fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Polscy muzułmanie nie chcą już modlić się za Dudę

Fotorzepa, Bogusław Florian Skok
Do Senatu trafiła petycja w sprawie zmian w archaicznej ustawie. W tle jest walka o władzę wśród Tatarów.

Siedzibą muftiego jest Wilno – głosi jeden z przepisów ustawy o stosunku państwa do Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP. Mowa jest w niej też m.in. o Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Powód? Ustawa pochodzi z 1936 r. I w końcu powinna zostać zmieniona – przewiduje petycja, która trafiła do Senatu i którą rozpatrzy senacka Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji.

Jej autor zastrzegł anonimowość, lecz wiele wskazuje, że jest reprezentantem Tatarów, tradycyjnie zamieszkującej Polskę społeczności muzułmanów. Chce też usunięcia art. 34 ustawy, który głosi: „Podczas nabożeństwa w piątki każdego tygodnia oraz w dni uroczystych świąt duchowni muzułmańscy odmawiać będą modlitwy za pomyślność Rzeczypospolitej i Jej Prezydenta, w dni zaś świąt państwowych odprawią uroczyste nabożeństwo na intencję Rzeczypospolitej, Jej Prezydenta, Rządu i Wojska".

Czy rzeczywiście polscy muzułmanie regularnie modlą się za Andrzeja Dudę? Zdania są podzielone. – W niektórych krajach europejskich formalnie obowiązują przepisy sięgające średniowiecza i nie są zmieniane jako część tradycji legislacyjnej. Również w Polsce nikt nie wymaga od muzułmanów modlitw za prezydenta – mówi Musa Czachorowski, rzecznik Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP.

– Z tego, co mi wiadomo, Tatarzy twierdzą, że modlą się za prezydenta, rząd, armię i państwo, a nawet są z tego powodu dumni – mówi z kolei dr hab. Paweł Borecki z Katedry Prawa Wyznaniowego UW.

Jednak problematyka zmian w ustawie nie ogranicza się do usunięcia archaizmów. Wpisuje się też w konflikt w społeczności muzułmanów. Od 2004 r. polskim muftim jest Tomasz Miśkiewicz. Pełnienie przez niego tej funkcji podważa część wiernych, podkreślając, że w dniu wyboru nie miał 40 lat, wymaganych ustawą z 1936 r.

W 2016 r. zwołano nawet kongres, który wybrał opozycyjnego muftiego – Janusza Aleksandrowicza. Miśkiewicza za muftiego uważa jednak rząd. A gra toczy się o duże pieniądze, bo mufti certyfikuje żywność eksportowaną na potrzeby muzułmanów.

Jak w konflikt wpisuje się petycja? Jej autor nie ukrywa, że głównym celem jest usunięcie przepisów, pozwalającym polskim władzom ingerować w organizację związku. Jednak jednocześnie nie chce zmieniać artykułów, dających muftiemu dożywotnią i niemal nieograniczoną władzę.

Czy oznacza to, że impuls do powstania petycji wypłynął z otoczenia muftiego? Musa Czachorowski przekonuje, że nie. – Nie sądzę, by wypłynęło to z władz związku, choćby dlatego, że od lat toczą się rozmowy w sprawie ustawy między stroną rządową, a Najwyższym Kolegium, reprezentowanym przez muftiego Tomasza Miśkiewicza – mówi Czachorowski.

Jaką decyzję podejmie Senat? W tej sprawie nie zebrała się jeszcze komisja. Dr hab. Borecki twierdzi, że ustawa powinna być w końcu zmieniona. – Powstała w okresie Polski sanacyjnej, czyli Polski niedemokratycznej, gdy władze chciały kontrolować Muzułmański Związek Religijny i wprowadziły jego autorytarne kierownictwo. Jestem zwolennikiem upodmiotowienia wiernych – komentuje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA