fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Zbiórka na transport Polki z Kirgistanu

Na medyczny transport Anny Lulkiewicz z Kirgistanu potrzeba ok. 260 tys. zł, wciąż brakuje ok. 30 tys. zł.
materiały prasowe
Nadal trwa zbiórki pieniędzy na lotniczy transport medyczny Polki, która ucierpiała w wyniku katastrofy śmigłowca wy w paśmie Tien Szan na pograniczu Kirgistanu i Chin.

Rodzinie udało się znaleźć firmę, która zadeklarowała przetransportować Annę Lulkiewicz z Moniek na Podlasiu, z powrotem do Polski. Ale wciąż brakuje na transport blisko 30 tys. zł.

Do wypadku w którym ucierpiała kobieta doszło 9 lipca w Kirgistanie. Helikopter transportujący turystów do bazy w górach Tien-Szan w Kirgistanie rozbił się przy lądowaniu w okolicach szczytów Khan Tengri i Pik Pobiedy, tuż przy granicy z Chinami.

To był regularny lot organizowany przez kirgiską agencję turystyczną do ich bazy namiotowej. Takie loty odbywają się dwa-trzy razy w tygodniu. Oficjalną przyczyną katastrofy był silny wiatr.

Świadkowie mówią jednak o błędzie pilota i źle przygotowanym lądowisku. Mężczyzna próbował opanować śmigłowiec, jednak stracił równowagę.

Przy próbie podniesienia maszyny zahaczył o skałę i spadł do niecki polodowcowej. To prawdopodobnie uratowało turystów przed wybuchem.

Na pokładzie była czwórka Polaków. Troje z nich wróciło do Polski i znajduje się pod opieką lekarzy. Na powrót wciąż czeka Anna Lulkiewicz, która doznała najbardziej poważnych obrażeń.

Polka doznała bardzo ciężkiego urazu kręgosłupa wraz z uszkodzeniem rdzenia kręgowego. Obecnie jest sparaliżowana od pasa w dół i od miesiąca przebywa w kirgiskim szpitalu.

W lecznicy w Biszkeku, gdzie leży Polka próbowano podjąć próbę jej operacji przez neurochirurgów z Sankt Petersburga. Ale nie udało się, bo w klinice dostępny jest tylko jeden rodzaj narkozy, na który kobieta bardzo źle zareagowała i operacja musiała zostać przerwana.

Turystka z Moniek była ubezpieczona, jednak – w związku z przedłużającym się pobytem na oddziale intensywnej terapii oraz próbą operacji wymagającą sprowadzenia rosyjskich specjalistów – suma przeznaczona na koszty leczenia i transportu wyczerpała się niemal całkowicie.

- By dać Ani szansę na leczenie, musimy sprowadzić ją do Polski: pod opieką lekarzy, specjalistycznym samolotem wyposażonym w aparaturę zbliżoną do tej dostępnej na OIOM-ie. Koszt takiego przelotu to 216 tys. zł. Ubezpieczyciel może pokryć jeszcze tylko część z tej kwoty dlatego, że każdy dzień pobytu w szpitalu to koszt ok. 1000 dolarów- wylicza rodzina na portalu zrzutka.pl, przez który prowadzona jest zbiórka.

Najbliżsi Polski informują też, że po długich rozmowach, negocjacjach, poszukiwaniach, analizach dokumentacji medycznej i konsultacjach udało się znaleźć drugą firmę, która podejmie się transportu Ani. Wcześniejsza się wycofała z lotu po Polkę.

- Musimy wyjaśnić, że jedną z kluczowych kwestii, które udaremniły poprzednią próbę zorganizowania transportu, poza oporem kirgiskich lekarzy, był samolot. Stan Ani jest tak ciężki, że jej transport powinien odbyć się samolotem, którego parametry pozwalają na przelot bez międzylądowań. Lądowanie jest bowiem jednym z najgroźniejszych momentów podczas całej tej skomplikowanej operacji transportowej. Firma, którą znaleźliśmy, posiada taki samolot – wyjaśnia rodzina.

Zdradza, że umowa z nową firmą została podpisana, a teraz pozostały jeszcze do załatwienia formalności związanych z przelotem przez przestrzeń powietrzną kilku krajów, co powinno zająć nie więcej niż trzy dni.

- Daliście nam i Ani ogromną siłę okazując wsparcie – zarówno finansowe, jak i (a raczej przede wszystkim) duchowe. Słaliście wiele dobrych myśli, a w ślad za nimi maile i dodające otuchy komentarze. Ci, którzy akurat byli w Kirgistanie, odwiedzali Anię w szpitalu. Teraz raz jeszcze musimy prosić Was o pomoc – apelują najbliżsi Polki.

Przyznają, że nie sądzili, że uda się zebrać całe 126 tysięcy. Tyle za transport chciała pierwsza firma.

- Nie marzyliśmy nawet, że przekroczymy tą kwotę choćby o złotówkę. Tymczasem przebiliście ją o ponad 40 tysięcy... Niestety – firma, która przedstawiła nam ofertę, będącą podstawą zbiórki, nie dysponowała odpowiednim rodzajem samolotu i ostatecznie wycofała się ze względu na bardzo ciężki stan zdrowia Ani – przyznaje rodzina Polki.

Dodaje, że firma, z którą podpisaliśmy umowę, posiada bardziej zaawansowane rozwiązania techniczne i medyczne, ale jest znacznie droższa. Tym razem przelot został wyceniony na 80 tysięcy euro.

- Zamiast 216 tysięcy złotych potrzebne jest więc niemal 345 tysięcy złotych... Potrzebujemy zatem zebrać nie 126 tysięcy złotych, lecz aż 255 tysięcy złotych. Tylko dziś w ciągu kilku godzin na konto zrzutki wpłacono ponad 10 tys. zł. Nadal potrzeba blisko 30 tys. zł.

- To nie pora na nieśmiałość i krygowanie się, za bardzo nam na Ani zależy. Dlatego prosimy: jeśli jeszcze ktoś z Was zastanawia się, czy jest jeszcze potrzeba wpłacać na powrót Ani – niech się nie waha. Potrzebna jej będzie każda złotówka – apeluje rodzina ciężko rannej Polki.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA