fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Terroryzm

Nie jestem „Charlie Hebdo”

Tomasz P. Terlikowski
Fotorzepa, Ryszard Waniek
To nie jest i nie powinna być nasza wojna. Serca chrześcijan nie powinny być ani po stronie zachodniego, ani islamskiego nihilizmu – pisze publicysta.

To, co wydarzyło się w Paryżu, jest niewątpliwie tragedią. Nie ma i nie może być usprawiedliwienia dla zabijania ludzi. Nie ma religii, ideologii czy zasad, które usprawiedliwiłyby nihilistyczne uchylenie przykazania „nie morduj" (częściej, choć nie do końca zgodnie z literalnym rozumieniem tego przykazania, tłumaczonym jako „nie zabijaj").

Tyle że to wcale nie oznacza, że ofiary tego okrutnego mordu (w tym dwóch policjantów, z których jeden był muzułmaninem) zginęły w obronie cywilizacji zachodniej czy że są jej „męczennikami" i „ikonami". I chodzi nie tylko o to, że – biorąc pod uwagę ich własne poczucie humoru i światopogląd – nie sądzę, żeby oni sami chcieli uchodzić za ikony czy symbole czegokolwiek, ale także o to, że ich wizję świata trudno pogodzić z tym, co wciąż jeszcze bardzo wielu Europejczyków uważa za realne korzenie cywilizacji zachodniej, i co było źródłem jej siły i znaczenia.

A może trzeba powiedzieć nawet mocniej. Autorzy „Charlie Hebdo" z pasją równą tej, z jaką walczyli z islamem, a kto wie, czy nie mocniejszą, zwalczali także chrześcijaństwo, bez którego nie byłoby naszej cywilizacji. Okładki z Trójcą Świętą w trakcie stosunku homoseksualnego, z roznegliżowanym papieżem Franciszkiem czy kpinami z Najświętszego Sakramentu to absolutny standard tego tytułu.

Słabość Zachodu

I aż trudno nie zadać pytania tym wszystkim, którzy żarliwie zapewniają, że oni także „są Charlie Hebdo", czy rzeczywiście są zdania, że wulgarna satyra, wyśmiewanie się z ludzi wierzących, a także ordynarne bluźnierstwa są tym, co powinno się stać symbolem naszej cywilizacji. Ja nie mam wątpliwości, że zdecydowanie nie. Tym bardziej że obok nas giną realni męczennicy, ludzie, którzy rzeczywiście oddają życie za Tego, którego Ewangelia nadała sens i smak Europie.

Mówię o męczennikach z Bliskiego Wschodu, których już ponad sto tysięcy oddało życie za Chrystusa i wartości. Tyle że ich śmierć nie wywołuje wstrząsu, nie sprawia, że francuscy i polscy dziennikarze zaczynają o sobie pisać, że są nazarejczykami, jak ci, których muzułmanie mordują w ich własnych domach?

Zamiast tego czytamy żenujące (tak, powiedzmy to wprost) zapewnienia o tym, że „każdy fundamentalizm jest tak samo przerażający" i że trzeba walczyć z każdym „fundamentalizmem", tak islamskim, jak i chrześcijańskim czy buddyjskim. I aż trudno nie zadać pytania autorom tych słów (choćby Florentowi Buissonowi, francuskiemu dziennikarzowi politycznemu z „La République du Centre"), kiedy to chrześcijańscy fundamentaliści napadli na jakąkolwiek redakcję i zastrzelili jej dziennikarzy? Czy przypominają oni sobie, by katolickie bojówki zdemolowały pół miasta? A jeśli nie, to w imię czego zestawia te trzy religie? Czy przypadkiem nie w imię niechęci do religii?

Owszem ta „niechęć" do religii (a w gruncie rzeczy do chrześcijaństwa), określana niekiedy mianem „laicyzmu", jest także obecna w naszej cywilizacji, jest jej istotnym elementem, ale trudno uznać akurat ją za symbol naszej cywilizacji. A do tego, co też nie jest bez znaczenia, uznanie takie jest niezwykle na rękę islamskim fanatykom. To oni bowiem od dawna przekonują, że jedynym, co ma nam do zaoferowania Zachód, jest rozpusta, bluźnierstwo i nihilizm.

Uczynienie z głównych piewców tych wartości symbolu Zachodu, męczenników jego wartości, tylko utwierdzi ich w tym mniemaniu i wzmocni. Ich siłą jest bowiem słabość Zachodu, jego bezideowość i postępujący coraz bardziej nihilizm.

Starcie nihilizmów

Starcie, którego niewielkiego fragmentu byliśmy świadkami w paryskiej redakcji, nie jest więc (choć pewna część muzułmanów tak właśnie chciałaby go postrzegać) walką między chrześcijaństwem a islamem, między cywilizacją zachodnią a cywilizacją islamską, ale starciem rozmaitych nihilizmów. Z jednej strony jest nihilizm zachodni, który nie tylko uznaje, że wszystko jest dozwolone, że każde bluźnierstwo, każda nienawiść wobec religii przejdzie i że prawo stanowione może uznać każde stanowisko za uprawnione, z drugiej zaś strony mamy nihilizm islamski, którego zwolennicy uważają, że każde zachowanie jest dopuszczalne, o ile można je usprawiedliwić religijnie.

Gdy jest to możliwe, powinniśmy współpracować i z muzułmanami (w sprawie obrony rodziny), i z postoświeceniowymi nihilistami (gdy bronimy wolności obywatelskich przed zakusami islamistów)

Moralność jest dla muzułmanów całkowicie zależna od korzyści, jakie może odnieść – lub nie – islam, i w tym akurat niczym szczególnym nie różnią się oni od nihilistycznych Europejczyków, którzy także uważają, że prawda i moralność nie mogą stać na drodze do realizacji celów, które oni sami uznają za fundamentalne.

Tę logikę nihilizmu doskonale widać w Holandii. Kilka dni przed zamachami władze tego kraju opublikowały raport, z którego wynika, że w kraju tym lekarze zabili – na wniosek rodziców – 650 niepełnosprawnych noworodków (mówimy zatem o zupełnie normalnym dzieciobójstwie, tyle że w majestacie prawa). Akt ten określa się w mediach kulturalnie mianem eutanazji noworodków albo aborcji postnatalnej.

Tyle że w istocie jest ona dokładnie tym samym, co zrobili islamscy fundamentaliści. Oni też uznali, że skoro okładki „Charlie Hebdo" przeszkadzają im w życiu, to ich autorów można zabić. Rodzice dzieci niepełnosprawnych, którzy poprosili lekarzy, by ci zabili ich potomstwo, postąpili dokładnie tak samo. Oni też uznali, że skoro są silniejsi, a słabsi im przeszkadzają w prowadzeniu życia, które im odpowiada, to mogą zabić.

Logika jest w obu przypadkach taka sama. W jednej i w drugiej sytuacji uznaje się, że zasady, jakie ktoś wyznaje (z tym że jedne wywodzą się z religii, a drugie z jej przeciwieństwa), są tak istotne, iż dla ich propagowania można posunąć się do metod niemoralnych, do likwidacji tych, którzy stoją na drodze do ich realizacji. To taki sam nihilizm i trzeba o tym mówić zupełnie wprost.

Świat jednak udaje, że tego nie dostrzega. Zabicie dziennikarzy tygodnika „Charlie Hebdo" nazywa się skandalem i barbarzyństwem, a zamordowanie przez lekarzy w Holandii 650 dzieci – to postęp i cywilizacja. Tyle że tak nie jest. Zasada „nie zabijaj" musi być stosowana wobec każdego: i dziennikarza, i niepełnosprawnego dziecka. Jeśli odrzucamy to proste przykazanie i uznajemy, że silniejszy (rodzic) może zabić słabszego (niepełnosprawne dziecko), to w istocie godzimy się na to, że każdy może zabić każdego. Skutki takiego myślenia widzimy zaś na ulicach.

Chrześcijańska odpowiedź

Chrześcijanie mogą i powinni więc spoglądać na ten spór z boku. To nie jest, i nie powinna być, nasza wojna. Nasze serca nie powinny być ani po stronie zachodniego, ani islamskiego nihilizmu. Trzeba oczywiście jasno i jednoznacznie, gdy jest taka potrzeba, potępiać przemoc w imię islamu (i tak się w tym przypadku stało), nie ma jednak powodów, by zapominać o potępieniu także nihilistycznych bluźnierstw, gdy jest taka potrzeba.

A jednocześnie, gdy jest to możliwe, to trzeba współpracować zarówno z muzułmanami (w sprawie obrony rodziny czy sprzeciwu wobec bluźnierstw), jak i z postoświeceniowymi nihilistami (gdy bronimy wolności obywatelskich przed zakusami islamistów).

Wszystko to będzie jednak możliwe, gdy uświadomimy sobie, że w istocie w tym sporze są trzy strony: nihilistyczna cywilizacja postoświeceniowa, agresywny polityczny (a w pewnych swych odmianach nihilistyczny) islam i chrześcijaństwo. Nie ma powodów, by chrześcijanie ślepo opowiadali się po stronie cywilizacji, która nienawidzi ich nawet bardziej niż muzułmanów (a żeby to dostrzec, wystarczy obejrzeć okładki tygodnika „Charlie Hebdo").

Ale nie ma też powodów, byśmy udawali, że islam nie jest problemem. Powinniśmy po prostu opowiedzieć się po stronie cywilizacji chrześcijańskiej.

Autor jest filozofem, redaktorem naczelnym TV Republika

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA