fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Prezydent za 1000 hrywien

Petro Poroszenko ma coraz więcej powodów do obaw, czy przejdzie do drugiej tury wyborów
AFP
Szef MSW oskarża sztab wyborczy Poroszenki o kupowanie głosów. W tle ciąg dalszy afery korupcyjnej.

W Kijowie już nikt nie ma wątpliwości, że nieco ponad dwa tygodnie przed wyborami prezydenckimi Ukraina ma do czynienia z poważnym kryzysem politycznym. Rządząca koalicja pęka w szwach, a wojna toczy się już nie tylko na wschodzie, lecz i w samym centrum kraju.

Prezydent Petro Poroszenko nadal całkowicie kontroluje służby specjalne, ale nie ma już większego wpływu na policję. A wszystko za sprawą szefa MSW Arsena Awakowa, który nie wierzy w reelekcję obecnej głowy państwa zajmującej w sondażach dopiero trzecie miejsce.

Daję, bo nie moje

Potężny cios w prezydenta padł we wtorek, gdy Awakow opowiedział o masowym przekupywaniu wyborców przez sztab Poroszenki. Całą sytuację szef MSW opisał w programie „Swoboda słowa" transmitowanym przez stację telewizyjną ICTV. Według niego do precedensu miało dojść na terenie Kijowa, obwodu kijowskiego oraz „jeszcze jednego regionu". Wynajęci przez „prorządowy sztab wyborczy" agitatorzy sporządzają listę najbiedniejszych mieszkańców, następnie udają się do nich i pytają, czy są gotowi wesprzeć ich kandydata. Jeżeli odpowiedź jest stanowcza, proponują pomoc.

Następnie władze dzielnicy lub miasta dostają listę osób, którym muszą wypłacić 1000 hrywien (równowartość 140 złotych) w ramach „pomocy społecznej". Środki, jak twierdzi Awakow, pochodzą z rządowego programu wsparcia najbiedniejszych „Turbota" (troska) sponsorowanego z budżetu państwa. Następnie, po otrzymaniu pieniędzy, taka osoba dostaje telefon z informacją przypominającą, na kogo ma głosować.

Według szefa MSW ze 100 osób na taki układ zgadza się około 30 potencjalnych wyborców. Minister poinformował też o wszczętych sprawach karnych – w ramach jednej z nich na przesłuchanie wezwano już 2 tys. osób, chodzi o członków sztabu, agitatorów oraz wyborców, którzy sprzedają swoje głosy.

– Od początku kampanii wyborczej było już wiadomo, że Awakow postanowił zostać samodzielnym graczem. Wcielił się w rolę tak zwanego kontrolera wyborów, który ma dopilnować, by odbyły się uczciwie. W ten sposób chce zachować miejsce w rządzie po wygranej jednego z opozycyjnych kandydatów. Nie jest bezpośrednio związany z żadnym z nich, lecz po prostu nie chce, by wygrał Poroszenko – mówi „Rzeczpospolitej" Wołodymyr Fesenko, znany kijowski politolog.

– Po raz pierwszy mamy też do czynienia z konfliktem pomiędzy MSW i służbami specjalnymi tuż przed wyborami. Prokuratura Generalna i Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) grają po stronie prezydenta, a MSW i policja występują przeciwko niemu – dodaje.

Wiedzieli i milczeli

Pozycję szefa MSW wzmacnia też to, że jego służba chyba jako jedyna nie została uwikłana w głośną aferę korupcyjną związaną z ukraińskim przemysłem zbrojeniowym. Sprawę niedawno ujawnili dziennikarze śledczy popularnego youtubowego kanału Bihus.info.

Chodzi o przemyt z Rosji używanych, często niesprawnych części i uzbrojenia do zakładów ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego. Ceny były wielokrotnie zawyżone i wszystko miało się odbywać za zgodą ukraińskiego koncernu Ukroboronprom. Grupa młodych ludzi zarabiała na tym miliony dolarów, w tym Igor Gładkowski, syn byłego już wiceprzewodniczącego Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy Ołeha Gładkowskiego (prywatnie przyjaciel i partner biznesowy prezydenta).

Poroszenko odwołał go ze stanowiska tuż po publikacji śledztwa dziennikarskiego. Afera jednak nie ucichła i ma ciąg dalszy. W poniedziałek Bihus.info opublikował kolejne śledztwo, z którego wynika, że Prokuratura Generalna, Wojskowa Prokuratura, SBU, Państwowa Służba Fiskalna, a nawet Narodowe Biuro Antykorupcyjne wiedziały o nielegalnym i kosztownym dla budżetu państwa przemycie z Rosji. Ukraińscy dziennikarze twierdzą, że funkcjonariusze wszczynali nawet postępowania przeciwko uczestniczącym w aferze firmom, ale za każdym razem sprawy były zamykane i tuszowane.

Średnio łapówka dla funkcjonariuszy wyżej wymienionych służb miała wynosić od 10 do 20 tys. dolarów. Z opublikowanych przez Bihus.info stenogramów rozmów uczestników afery wynika, że łapówki płacono regularnie.

– Ta afera niespecjalnie zdziwiła Ukraińców, gdyż ponad 90 proc. mieszkańców kraju jest przekonanych, że wszyscy politycy i urzędnicy kradną. Gładkowski nie jest wyjątkiem, po prostu miał niefart – mówi „Rzeczpospolitej" Konstantin Bondarenko, kijowski politolog, który wcześniej był związany z Blokiem Opozycyjnym.

– Korupcja jest tak powszechna, że obywatele protestują raczej nie przeciwko niej, lecz przeciwko temu, że nie biorą w niej udziału – dodaje.

Komik przoduje

Najnowszy sondaż kijowskiego ośrodka Rejting pokazuje jednak, że Ukraińcy chcą głosować na całkowicie nowego gracza, niemającego żadnego bagażu politycznego. Chodzi o znanego kabareciarza i aktora Wołodymyra Zelenskiego, który obecnie ma niemal 25 proc. poparcia. Drugą pozycję zajmuje szefowa Batkiwszczyny, była premier Julia Tymoszenko (18,3 proc.), i dopiero na trzecim miejscu jest urzędujący prezydent Petro Poroszenko (16,8) proc.

Na byłego ministra obrony Anatolija Hrycenkę chce głosować nieco ponad 10 proc. respondentów. Mniej więcej takie samo poparcie ma kandydat prorosyjskich sił Jurij Bojko. – Wszystko będzie zależało od tego, na kogo ostatecznie swój głos oddadzą ci, którzy na razie się wahają – mówi Fesenko. Co czwarty Ukrainiec nie wie, na kogo będzie głosował 31 marca.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA