, w którym było wielu posłów, i przetrwać tam przez tyle czasu – podkreśliła Mariam Mirza.

Wątek dżihadystyczny

Do przeprowadzenia zamachów przyznało się tzw. Państwo Islamskie (ISIS), nawet poprzez swoją tubę propagandową Amak prezentowało krótki film z parlamentu, który miał nakręcić jeden z zamachowców. Oficjalna irańska agencja prasowa IRNA podawała bez komentarza informację, że ISIS wzięło na siebie odpowiedzialność za ataki.

Wątpliwości co do autorstwa zamachu wyrażali natomiast przedstawiciele radykalnej islamsko-lewicowej opozycji żyjący na Zachodzie. Jeden z nich powiedział mi w rozmowie telefonicznej, że jego organizacja (jeszcze kilka lat temu uważana przez część państw zachodnich za terrorystyczną) próbuje sprawdzić, co się naprawdę stało w Teheranie.

Dżihadyści z tzw. Państwa Islamskiego dotychczas atakowali sojuszników Islamskiej Republiki Iranu w Syrii (przede wszystkim alawitów, z których wywodzi się dyktator Baszar Asad) i w Iraku (armia i rząd są tam zdominowane przez szyitów). Po raz pierwszy przyznało się do zamachu na terytorium opiekuna swoich bezpośrednich wrogów. Stolicy Iranu zamachów udawało się zresztą uniknąć od wielu lat.

Irańczycy wychodzili z założenia, że jeżeli nie staną do walki z tzw. Państwem Islamskim na terenie Syrii i Iraku, to przyjdzie ono do nich. Najwyraźniej stało się to faktem. Irańscy wojskowi, głównie z ekspedycyjnego korpusu Gwardii Rewolucyjnej, w przeciwieństwie do Rosjan, również wspierających w Syrii Baszara Asada, z poświęceniem wojują na lądzie. Zginęło ich tam ponad tysiąc.

Wątek saudyjski

Mimo że do zamachu przyznało się tzw. Państwo Islamskie, a arabskim przywódcą koalicji zwalczającej terrorystów dżihadystów mianowała się niedawno Arabia Saudyjska, to irańska Gwardia Rewolucyjna ją obwinia o zamach.

Powołuje się na wypowiedź szefa saudyjskiej dyplomacji Adela Dżubeira grożącego Teheranowi. – Iran musi być ukarany za ingerencję w wewnętrzne sprawy krajów regionu i wspieranie w nim terroryzmu – powiedział Dżubeir, wymieniając jako przykład wspieranej organizacji Al-Kaidę (z której wyrodziło się też ISIS). Co ciekawe, minister powiedział to w przeddzień ataku w Teheranie, a zacytował go portal telewizji Al-Arabija, która powstała z inicjatywy saudyjskiej rodziny królewskiej i nadaje z Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (są oddanym sojusznikiem Arabii Saudyjskiej).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA