fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Następca tronu w roli hakera

Jeff Bezos, szef Amazona, z księciem Arabii Saudyjskiej Mohammedem bin Salmanem w Rijadzie, listopad 2016 r.
AFP
Przygotowując się do akcji przeciwko dziennikarzowi „Washington Post", Saudyjczycy namierzyli Jeffa Bezosa.

Jest też niemal pewne, że książę i jego otoczenie zainteresowani byli przede wszystkim tym, co się dzieje w „Washington Post", a zwłaszcza krytycznymi materiałami publikowanym w dzienniku przez Dżamala Chaszukdżiego, dysydenta mieszkającego w USA.

Program szpiegowski w pliku wideo

Do zhakowania telefonu Bezosa powrócił we wtorek brytyjski dziennik „Guardian". Od pewnego czasu zajmują się też sprawą eksperci ONZ badający okoliczności morderstwa Chaszukdżiego.

Opublikowali właśnie oświadczenie na ten temat. Jest druzgocące dla saudyjskiego księcia, który z nadania swego królewskiego ojca sprawuje rządy w kraju.

Wynika z niego, że książę, który zainteresował się zawartością telefonu Bezosa na kilka miesięcy przed morderstwem Chaszukdżiego, starał się go skompromitować już po krwawych wydarzeniach w konsulacie saudyjskim w Stambule.

Wszystko zaczęło się w czasie dwutygodniowej wizyty Saudyjczyka w USA wiosną 2018 roku. Wtedy spotkał Bezosa, jak zresztą wielu innych prominentnych przedstawicieli świata polityki i biznesu. W czasie nieformalnego obiadu książę i Bezos wymienili numery telefonów.

Niedługo później Bezos otrzymał wideo od księcia wysłane z konta WhatsApp. Jak stwierdzono później, po tej przesyłce z telefonu Bezosa transfer danych wzrósł o 29 tys. proc. Okazało się, że w pliku wideo MP4 wysłanym z telefonu używanego przez księcia znajdował się program szpiegowski. Do takiego wniosku doszła nieco później firma  FTI Consulting zaangażowana przez szefa Amazona.

– Doniesienia mediów sugerujące, że za zhakowaniem telefonu Bezosa stoi Królestwo, są absurdalne – w taki sposób odniosła się do całej sprawy saudyjska ambasada w USA. Przebywający w Davos szef saudyjskiej dyplomacji Faisal bin Farhan al-Saud uznał doniesienia „Guardiana" za absolutnie niepoważne.

Pegasus czy Galileo

Sęk w tym, że potwierdza je ekspertyza specjalistów ONZ.Agnes Callamard oraz David Kaye badający z ramienia ONZ sprawę morderstwa Dżamala Chaszukdżiego nie mają wątpliwości, że zhakowanie telefonu Bezosa było częścią operacji dotarcia do osób, z którymi kontaktował się Chaszukdżi.

Są też przekonani, że informacji uzyskanych z telefonu Bezosa użyto już po morderstwie dziennikarza do wywarcia nacisku na właściciela „Washington Post". 8 listopada 2018 roku, a więc ponad miesiąc po morderstwie Chaszukdżiego, Bezos otrzymał wiadomość z konta WhatsApp należącego do saudyjskiego następcy tronu. Zawierała zdjęcie kobiety łudząco podobnej do Lauren Sanchez, byłej reporterki, z którą żonaty Jeff Bezos miał romans i z którą jest obecnie w związku. Najciekawszy był dołączony tekst następującej treści: „Kłótnia z kobietą jest jak czytanie umowy licencyjnej oprogramowania. W końcu musisz wszystko zignorować i kliknąć: Zgadzam się".

Bezos nie miał już najmniejszych wątpliwości, że nadawca tej wiadomości ma także dostęp do jego maili wymienianych z ukochaną. Wszystko wskazywało też na to, że Saudyjczycy dostarczyli również informacje o romansie Bezosa tabloidowi „National Enquirer".

Pozostało ustalenie, w jaki sposób dekodowane były informacje z telefonu miliardera. Okazało się, że Saudyjczycy zakupili w 2017 roku szpiegowskie oprogramowanie Pegasus od firmy NSO Group. Zdaniem „New York Timesa" niewykluczone, że do dekodowania telefonu Bezosa użyto oprogramowania Galileo opracowanego przez firmę Hacking Team, której współwłaścicielem jest jeden z bliskich współpracowników księcia Mohammeda bin Salmana.

Najważniejsza jest cena ropy

Cała sprawa z telefonem Bezosa wydaje się potwierdzać bezpośredni udział następcy tronu w przygotowywaniu zamachu na Chaszukdżiego. Książę przyznał się do tego, że nie dopilnował swych podwładnych, którzy dopuścili się morderstwa. Pięciu z bezpośrednich uczestników makabrycznego zabójstwa zostało w grudniu ubiegłego roku skazanych na karę śmierci, a trzech na dożywocie.

To w zasadzie kończy sprawę i rewelacje dotyczące Bezosa niewiele tu mogą zmienić. Donald Trump sygnalizował już po morderstwie Chaszukdżiego, że cena polityczna za zbytnią dociekliwość może być niezmiernie wysoka. – Jeżeli USA wycofają się z Arabii Saudyjskiej, w to miejsce wejdą Rosja oraz Chiny – tłumaczył wtedy dziennikarzom. Nieco wcześniej USA zawarły z Arabią Saudyjską porozumienie na dostawy broni i sprzętu wojskowego na sumę 110 mld dol. Trump nie omieszkał też przypomnieć, że zamordowany dziennikarz był postrzegany w Arabii Saudyjskiej jako „wróg państwa", a był także członkiem Bractwa Muzułmańskiego. Koronny argument Trumpa dotyczył ropy naftowej. – Czy chcecie, aby ropa kosztowała 150 dol. – mówił wtedy prezydent USA. Od tego czasu uważa sprawę Chaszukdżiego za zamkniętą.

Media przypominają jednak, że saudyjski następca tronu utrzymuje niezwykle zażyłe kontakty z Jaredem Kushnerem. Kontaktują się za pośrednictwem WhatsApp, co może znaczyć, że Saudyjczycy zhakowali także telefon zięcia prezydenta.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA