Plus Minus

Piotr Arak, Greg Lewicki: Chiny już niedługą staną się potęgą

Rzeczpospolita/ Mirosław Owczarek
Żyjemy w międzyepoce, okresie, w którym stary zachodni porządek się chwieje, ale nowy król nie przejął jeszcze władzy. Jeśli jednak nie zdarzy się nic spektakularnego, Zachód odda koronę już za kilkanaście, kilkadziesiąt lat.

Oprócz państw istnieją też cywilizacje. Ile ich jest na świecie? Część badaczy, głównie zachodnich, uważa dziś, że istnieje tyko jedna cywilizacja. Twierdzą oni, że globalizacja zatarła różnice między różnymi cywilizacjami i została już tylko jedna, ogólnoświatowa. W tym ujęciu na świecie istnieją co najwyżej różne kultury.

Jak jednak podkreślają psycholodzy, dystans kulturowy między różnymi kulturami może być różny i w pewnym momencie może się przekładać na odrębność cywilizacyjną. Tę intuicję widać w języku potocznym – mimo różnic między kulturami opinia publiczna w dalszym ciągu używa takich jednoczących ponadnarodowo pojęć, jak „Zachód", „świat islamski" czy „kultury Wschodu". Choć to pojęcia nieprecyzyjne, pobrzmiewa w nich przekonanie, że istnieje między nimi jakaś minimalna, ale mimo wszystko nietrywialna, wspólnota (np. religijna czy ideowa).

W ostatniej dekadzie można odnotować lawinowy wzrost zainteresowania pojęciami takimi jak „cywilizacja" czy „tożsamość cywilizacyjna", co pokazuje nawet wyszukiwarka Google Ngram Viewer, indeksująca występowanie różnych fraz w opublikowanych na świecie książkach. Dlaczego? W dobie sieciowania się kultur, religii i systemów wartości ludzie coraz częściej potrzebują jakiejś osnowy interpretacyjnej, która pomogłaby uporządkować bulgoczącą chaotyczność świata.

Płynne tożsamości

Szczególnie ciekawe jest obserwowanie mieszania się różnych tradycji i trendów cywilizacyjnych oraz kulturowych. Na przykład Europa Środkowo-Wschodnia, do której należy Polska, jest częścią Zachodu, ale w wielu krajach regionu widać przenikanie się tradycji z różnych kręgów kulturowych. W krzywym zwierciadle pokazuje to na przykład film „Grand Budapest Hotel". Jego akcja dzieje się w fikcyjnym alpejskim kraju o swojsko brzmiącej nazwie Zubrovka. Ralph Fiennes wciela się tu w hotelowego konsjerża, który zostaje uwikłany w ekscentryczną historię kradzieży bezcennego renesansowego obrazu. Historia filmowej Zubrovki przypomina historię Polski i innych krajów rejonu Międzymorza z lat 20. i 30. XX wieku. To kraj w rozkwicie, który chwilę później – w wyniku wojny – zostaje zajęty przez faszystów. Potem zaś czeka go era realnego socjalizmu.

Zubrovka to kraj wyrosły na obrzeżach cywilizacji zachodniej i wschodniej (rozumianej jako prawosławna). Przypomina trochę Polskę, Węgry czy nieistniejącą już Czechosłowację. To kraj, w którym mieszkańcy czują się trochę Zachodem, ale trochę też w duszy ciągnie ich na Wschód.

Co bardzo ważne, otwieranie i zamykanie się państw i kultur na różne wpływy cywilizacyjne świadczy o jednym – płynności tożsamości cywilizacyjnych i zdolności do łączenia wpływów różnych cywilizacji na jednym terytorium. Proporcje tych wpływów da się szacować nawet w sposób procentowy. Przykładowo, orientację cywilizacyjną można odnaleźć w stosunku krajów Europy Środkowej do swojej zachodniej tożsamości. Według Globsec Trends 2018 o wiele więcej mieszkańców tych krajów czuje się zdecydowanie częścią Zachodu niż Wschodu. Najbardziej prozachodnią orientację mają Chorwacja, Rumunia oraz Polska. Jako członków kultury Zachodu określa się 45 proc. Polaków, ale jednocześnie 35 proc. uważa, że żyje między Wschodem i Zachodem – a więc w kraju podobnym do filmowej Zubrovki. Do tego grona zalicza się jeszcze więcej Węgrów – bo aż 53 proc. Węgrzy są więc idealnym uosobieniem tego, czym jest świat przedstawiony w „Grand Budapest Hotel" – krajem stabilnie zanurzonym w cywilizacyjnej płynności.

Zjawisko przemieszania wpływów cywilizacyjnych widać jeszcze wyraźniej na Bałkanach, gdzie obecnie ścierają się cywilizacja zachodnia (UE) i rosyjska. Wpływy tej drugiej rozchodzą się szczególnie efektywnie dzięki wspólnocie religijnej – przyczółkiem Rosji jest tu m.in. prawosławna Serbia. Kraj ten obecnie dopuszcza, aby obie cywilizacje miały na jej terytorium podobną siłę przyciągania – prowadząc dialog w sprawach zacieśnienia współpracy politycznej zarówno z Rosją, jak i z Unią Europejską.

Płynne i zmienne, ale realne

Cywilizacje nie są ani jednorodne, ani statyczne. Nie są też jednolitymi tworami ze wspólnym centrum zarządzania. Wystarczy spojrzeć na spory między szyitami i sunnitami w islamie (którego kulminację widać m.in. w Syrii) czy obecne niesnaski między Unią Europejska a USA, aby mieć dowód, iż ani świat islamski, ani zachodni nie są jakimiś jednorodnymi „blokami". Można też popatrzeć na uciekającą od Rosji w stronę Unii Europejskiej Ukrainę, aby mieć dowód, że tożsamość cywilizacyjna nie jest statyczna i z góry ustalona, ale może się zmieniać w czasie. Choć jednak cywilizacje są płynne i zmienne, to istnieją realnie.

Przyjmujemy, że cywilizacje to grupy kultur o najszerszym możliwym stopniu samoidentyfikacji tożsamościowej. Ich kultury składowe rozpościerają między sobą sieci szczególnych formacyjnych relacji, co prowadzi do preferowania rozwiązań o małym dystansie kulturowym. Jak twierdzi litewski myśliciel Vytotas Kavolis, świadomość istnienia wielości tradycji cywilizacyjnych jest konieczna do udanego dialogu międzynarodowego. Rozpoznanie tej wielości nie oznacza jednak wcale, że różnice cywilizacyjne są ważniejsze niż różnice rozwojowe, ekonomiczne czy interesy polityczne konkretnych krajów.

Roboczo wyodrębniamy siedem cywilizacji: zachodnią, islamską, afrykańska, latynoamerykańską, konfucjańską, indyjską, buddyjską. Oczywiście każdy podział będzie mniej lub bardziej arbitralny. Za czynniki różnicujące uznajemy: wiodący w danym kraju system religijny lub filozoficzno-sakralny, a także podobieństwo preferowanych w danym momencie dziejowym typów systemu politycznego. Wielu, jeśli nie większość, badaczy zgadza się, że istnieją cywilizacje zachodnia oraz islamska. Ta pierwsza obejmuje kultury wyrosłe genetycznie m.in. z prawa rzymskiego i religii chrześcijańskiej, ta druga z kolei kraje ummy – wspólnoty muzułmanów wywodzące się z grup uznających Koran za źródło prawa i moralności ponad podziałami etnicznymi.

Uznajemy też osnowę ideową ruchów panamerykańskich i panafrykańskich oraz wspólnotę historyczną kultur w tych regionach (m.in. wspólny opór przed zachodnim kolonializmem), wyodrębniając cywilizacje latynoamerykańską i afrykańską (nieislamską), choć niektórzy zachodni badacze w duchu kolonialnym widzieliby te regiony jako część Zachodu. Obie te cywilizacje dzielą z zachodnią inklinacje religijne (chrześcijaństwo), ale czynnikiem różnicującym jest m.in. swoisty kontynentalnie system tożsamości grupowej, animizm oraz częściowo odmienny model polityczności.

Z kolei cywilizacja indyjska obejmuje Indie oraz kraje, na które wywierają one silny wpływ religijny (hinduizm) i kulturowy. Kryterium wiodącego systemu filozoficzno-sakralnego oraz jego wpływu na ogół życia społecznego jest tak samo ważne w innych krajach Azji Wschodniej – stąd właśnie cywilizacja buddyjska. Podobnie z antropologicznym wpływem konfucjanizmu, który generuje cywilizację konfucjańską w Azji Wschodniej. Zakładamy, że genetycznym spoiwem (mimo istotnych różnic między np. Chinami a Japonią) jest tu filozofia konfucjańska w różnych odmianach oraz związana z nią koncepcja polityczności i model budowania relacji społecznych.

