fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Rząd po raz pierwszy przyznaje że 500 plus nie zwiększa dzietności

Świadczenie wychowawcze nie spowodowało, że w Polsce zaczęło się rodzić więcej dzieci
shutterstock
Gabinet Mateusza Morawieckiego w oficjalnym dokumencie przyznał, że celem programu nie jest zwiększenie liczby urodzeń.

– W Polsce rodzi się bardzo mało dzieci, a chcemy, żeby Polaków było coraz więcej – mówiła w 2016 roku ówczesna premier Beata Szydło. Wyjaśniała, że zasiłki z 500+ mają przede wszystkim sprawić, aby Polacy decydowali się na liczniejsze potomstwo.

To już nieaktualne. O tym, że 500+ nie spowoduje wzrostu urodzeń, mówiła już wcześniej pełnomocniczka rządu ds. demografii Barbara Socha. A teraz rząd po raz pierwszy przyznał to w oficjalnym dokumencie. I dodał, że taki wzrost nigdy nie był celem.

Nowa narracja

Chodzi o „Sprawozdanie Rady Ministrów z realizacji ustawy o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci w 2019 roku”, które właśnie trafiło do Sejmu. Rząd odnosi się w nim do danych za 2019 rok, z których wynika, że urodziło się o 13 tys. mniej dzieci niż w roku poprzednim. „Warto podkreślić, że oczekiwanym skutkiem wprowadzenia świadczenia wychowawczego nie jest regularny wzrost liczby urodzeń obserwowany z roku na rok. Według prognozy GUS liczba urodzeń w Polsce będzie w najbliższych latach spadała, a efektem wprowadzenia świadczenia wychowawczego będzie przede wszystkim to, że ten spadek nie będzie tak silny” – pisze rząd.

To zupełnie inna narracja niż przedstawiana w przeszłości. – To program wprowadzony po to, by Polakom lepiej się żyło, żeby polskie rodziny miały godne życie, i po to, by w Polsce rodziło się więcej dzieci – mówiła Beata Szydło w 2017 roku. Później dodawała, że wzrost liczby urodzeń był „celem” rządu, a nawet utrzymywała, że „baby boom zaczyna być faktem”.

O stałym wzroście liczby urodzeń mówiły też dane zawarte w ocenie skutków regulacji ustawy o 500+. Wynikało z nich, że urodzeń będzie 378,2 tys. w 2017 roku, 379,5 tys. w 2018 roku i 380,4 tys. w 2019 roku. W 2020 roku liczba urodzeń miała się ustabilizować, a potem zacząć spadać.

W rzeczywistości liczby urodzeń żywych podawane przez GUS wyglądają tak: 402 tys. w 2017 roku, 388,2 tys. w 2018 roku i 375 tys. w 2019 roku. Począwszy od 2017 roku urodzeń więc ubywa, zamiast przybywać. W 2019 roku urodziło się 5,4 tys. dzieci mniej niż mówiły prognozy rządu.

Naiwne myślenie?

Zdaniem posłanki KO Izabeli Leszczyny założenie, że 500+ może zmienić trend demograficzny, było naiwne. – Wie o tym każdy, kto ma pojęcie o polityce społecznej. Politycy PiS albo udawali, że tego nie wiedzą, albo rzeczywiście tego nie wiedzieli, bo są zbyt niekompetentni – komentuje.

– Może byliśmy zbyt optymistyczni, licząc na to, że poziom urodzeń powyżej 400 tys. się utrzyma – mówi wiceminister rodziny Stanisław Szwed z PiS. – Jednak liczba urodzeń jest uzależniona od liczby kobiet w wieku rozrodczym, których ubywa – dodaje.

To właśnie ten ostatni element zdaniem rządu decyduje o tym, że mimo kosztownego programu 500+ rodzi się coraz mniej dzieci. „Warto (...) zdawać sobie sprawę z tego, że tylko między 2015 a 2019 rokiem populacja kobiet w wieku rozrodczym skurczyła się o ponad 250 tys. osób, a prognoza demograficzna GUS z 2014 roku wskazuje, że populacja ta zmniejszy się z około 8,9 mln w 2019 roku do 5,79 mln w 2050 roku” – pisze rząd w sprawozdaniu. I dodaje, że tego trendu nie da się odwrócić w krótkim czasie, bo „liczebność tej populacji jest przede wszystkim wypadkową dynamiki procesów demograficznych obserwowanych w poprzednich latach”.

Rząd dostrzega sukces

Mimo niespełnienia prognoz dotyczących programu rząd ocenia wpływ 500+ na demografię pozytywnie. Powodem jest to, że współczynnik dzietności, czyli liczba dzieci, które urodziłaby statystyczna kobieta w ciągu okresu rozrodczego, utrzymuje się na poziomie sprzed programu. W 2015 roku wynosił 1,289, a w 2019 roku – 1,419. Stanisław Szwed za sukces uznaje też zmniejszenie skali skrajnego ubóstwa. – Drugim celem, oprócz demograficznego, była poprawa sytuacji materialnej rodzin. Zawsze mówiliśmy, że bieda nie może mieć twarzy dziecka – podkreśla.

Problem w tym, że współczynnik dzietności, który osiągnął rekordową wartość 1,453 w 2017 roku, zaczął potem spadać. Wskaźnik skrajnego ubóstwa wśród dzieci – który rzeczywiście spada od czasu wprowadzenia programu – raz, w 2018 roku, poszedł z kolei w górę.

Izabela Leszczyna mówi, że największym problemem, przed jakimi stoimy, jest demografia, a rząd nie może ograniczać się do 500+. – Młodzi rodzice potrzebują dobrej infrastruktury, która wspiera wychowanie: świetnych żłobków, przedszkoli i szkół dostępnych za darmo. O co będzie trudno w obecnej sytuacji epidemiologicznej – podkreśla.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA