Igor Stachowiak w połowie maja 2016 roku został zatrzymany na wrocławskim Rynku. Według funkcjonariuszy był agresywny i dlatego musieli oni użyć paralizatora. Po przewiezieniu na komisariat stracił przytomność i pomimo reanimacji zmarł. Według pierwszej opinii lekarza, przyczyną śmierci była ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa.
Sprawa wróciła po wyemitowaniu w maju ubiegłego roku reportażu w TVN24, gdzie m.in. pokazano zapis z kamery paralizatora.
Jak informuje dziennikarz Wojciech Bojanowski, jeden z oskarżonych w tej sprawie policjantów już wcześniej miał zatarg z Igorem Stachowiakiem. Funkcjonariusz brał udział w interwencji w 2013 roku, po której Stachowiak zawiadomił prokuraturę, że został pobity.
Do zdarzenia doszło w czerwcu 2013 roku. Pracownicy jednej z wrocławskich stacji benzynowych poinformowali policję, że na miejscu znajduje się agresywny mężczyzna.
22-letni wówczas Stachowiak miał być tego dnia pod wpływem alkoholu i amfetaminy. Policjanci skuli mężczyznę i przewieźli go na komisariat Wrocław-Grabiszynek.
W prokuraturze sytuację inaczej przedstawił Stachowiak. Poinformował on śledczych, że funkcjonariusze policji zawieźli go do pobliskich ogródków działkowych, gdzie użyli wobec niego paralizatora, a następnie go pobili.
Biegli stwierdzili, że Stachowiak doznał obrażeń, które mogły nastąpić w wyniku zdarzeń opisanych przez mężczyznę.
Śledztwo w tej sprawie zostało umorzone w listopadzie 2013 roku. Prokuratura nie dopatrzyła się nadużycia ze strony funkcjonariuszy. O naruszenie nietykalności cielesnej policjantów oskarżono natomiast 22-latka.
Trzy lata później jeden z policjantów brał udział w znęcaniu się na Stachowiakiem w komisariacie przy ul. Trzemeskiej. Po tym wydarzenia odszedł z policji i wstąpił w szeregi żandarmerii wojskowej. Obecnie jest zawieszony.