Słabsze wpływy Rosji

Cywilizacja rosyjska posiada spoiwo w postaci przyniesionego z Bizancjum prawosławia sprzężonego ze specyficznym typem władzy autorytarnej. Jej atrakcyjność przegrywa dziś z politycznością zachodniej Europy, co widać gołym okiem. Pomimo spoiwa prawosławnego w wielu krajach Europy wpływ cywilizacji rosyjskiej słabnie – prawosławne kraje, takie jak Grecja czy Bułgaria, skłaniają się ku rozwiązaniom zachodnim, są członkami Unii Europejskiej. W ten sposób ograniczyły wpływ cywilizacji rosyjskiej.

Porażek Rosji na tym gruncie jest zresztą więcej – po wymordowaniu przez promoskiewski reżim Niebiańskiej Sotni w czasie Euromajdanu i po zajęciu Krymu Rosja przestała być atrakcyjna dla – także w większości prawosławnej – Ukrainy. W ten sposób również inne kraje będące dotychczas pod cywilizacyjnym wpływem Rosji dostały sygnał, że to twarda, a nie miękka, siła jest jawnie stosowanym środkiem ekspansji.

Wymowny i bolesny dla Rosji jest też gest prorosyjskiego Kazachstanu, który w 2017 roku zdecydował o porzuceniu cyrylicy na rzecz alfabetu łacińskiego. Widać więc paradoks: choć Rosja jest dziś słabnącą cywilizacją (traci kultury składowe), to wiele wskaźników pokazuje, że jest też światową potęgą o stabilnej sile. Rosja to dobry przykład tzw. państwa cywilizacyjnego – czyli kraju, który chce być postrzegany jako odrębna cywilizacja i w ramach tego dąży do rozprzestrzeniania swojego modelu polityczności. Jednak jej wpływ cywilizacyjny postrzegany jest przez coraz więcej krajów jako groźny. Z tego względu możliwości działania Rosji poprzez siłę miękką są ograniczone. Dlatego wybiera ona siłę twardą, a tam, gdzie się nie da – siłę ostrą (sharp power), czyli działanie przez dezinformację i tworzenie korupcyjno-feudalnych siatek wpływu.

Zepchnięci na peryferie

Typologia cywilizacji umożliwia nam odpowiedź na jedno z najbardziej interesujących pytań XXI wieku: czyje będzie na górze – wschodnie, zachodnie, a może islamskie? Obecnie moc cywilizacji islamskiej, rozumiana jako suma potęgi krajów, w których kulturowo dominuje islam, jest mniej więcej stabilna. Gwarantuje to jej trzecie miejsce w rankingu mocy cywilizacji. Druga jest cywilizacja konfucjańska, a pierwsza – zachodnia. To właśnie Zachód od początku naszych pomiarów mocy państw na arenie międzynarodowej (1991) dysponuje największą siłą na świecie.

Według opracowanego przez nas miernika (Indeks Mocy Państw) ponad 50 proc. światowej mocy rozumianej jako potęga gospodarcza, militarna, ekonomiczna czy kulturalna było wtedy w krajach Europy i w Ameryce Północnej. Od tego czasu jednak znacząco wzrosła siła – przede wszystkim gospodarcza – Chin, których potęga urosła z 12 do 19 proc. Przyjmując, że świat będzie się rozwijał liniowo, czyli podobnie jak do tej pory, przed 2050 r. cywilizacja konfucjańska, a z nią Chiny, stanie się najważniejszym ośrodkiem mocy na arenie międzynarodowej.

Epoka Dalekiego Wschodu jednak jeszcze nie nadeszła. Od początku lat 90. XX wieku żyjemy w międzyepoce, czyli okresie, w którym stary zachodni porządek się chwieje, ale nowy król nie przejął jeszcze władzy. Jeśli jednak nie zdarzy się nic spektakularnego, Zachód odda koronę już za kilkanaście, kilkadziesiąt lat. Co to oznacza dla Polski? Od początku swych dziejów nasz kraj znajduje się na granicy cywilizacji zachodniej; ze względu na relatywną słabość dziś stanowimy jego gospodarcze półperyferie (w 2017 r. Polska ma 26. pozycję w naszym Indeksie Mocy Państw; to nieźle, ale nie w porównaniu z piątą pozycją Niemiec czy szóstą Francji). Wobec globalnego przetasowania sił i ekspansywnych projektów cywilizacyjnych – takich jak chiński Nowy Jedwabny Szlak – należy się spodziewać, że już niedługo znajdą się chętni na to, aby Polska i inne kraje regionu stały się peryferiami całkiem innej cywilizacji.

Piotr Arak – analityk, zastępca dyrektora Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur dr Grzegorz Lewicki – filozof, dziennikarz, konsultant ds. prognostyki i komunikacji. www.greglewicki.com

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL