Reklama

„Cudowny mandaryn”: Erotyczne pożądanie bywa silniejsze od śmierci

W Wilnie Krzysztof Pastor ze Słowakiem Borisem Kudličką wystawili utwór węgierskiego kompozytora. Mieszanka dała świetny efekt.

Aktualizacja: 15.10.2018 23:25 Publikacja: 15.10.2018 18:17

„Cudowny mandaryn” w choreografii Krzysztofa Pastora

„Cudowny mandaryn” w choreografii Krzysztofa Pastora

Foto: materiały prasowe

Dziesiąty rok jest dyrektorem Polskiego Baletu Narodowego, od siedmiu lat – też szefem artystycznym zespołu baletowego w Narodowym Teatrze Opery i Baletu w Wilnie. O tamtejszych dokonaniach Krzysztofa Pastora polska publiczność wie niewiele.

Kiedy przyjął litewską propozycję, mówił mi, że chciałby być raczej doradcą, a nie dyrektorem. Jego związki z Wilnem okazały się wszakże dłuższe i trwalsze, niż początkowo oczekiwał. Zrealizował przecież tam kilka spektakli baletowych innych niż te, które przygotował w Polsce.

Taka jest też i najnowsza premiera. Tym razem Krzysztof Pastor zmierzył się z jednym z najważniejszych dzieł XX w. – „Cudownym mandarynem" węgierskiego kompozytora Béli Bartóka. Prapremiera w 1926 r. w Kolonii zakończyła się skandalem, balet zdjęto, uznając, że jest wulgarny i wyuzdany. Dopiero kilka dekad później „Cudowny mandaryn" zyskał sławę.

Nikogo już nie gorszy opowieść o dziewczynie, która wabi mężczyzn, a gdy uda się jej sprowadzić do mieszkania kolejną ofiarę, kompani mordują amatora szybkiego seksu. Choreografowie mają dziś inny problem: jak pokazać erotyczne pożądanie, skoro jesteśmy atakowani jego naturalistycznymi obrazami w filmie czy w internecie.

Krzysztof Pastor ostentacyjnie uciekł od dosłowności. „Cudowny mandaryn" w kostiumach Tatyany van Walsum nawiązuje do estetyki lat 20. XX w., a styl tańca pozostaje elegancki. To jedna z najbardziej teatralnych choreografii Pastora. Wszystko rozgrywa się między kilkoma postaciami: dziewczyną, jej kompanami i mężczyznami. A najważniejszy jest tytułowy mandaryn, u którego pożądanie jest silniejsze od śmierci.

Reklama
Reklama

Krzysztof Pastor stworzył precyzyjnie prowadzony teatr tańca. Początkowo wydaje się, że za mało w nim drapieżności, ale trzeba poczekać do drugiej części przedstawienia, w którym balet Bartóka został połączony z jego operą „Zamek Sinobrodego" wyreżyserowaną przez Węgra Csabę Káela.

Mandaryn staje się wówczas Sinobrodym, którego siedziba kryje mroczne tajemnice. Najczęściej operę Bartóka traktuje się jako opowieść o Judycie, która dla miłości gotowa jest poświęcić życie. A w Wilnie powstał spektakl o męskim nienasyceniu nakazującym wychodzić nieustannie na łowy, a może tylko marzyć o zdobyciu kolejnej kobiety.

Dwa tak różne utwory Bartóka połączył scenograficzny projekt Borisa Kudlički, oparty na zastosowaniu podobnych ram, w których jak w witrynie lub na ekranie oglądamy zdarzenia. Zwłaszcza w „Zamku Sinobrodego" ten prosty pomysł dał wspaniałe rezultaty. Kiedy Judyta otwiera kolejne pałacowe drzwi, z szarej ściany wysuwa się kolejna rama, zapraszając do nowej komnaty. Reszty dopełniają wizualizacje. Tylko tyle, a opera zamieniła się w thriller. ©?

—Jacek Marczyński z Wilna

Teatr
„Albo jesteś pod Putinem, albo z nim walczysz”. Rosyjski reżyser Iwan Wyrypajew dla „Rzeczpospolitej”
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Teatr
Spektakl na czwartą rocznicę agresji Rosji na Ukrainę
Teatr
Komisja programu Teatr Ministerstwa Kultury poszła drogą wykluczeń. Niszowi eksperci sabotują festiwale
Teatr
Rzeź kilku czołowych festiwali w Instytucie Teatralnym
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama