Przeżyłam niedawno  szok. Jadąc na organizowany z okazji Roku Wajdy pokaz „Popiołu i diamentu” myślałam: „Ten film można obejrzeć w domu, za darmo, na wielu portalach. Ile osób przyjdzie do kina? Piętnaście? Dwadzieścia?”. Tymczasem sala warszawskiego kina „Kultura” zapełniła się do ostatniego miejsca. Było mnóstwo młodych ludzi. Cóż więc się dziwić, że w ostatnich latach coraz większym zainteresowaniem cieszą się festiwale starego kina? To inny rodzaj obcowania ze sztuką, więc imprez poświęconych dawnym dziełom powstaje coraz więcej, a od trzech lat na ich listę wpisał się warszawski Timeless Film Festival, stworzony przez Romana Gutka.

Reklama
Reklama

Włosi byli pierwsi

W 1982 r. we włoskim Pordenone odbyła się pierwsza edycja imprezy poświęconej kinu niememu. Cztery lata później w Bolonii powstał festiwal Cinema Ritrovato, który zaczynał skromnie, a teraz ściąga tysiące widzów. Można na nim obejrzeć zarówno odrestaurowane cyfrowo klasyki, jak też filmy prawie nieznane, zapomniane. Są seanse niemego kina z muzyką na żywo, sekcje poświęcone gwiazdom.

Przeglądy starego kina cieszą coraz większą popularnością. Specjalne miejsce zajmuje wśród nich Festiwal Lumiere założony w 2009 r. w mieście braci Lumiere – Lyonie przez dyrektora artystycznego Cannes Thierry'ego Fremaux, zresztą autora dwóch dokumentów zmontowanych z fragmentów etiud wynalazców kina. 

Rok później po raz pierwszy odbył się przegląd starego, hollywoodzkiego kina w zabytkowym Chinese Theatre w Los Angeles. W naszej części Europy najbardziej znany jest Budapest Classics Film Marathon, który zaprasza widzów od dziesięciu lat. 

Na całym świecie takie przeglądy ściągają kinomanów, którzy chcą „stare” filmy zobaczyć w dobrej jakości na dużym ekranie. W 2024 r. dołączył do nich warszawski Timeless Film Festival. 

– Klasyka dostała drugie życie. Kiedyś archiwa nie chciały wypożyczać kopii, bo bały się uszkodzeń w czasie transportu. Teraz coraz więcej dzieł jest zcyfryzowanych, łatwo dostępnych. Nawet w Polsce mamy już cyfrowe kopie ponad 600 tytułów — mówi Roman Gutek, dyrektor Timeless Film Festival. Tegoroczna edycja to już wielkie wydarzenie, pełne znakomitych sekcji. 

 Kinofilska uczta

W najliczniejszej sekcji „Kinofilska uczta” znalazły się 32 tytuły. Organizatorzy proponują podróż w czasie, bo najstarszy film „Aniki-Bobo” Manoela de Oliveiry powstał w 1942 r., najświeższy „Donnie Darko” Richarda Kelly’ego w 2001 r.. Będą tu m.in. obrazy Scorsesego, Greenawaya, Polańskiego, Roega, Larsa von Triera. Sam Roman Gutek szczególnie poleca „Osiem śmiertelnych strzałów” Mikko Niskanena – miniserial, którego odrestaurowana wersja cztery lata temu podbiła festiwal boloński. To opowiedziana w niemal dokumentalnym stylu historia fińskiego wieśniaka, który zmagając się z nędzą i alkoholizmem traci kontrolę nad własnym życiem, by w końcu oddać tytułowe osiem strzałów.

W specjalnej sekcji „Stany czarno-białe” w sześciu filmach będzie można prześledzić, jak zmieniało się nastawienie Amerykanów do spraw rasy – od produkcji utrwalających uprzedzenia do opowieści o „czarnym” doświadczeniu relacjonowanym przez reżyserów ciemnoskórych. 

Z kolei założyciel wydawnictwa Second Run, gdzie od 2005 r. wyszło ponad 200 tytułów, rekomenduje pięć filmów. Wcale nie oczywistych. To obrazy Irańczyka Mohsena Makhmalbafa, Tajwańczyka Tsai Ming-lianga, Czecha Jana Nemeca, Węgra Zoltana Fabriego i Hindusa Govindana Aravindana. 

Ubiegłoroczna sekcja kina południowoamerykańskiego, gdzie zaprezentowano wybitne filmy z Brazylii i Meksyku, w tym roku przybliża widzom również kino argentyńskie, boliwijskie, kubańskie i kolumbijskie.

Brigitte Bardot przypomniana

Timeless Film Festival proponuje również sekcje poświęcone artystom. 

Dwie z nich zbierają filmy polskich twórców Jerzego Kawalerowicza i Barbary Sass. Kawalerowicz, wybitny reżyser i świetny rzemieślnik, mawiał, że żył 17 razy, bo tyle zrobił filmów. W sekcji Timeless… znalazło się 8 z nich, m.in. „Pociąg”, „Matka Joanna od Aniołów”, „Austeria”, „Faraon”. Przegląd poświęcony Barbarze Sass to prezentacja jej tryptyku z Dorotą Stalińską: „Bez miłości”, „Debiutantka” i „Krzyk”.

Kolejna sekcja będzie poświęcona Peterowi Weirowi. Australijczyk od ćwierćwiecza, od nakręcenia „Niepokonanych”, nie stanął za kamerą, kilka lat temu ogłosił, że z reżyserią skończył, bo nie ma już potrzebnej do tego energii. Ale jego dorobek jest wciąż niesłychanie ciekawy i aktualny. Sześciokrotnie nominowany do Oscara Weir nigdy tej statuetki nie dostał. Amerykańska Akademia poprawiła swój błąd przyznając mu w 2023 r. Oscara honorowego.

I wreszcie sekcja poświęcona Brigitte Bardot – legendzie francuskiego i europejskiego kina, która zmarła półtora roku temu, ale kino porzuciła wcześniej, mając 39 lat. Warto dzisiaj skonfrontować się z jej rolami. Tymi, w których uwodziła publiczność swoją wolnością, jak w „I Bóg stworzył kobietę” i tymi, gdzie tworzyła ciekawe, głębokie kreacje, jak w „Pogardzie” czy „Prawdzie”. 

I to jeszcze wciąż nie wszystkie sekcje coraz energiczniej rozwijającego się Timeless Film Festival. Roman Gutek kocha kino i czuje jego rytm. A dzisiaj publiczność wyraźnie zatęskniła za starymi mistrzami i filmami, w których rozliczali się oni poważnie z życiem i światem. Pamięć i powrót do kina na ich filmy to najpiękniejszy prezent, jaki dzisiaj możemy im dać.