fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Rosyjscy politycy i urzędnicy nadal kupują domy na Zachodzie

123RF
Propagandowa wojna Moskwy z Europą nie wpłynęła na zwyczaje kasty rządzącej krajem.

Z opublikowanych deklaracji majątkowych wynika, że ministrowie, deputowani i senatorzy nie pozbyli się swoich majątków na Zachodzie i nie mają zamiaru tego robić.

Połowa kwietnia to tradycyjnie termin publikacji deklaracji dochodów rosyjskiej klasy politycznej. Zaczyna zwyczajowo prezydent, po nim urzędnicy Kremla, a w końcu rząd i cała reszta. Zgodnie z rosyjskim prawem – ustanowionym po agresji na Ukrainę i wprowadzeniu sankcji przez państwa Zachodu – politykom nie wolno posiadać za granicą kont w bankach, akcji i obligacji. Nikt im nie zabronił jeszcze kupna nieruchomości.

– Jeśli wprost zwrócą się do nich (z Kremla) i powiedzą: „sprzedawaj", to sprzedadzą. Ale rozkazy nie nadchodzą, a właściciele uważają, że ich sankcje nie obejmą, bo znajdują się poza tzw. bliskim kręgiem Putina – twierdzi w rozmowie z „Rz" moskiewski analityk Aleksandr Makarkin.

– To są ich indywidualne decyzje, nie ma to nic wspólnego z polityką Kremla, która nadal jest niechętna wobec Europy – zastrzega.

Jednak socjologowie z Centrum Lewady odnotowali w ciągu ostatniego miesiąca, że Rosjanie z większą sympatią odnoszą się do krajów Zachodu. Badacze wiążą to ze zmianą tonu kremlowskiej propagandy telewizyjnej, co mogłoby sugerować początki ocieplenia. Respondenci obecnie przyznają nawet, że „za granicą jest wyższy poziom życia". Z obywatelami zgadzają się ich przedstawiciele – tylko sześciu deputowanych w ciągu roku pozbyło się swoich nieruchomości na Zachodzie.

Jak zauważyli moskiewscy dziennikarze, jeśli z deklaracji majątkowych polityków zniknęły domy i działki, to jedynie wraz z żonami, co może znaczyć, że tracili je na skutek rozwodów. W ten sposób pozbył się 200-metrowego mieszkania w USA deputowany Władisław Reznik. W połowie marca madrycka prokuratura rozesłała za nim (oraz jego byłą żoną) międzynarodowy list gończy z powodu związków z rosyjską mafią działającą w Hiszpanii.

Za to minister bez teki Michaił Abyzow nabył dom w Wielkiej Brytanii o powierzchni ponad 200 mkw. i zapisał go na żonę. Dom i tak jest mniejszy od mieszkania, jakie minister wcześniej kupił w Londynie (340 mkw.).

Jednak Wielka Brytania nie jest już najpopularniejszym krajem wśród rosyjskich polityków. Na czele listy znajdują się: Hiszpania (gdzie dom ma np. minister oświaty Dmitrij Liwanow oraz żona boksera-deputowanego Nikołaja Wałujewa), Bułgaria i Szwajcaria (gdzie w sumie rosyjscy politycy, w tym wicepremier Olga Gołodiec, posiadają 1,5 tys. mkw. różnych mieszkań). Wśród właścicieli nieruchomości znaleźli się też patrioci. Deputowany Siergiej Wostriecow zapewnił agencję RBK, że postanowił sprzedać swoje dwa mieszkania w Bułgarii, gdyż bardzo chce mieć dom na Krymie – ale nikt nie chce ich kupić. Również Wałujew zapewniał, że nie chce być niczym związany z zagranicą, dlatego sprzedał nieruchomość w Niemczech. Ale na ciepłym wybrzeżu Hiszpanii zostawił.

– Postawieni przed koniecznością wyboru: kariera albo majątek, politycy mogą nawet zrezygnować ze swoich stanowisk. W ciągu ostatnich dwóch lat bywały i takie przypadki, dotyczyły jednak ludzi, którzy do polityki przyszli z biznesu – powiedział Makarkin.

Na razie nikt nie stawia przed takim wyborem długoletniego sekretarza prasowego Putina Dmitrija Pieskowa. Zadeklarował on posiadanie mieszkania w USA, ale Fundacja do walki z Korupcją Aleksieja Nawalnego wyliczyła, że jego „wydatki nie odpowiadają deklarowanym dochodom". Pieskow wprawdzie przyznał, że w zeszłym roku oficjalnie zarobił cztery razy więcej niż jego szef – prezydent Putin, jednak współpracownicy Nawalnego zauważyli, że całoroczny oficjalny dochód rzecznika starczyłby co prawda na kupno zegarka marki Richard Mille, z którym go sfotografowano, ale już nie na toyotę land cruiser i dwa mieszkania w Moskwie, które nabył w 2015 roku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA