fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Kontrowersyjny awans na szczytach policji

nadinsp. Paweł Dobrodziej
nadinsp. Paweł Dobrodziej
info.policja.pl
Wicekomendantem głównym został Paweł Dobrodziej, kierujący dotąd stołeczną policją. Tymczasem niedawno - za naciąganie statystyk dla nagród - do aresztu trafiło całe podlegające mu kierownictwo warszawskiego wydziału samochodowego.

Ze służby, na emeryturę odszedł zastępca komendanta głównego policji nadinsp. Kamil Bracha, a jego miejsce zajął kierujący dotychczas garnizonem stołecznym nadinsp. Paweł Dobrodziej - pierwsze poinformowało o tym radio RMF FM.

- Nadinspektor Dobrodziej już otrzymał nominację, formalnie jest więc zastępcą komendanta głównego policji - potwierdza „Rzeczpospolitej” Mariusz Ciarka, rzecznik KGP.

Paweł Dobrodziej to zaufany współpracownik komendanta głównego, gen. Jarosława Szymczyka. W przeszłości był naczelnikiem zarządu CBŚP w Łodzi, kierował także lubelskim garnizonem policji, a na czele stołecznej policji stał od trzech lat.

Ostatnio nie miał jednak dobrej passy. To nadinsp. Dobrodziej formalnie był odpowiedzialny za policję warszawską i jej kontrowersyjne zachowanie podczas niedawnych protestów kobiet w stolicy. Przypomnijmy - burzę wywołało m.in. skierowanie do zabezpieczania protestów elitarnej jednostki antyterrorystów - w tym użycie przez jednego z nich policyjne pałki wobec demonstrujących. A także użycie gumowych kul, przez co doszło do tragedii - zranienia fotoreportera tygodnika „Solidarność”.

To Paweł Dobrodziej w rozesłanym podwładnym komunikacie, polecił: „Działamy, nie negocjujemy” - co oznaczało, by w razie blokady ulic „niezwłocznie przystępować do przywracania ruchu” i „egzekwowania zachowań zgodnych z prawem”.

Jednak nominacja nadinsp. Dobrodzieja w miejsce odchodzącego Kamila Brachy - jak zauważają nasi rozmówcy z Policji - jest zdumiewająca jeszcze z innego powodu. To w czasie kiedy kierował on stołeczną policją wybuchła jedna z największych i najbardziej kompromitujących afer ostatnich lat - „pompowania” statystyk przez policjantów z wydziału samochodowego Komendy Stołecznej - po to, by brać premie za rozwiązywanie spraw.

W połowie października - o czym pisała „Rzeczpospolita” zatrzymane zostało całe kierownictwo stołecznej „samochodówki” - naczelnik wydziału do walki z przestępczością samochodową Jarosław K., jego zastępca, kierownik sekcji i trzech innych funkcjonariuszy. Jak podawał w odpowiedzi dla „Rzeczpospolitej” Sąd Okręgowy w Gliwicach aresztowanym policjantom zarzucono „nadużycie uprawnień i niedopełnienie obowiązków w celu osiągnięcia korzyści osobistej - w związku z takimi przestępstwami jak fałszywe zeznania i fałszywe oskarżenia. Niektórym funkcjonariuszom zarzucono też „podżeganie”. Czworo policjantów z wydziału samochodowego trafiło do aresztu. Sąd uznał, że zebrane dowody wskazują na duże prawdopodobieństwo, że podejrzani popełnili przestępstwo.

Korupcję w wydziale, który powinien zwalczać przestępczość samochodową - jak pisaliśmy - wykryło Biuro Spraw Wewnętrznych Policji oraz gliwicka prokuratura.

Układ, zwany spółdzielnią, miał trwać w stołecznej „samochodówce” - jak nazywano wydział - od miesięcy. Mimo rosnącej liczby kradzieży samochodów w Warszawie i brak spektakularnych sukcesów w walce z tego typu przestępstwami, policjanci zgarniali sowite nagrody „za wyniki”. Naczelnikowi wydziału akceptował je sam komendant stołeczny Paweł Dobrodziej. Jak to się stało, że nie dostrzegł nadużyć? Na to pytanie, pisząc o aferze, nie dostaliśmy odpowiedzi.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA