fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Ukraina, kraj szarej strefy

Amerykańscy żołnierze w poniedziałek na poligonie w Jaworowie pod Lwowem
AFP
Na szczycie NATO w Warszawie w lipcu przyszłego roku Kijów nie zostanie zaproszony do sojuszu.

Taki scenariusz we wtorek ujawnił „Rz" John A. Heffern, zastępca szefa biura europejskiego w Departamencie Stanu.

– Nie zamierzamy przyznać Ukrainie Planu Działania na rzecz Członkostwa (MAP). Nawet nie wiemy, czy Ukraina chce o to wystąpić – przyznał Heffern.

Deklaracja jest znacząca, bo szczyty przywódców sojuszu, na których zapadają decyzje o strategicznym znaczeniu, są zwoływane tylko raz na parę lat. MAP zaś to decydujący etap przed formalnym zaproszeniem państwa kandydackiego do NATO. Określa zadania, jakie dany kraj ma spełnić, aby dostosować się do natowskich norm, w szczególności gdy chodzi o sprawność armii. Już na szczycie NATO w Bukareszcie w kwietniu 2008 r. prezydent George W. Bush chciał przyznać Ukrainie MAP. Ta inicjatywa spotkała się jednak ze sprzeciwem części europejskich sojuszników, w szczególności Niemiec i Francji. Ostatecznie stanęło na ogólnej formule, że „Ukraina stanie się członkiem NATO". Nie wiadomo jednak, co tak naprawdę ona oznacza.

O członkostwo Ukrainy w NATO występował ostatnio wielokrotnie prezydent Petro Poroszenko.

– To dla mnie zaskakujące, ale dla USA Ukraina nie jest priorytetem. Amerykanie nie tylko nie traktują Ukraińców jak obecnych, ale nawet jak przyszłych sojuszników. Ważniejszym problemem jest dla nich powstrzymanie Państwa Islamskiego oraz potęgi Chin. Barack Obama jest gotowy na tyle wspierać Ukrainę, aby nie zbankrutowała i nie wpadła w pełną zależność od Rosji. Ale nie ma mowy o jej integracji ani z NATO, ani z UE – mówi „Rz" Camille Grand, dyrektor paryskiej Fundacji na rzecz Badań Strategicznych. Jego zdaniem jednym z powodów wstrzemięźliwości Waszyngtonu są ogromne koszty odbudowy ukraińskiej gospodarki, innym wątpliwości, czy ekipa Poroszenki rzeczywiście przeprowadzi niezbędne reformy.

Odmowa przyznania MAP Ukrainie to niejedyny sygnał, że amerykańska pomoc dla Ukrainy jest ograniczona. Bank Goldman Sachs ostrzegł, że jeszcze w lipcu „prawdopodobne" jest bankructwo Kijowa. Powodem jest niechęć prywatnego amerykańskiego funduszu inwestycyjnego Franklin Templeton do darowania części ukraińskiego długu. Łącznie zobowiązania te wynoszą już 70 mld USD, odpowiednik 100 proc. PKB. Kijów domaga się skreślenia 40 proc. obligacji wartych 15 mld USD.

Do czarnego scenariusza opisywanego przed Goldman Sachs zapewne nie dojdzie, bo pozostający pod ogromnym wpływem Waszyngtonu MFW zapowiedział, że nawet bez redukcji długu udzieli pożyczek Kijowowi. To kroplówka wystarczająca, aby utrzymać stabilność ukraińskich finansów publicznych, ale zbyt mała, aby doprowadzić do przełamania zapaści gospodarczej.

Pytany przez „Rz" o to, jak USA zareagują na ewentualny szturm rosyjskich wojsk na port w Mariupolu, Heffern ostrzegł, że w takim przypadku „straty dla Kremla z powodu sankcji" wzrosną. Podobnie będzie jego zdaniem, jeśli Kreml nie będzie wprowadzał planu pokojowego z Mińska. Przyznał jednak, że nie słyszał, aby rozważano radykalne rozwiązanie polegające na odcięciu Rosji od międzynarodowego systemu rozliczeń finansowych Swift.

Szturmem na strategicznie położony port groził przywódca rosyjskich separatystów Aleksander Zacharczenko. Do udziału w nim tuż za ukraińską granicą jest gotowych około 9 tys. rosyjskich żołnierzy.

W poniedziałek przy polskiej granicy rozpoczęły się największe ćwiczenia wojskowe w Jaworowie na zachodniej Ukrainie z udziałem USA i 17 innych, przede wszystkim natowskich, krajów. Jednym z nich jest Polska. W operacji łącznie bierze udział 1800 żołnierzy. Jednak jak przyznał szef MON Tomasz Siemoniak, ćwiczenia były od dawna planowane i nie są bezpośrednio związane z obecną sytuacją na wschodzie Ukrainy. Mimo to Kreml zapowiedział, że odpowie manewrami na dużą skalę swojej floty na Morzu Czarnym. Także pod Lwowem od kilku tygodni żołnierze z amerykańskiej 173. Brygady Powietrzno-Desantowej szkolą oddziały ukraińskiej Gwardii Narodowej. Jednak jak podał „Wall Street Journal", szef sztabu wojsk lądowych armii USA gen. Ray Odierno przyznał, że Waszyngton nie podjął decyzji o poszerzeniu skali tej inicjatywy, jak domaga się tego Kijów.

– Najlepszą gwarancją zabezpieczenia suwerenności ukraińskiego państwa jest przeprowadzenie reform. W tych trudnych okolicznościach rząd Jaceniuka robi pod tym względem znakomitą robotę, którą wspieramy – powiedział John A. Heffern.

Zdaniem Camille'a Granda administracja prezydenta Obamy nie ma długofalowego planu dotyczącego rozwiązania kryzysu na Ukrainie.

– Biały Dom chce wprowadzenia w życie układu z Mińska, utrzymania przynajmniej względnej stabilności na Ukrainie i zapobieżenia rozlaniu się konfliktu na resztę Europy. Jeśli to się uda, Amerykanie zobaczą, co dalej z Ukrainą – mówi wpływowy francuski ekspert. Ale jego zdaniem nie ma wątpliwości, że Obama jest gotowy zaangażować się w obronę zarówno Polski, jak i krajów bałtyckich.

– Przyjechałem do Warszawy z przesłaniem, że podchodzimy z najwyższą powagą do zobowiązań wynikających z artykułu 5. traktatu waszyngtońskiego – powiedział John A. Heffern.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA