Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego funkcjonariusze służb specjalnych po odejściu do cywila są pozbawieni systemowego wsparcia?
  • Jak polskie rozwiązania w tym zakresie różnią się od rozwiązań zagranicznych?
  • Jakie konsekwencje społeczne i psychologiczne wiążą się z pracą w służbach?

Osoby zatrudnione w służbach specjalnych to jedni z najlepiej wyszkolonych funkcjonariuszy w Polsce. Państwo chętnie korzysta z ich wiedzy i umiejętności, ale tylko do czasu. Gdy odchodzą – czy to na emeryturę, czy do cywila – zostają „na lodzie”. Bo służby specjalne, w przeciwieństwie np. do wojska (jest rozbudowany system aktywizacji zawodowej byłych żołnierzy), dotąd nie doczekały się systemu wsparcia dla byłych funkcjonariuszy. To jest fatalne zaniedbanie nie tylko dla nich, ale też dla państwa, które wydało krocie na ich wyszkolenie.

„Brak systemowej rekonwersji generuje ryzyka podwójnej natury: utratę cennego kapitału ludzkiego, który mógłby zasilać administrację, instytucje międzynarodowe i sektory strategiczne, oraz zagrożenia kontrwywiadowcze wynikające z niekontrolowanego przepływu byłych funkcjonariuszy do podmiotów prywatnych (w tym zagranicznych) oraz organizacji powiązanych z państwami o sprzecznych interesach geopolitycznych” – alarmuje raport „Rekonwersja kadr służb specjalnych w Polsce”, przygotowany przez Frontline Foundation, która jest złożona z byłych szefów i funkcjonariuszy służb specjalnych. Jego wyniki poznała „Rzeczpospolita”.

Służby specjalne, w przeciwieństwie np. do wojska (jest rozbudowany system aktywizacji zawodowej byłych żołnierzy), dotąd nie doczekały się systemu wsparcia dla byłych funkcjonariuszy

Chodzi o newralgiczne dla bezpieczeństwa państwa służby – ABW, CBA, Agencję Wywiadu (AW), Służbę Kontrwywiadu Wojskowego (SKW) i Służbę Wywiadu Wojskowego (SWW). Według szacunków, bo oficjalną skalę okrywa tajemnica, rocznie odchodzi z nich po kilkudziesięciu funkcjonariuszy o wysokich kompetencjach i unikatowej wiedzy. W ciągu 5-10 lat – jak ocenia fundacja  – odejdzie od kilkuset do nawet tysiąca osób. Państwo nie robi nic, by ich „zagospodarować”.

– W Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych czy w Izraelu istnieje lista podmiotów i instytucji, w których funkcjonariusze mogą rozpocząć pracę po odejściu ze służb specjalnych. U nas dotąd nie stworzono kompleksowego systemu wsparcia takich funkcjonariuszy przy przejściu do życia cywilnego, mimo że reprezentują unikatowy profil kompetencyjny i są narażeni na specyficzne ryzyka – wskazuje Artur Chodziński z Frontline Foundation, autor opisywanego raportu. 

Czytaj więcej

Rosyjski szpieg z tajną wiedzą. Z akt udostępnionych przez prokuratora

Analityk, który zdemaskował szpiega Pawła Rubcowa, wylądował w powiatowym urzędzie 

Echem odbiło się zdemaskowanie rzekomego hiszpańskiego dziennikarza, który okazał się rosyjskim szpiegiem Pawłem Rubcowem działającym na rzecz GRU (potem, w 2024 roku, wyjechał z Polski w ramach wymiany więźniów między Rosją a USA). Ale mało kto wie, co dzieje się z jednym z autorów sukcesu, jakim było odkrycie szpiega.

– Znam osobiście tę sytuację, analityk kontrwywiadu z ABW, który rozpracowywał sprawę Rubcowa, pracuje teraz w jednym z powiatowych urzędów pracy na wschodzie Polski, za minimalną krajową. A to specjalista najwyższej klasy, ze znakomitą znajomością języka rosyjskiego, ekspert od rosyjskiej dezinformacji, doktor nauk o bezpieczeństwie, w trakcie habilitacji. Wybitny umysł, tak naprawdę dzięki jego analizom udało się ustalić, że Rubcow to oficer GRU, a nie żaden dziennikarz – mówi nam Artur Chodziński. 

To oczywiście ekstremalny przykład marnotrawienia wiedzy i doświadczenia funkcjonariusza po jego odejściu ze służby. Jednak sytuacji mniej drastycznych jest mnóstwo.

Typowy scenariusz wygląda tak: odchodząc na emeryturę, funkcjonariusz służb dostaje odprawę, pamiątkowy gadżet, przypomnienie od szefa o obowiązku zachowania tajemnicy i życzenia powodzenia na „dalszej drodze życia”. Kiedy trochę okrzepnie poza służbami, zaczyna szukać zajęcia.

Analityk kontrwywiadu z ABW, który rozpracowywał sprawę Rubcowa, pracuje teraz w jednym z powiatowych urzędów pracy na wschodzie Polski, za minimalną krajową. A to specjalista najwyższej klasy, ze znakomitą znajomością języka rosyjskiego, ekspert od rosyjskiej dezinformacji, doktor nauk o bezpieczeństwie, w trakcie habilitacji

Artur Chodziński z Frontline Foundation

Tyle że funkcjonariusze służb mają ubogie CV: że skończyli studia, poszli do służby, wykonywali zadania np. przez 20 lat. W efekcie często kończy się przydziałem „do ochrony”. To właśnie spotkało emerytowanego oficera wywiadu z długim stażem pracy na Wschodzie. Rekruterka mu zaproponowała: „to na dyżurkę, jak w bezpieczeństwie pan robił”. Oficer ofertę przyjął, ale założył sobie konto na LinkedInie i wkrótce dostał dużo lepszą ofertę: z firmy doradczej zarejestrowanej na Cyprze – z kapitałem, którego nikt nie sprawdził, lecz na starcie z pensją trzykrotnie wyższą niż zarabiał w służbie. Chodziło o „usługi konsultingowe”.

– Tego typu sytuacje rodzą ogromne ryzyka. Taka firma najpierw daje drobne zadania, płacąc duże pieniądze, by potem coraz bardziej korzystać z wiedzy byłego funkcjonariusza. Bez systemu wsparcia w poszukiwaniu pracy zostanie on uwikłany w niebezpieczną relację, z której trudno się wyplątać – zaznacza Artur Chodziński.

Czytaj więcej

Zwrot akcji w sprawie Pawła Rubcowa. Oskarżony o szpiegostwo będzie sądzony w Polsce

Dziś państwo nie ma żadnej kontroli nad tym, gdzie po odejściu z ABW, SKW, AW i innych służb zatrudniają się dawni funkcjonariusze. Mogą pójść np. do firm powiązanych z Rosją, a państwo się o tym nie dowie, jeśli ktoś sam się tym nie pochwali. To stwarza ogromne ryzyka, zwłaszcza, że problem ma także wymiar psychologiczny.  – Człowiek, który całe życie zawodowe spędził w służbach wymagających tajności, tajemnice musiał „trzymać” w sobie, miał kontakt z przestępczością zorganizowaną, zagrożeniami wywiadowczymi i terrorystycznymi, często nie potrafi się odnaleźć w cywilnym życiu. Nie ma już adrenaliny, nie dostarczy jej chodzenie do sklepu po bułki i ser – przyznają nam oficerowie służb.

Bywa, że włączają się uzależnienia i przemoc domowa – można przeczytać w raporcie. – Ktoś taki nie ma klasycznego PTSD, czyli zespołu stresu pourazowego, jaku żołnierzy wracających z frontu, ale inne poważne zaburzenia psychiczne. Powstaje wybuchowa mieszanka, kiedy mamy np. byłego oficera wywiadu z gigantyczną wiedzą, który zaczyna mieć problemy natury psychicznej, bo nie wie, jak sobie ułożyć nowe zawodowe życie. Od tego krok do złych decyzji – wskazuje Chodziński.

Czytaj więcej

20 proc. rosyjskich dyplomatów w Europie to szpiedzy. Polska i Czechy chcą większej kontroli

Ryzykowna posada w spółce kontrolowanej przez wrogie państwo i zagrożenie werbunkiem

– Państwo zainwestowało gigantyczne pieniądze w szkolenie funkcjonariuszy służb specjalnych, zaufało, powierzając im najważniejsze tajemnice, a po ich odejściu państwo nie jest w stanie z obopólną korzyścią nadal uzyskiwać pozytywnych rezultatów inwestycji w często długoletnią służbę tych ludzi. To marnotrawstwo – mówi Norbert Loba, były wiceszef ABW, prezes Frontline Foundation.

A ryzyka związane z brakiem lub złym „zagospodarowaniem” byłych funkcjonariuszy, to nawet przejęcie ich przez świat przestępczy czy obce służby.  Inne ryzyka to wykorzystanie wiedzy operacyjnej w sporach gospodarczych i politycznych, czy ryzyko reputacyjne. „Brak systemu kontroli i wsparcia po odejściu zwiększa prawdopodobieństwo, że były funkcjonariusz podejmie pracę w podmiotach kontrolowanych przez państwa wrogie lub konkurencyjne, stanie się celem operacji werbunkowych (świadomie lub nieświadomie) lub wykorzysta swoją wiedzę i kontakty w sposób sprzeczny z interesem RP” – podkreśla raport.

Scenariuszy jest wiele. Jak ten, że funkcjonariusz, który rozpracowywał „białe kołnierzyki” – przestępców VAT-owskich, już w cywilu zgłasza się do prezesa takiej spółki, mówi, że „wie o nim wszystko” więc proponuje swoje usługi w pionie bezpieczeństwa firmy.

Pokusy mogą być groźne zwłaszcza w przypadku funkcjonariuszy operacyjnych, którzy pracowali za granicą, służyli w Agencji Wywiadu czy SKW, analityków dysponujących elitarną wiedzą, osób na stanowiskach kierowniczych. Ale i tych, którzy np. w CBA prowadzili osobowe źródła informacji w spółkach strategicznych Skarbu Państwa. – Jak funkcjonariusz CBA, który prowadził osobowe źródło – człowieka, który jest prezesem wielkiej państwowej spółki ma się odnaleźć w biznesie ?– pyta jeden z oficerów służb.

Byli funkcjonariusze potrzebują wsparcia systemowego od polskiego państwa

Dziś państwo jest bezradne wobec zagrożeń. Odchodzącego funkcjonariusza traci z pola widzenia. Ryzykom może zaradzić system, który eliminuje zagrożenia.

Jak miałby on wyglądać? Autor raportu proponuje powołanie Centralnego Ośrodka Rekonwersji Służb Specjalnych (CORSS), który będzie odpowiadał za „doradztwo, szkolenia, pośrednictwo pracy, wsparcie psychologiczne, sieć weteranów i współpracę z sektorem publicznym oraz prywatnym”. Miałby on być na  wzór Centralnego Ośrodka Aktywizacji Zawodowej, jaki działa w Siłach Zbrojnych i zajmuje się odchodzącymi z wojska żołnierzami.

Taki ośrodek pomagałby w znalezieniu pracy dla eks-funkcjonariuszy, dawał im poczucie bezpieczeństwa, sprawdzał, czy oferta pracy, która przyszła z rynku, jest uczciwa.  – Przy szacowanej skali kilkudziesięciu do kilkuset odejść funkcjonariuszy rocznie, koszt działania Ośrodka wynosiłby od 3 do 5 mln zł. Nieduży dla budżetu państwa, a korzyści byłyby ogromne i moglibyśmy uniknąć bardzo wielu zagrożeń – zaznacza Artur Chodziński. Dla porównania ośrodek MON ma budżet rzędu kilkunastu milionów złotych rocznie (obsługuje znacznie więcej osób).

Autor raportu proponuje powołanie Centralnego Ośrodka Rekonwersji Służb Specjalnych (CORSS), który będzie odpowiadał za „doradztwo, szkolenia, pośrednictwo pracy, wsparcie psychologiczne, sieć weteranów i współpracę z sektorem publicznym oraz prywatnym”

Autorzy pomysłu proponują, by funkcjonariusz na dwa lata przed odejściem ze służby miał plan przejścia do cywila – dostęp do szkoleń, ofert zatrudnienia, w tym propozycji z administracji publicznej. A otrzymując ofertę np. z raju podatkowego, nie musiałby jej brać w ciemno.

– Korzyści byłyby obopólne – były funkcjonariusz miałby zabezpieczenie, a państwo, wykorzystując jego kompetencje i doświadczenie, nie traciłoby go z pola widzenia – wskazuje autor raportu.

Gdzie mogliby pracować kończący służbę funkcjonariusze?  – W instytucjach typu Ośrodek Studiów Wschodnich, w MSZ jako doradcy, w administracji publicznej, w strategicznych spółkach Skarbu Państwa – ale nie na zasadzie politycznego desantu po każdych wyborach, tylko na zasadzie zdrowego dbania o bezpieczeństwo narodowe – podkreśla nasz rozmówca.

Trzeba byłoby określić „stanowiska krytyczne” w służbach specjalnych, utworzyć centralny rejestr zajmujących je byłych funkcjonariuszy, wprowadzić obowiązek raportowania zatrudnienia dla takich osób. A także stworzyć katalog podmiotów wysokiego ryzyka – firm kontrolowanych przez państwa wrogie wobec RP, powiązanych z obcymi służbami specjalnymi – czytamy w raporcie.

Czytaj więcej

Polskie służby rozbiły siatkę rosyjskich szpiegów

Dobrze zaopiekowany były funkcjonariusz rzadziej próbuje „monetyzować” dawną wiedzę wbrew bezpieczeństwu państwa  

Pomysł na zagospodarowanie byłych funkcjonariuszy nie jest nowy. Przykładowo w USA rekonwersja kadr służb specjalnych jest traktowana jako element szerszej polityki bezpieczeństwa narodowego. Tam CIA, NSA, FBI i inne korzystają z kilku nakładających się systemów wsparcia i kontroli. Z kolei Izrael wypracował model, w którym weterani służb są kluczowym zasobem gospodarki.

– Izrael faktycznie stworzył całą swoją Dolinę Krzemową właśnie wychwytując najlepszych, którzy po odejściu ze służb, nadal robią to samo, tylko że zakładają start-upy i pracują dla państwa. System Pegasus został stworzony właśnie przez byłych oficerów pracujących dla wywiadu Izraela. Zarabia na tym też samo państwo, bo technologie są sprzedawane w ograniczonym zakresie, ale do sojuszników, czyli wszyscy mają z tego korzyści – wskazuje autor raportu.

Jak działa oprogramowanie Pegasus

Jak działa oprogramowanie Pegasus

Foto: PAP

O tym, jak na Zachodzie dbają o potencjał w ludziach służb świadczy fakt, że USA spośród 20 ostatnich szefów i zastępców szefa CIA i NSA (National Security Agency – Agencja Bezpieczeństwa Narodowego) 19 poszło do biznesu, ale państwo doskonale wie, gdzie pracują – mówi Chodziński. I jak dodaje, każdy odchodzący wie, dokąd może pójść, a gdzie mu nie wolno. 

System Pegasus został stworzony właśnie przez byłych oficerów pracujących dla wywiadu Izraela

W Wielkiej Brytanii dbałość o odchodzących funkcjonariuszy jest traktowana jako „miękkie narzędzie” kontrwywiadowcze. „Dobrze zaopiekowany były funkcjonariusz znacznie rzadziej podejmuje ryzykowne działania lub próbuje monetyzować dawną wiedzę w sposób nieakceptowalny dla państwa” – wskazuje raport.

U nas, gdy funkcjonariusz odchodzi ze służby, państwo traci z nim jakąkolwiek więź.  – A nie jest tak, że naciskamy przycisk i człowiek zapomina wszystkie tajemnice, jakie znał. Po odejściu w ciągu jednego dnia ktoś zdesperowany, może wywrócić dużą spółkę strategiczną, nasze bezpieczeństwo narodowe, naszą agenturę ulokowaną na wschodzie – wylicza zagrożenia Chodziński.

Taki system „zagospodarowania” byłych funkcjonariuszy służb specjalnych jest niezbędny, jeśli chcemy wzmacniać bezpieczeństwo państwa, a nie je osłabiać. Już w poprzedniej kadencji Parlamentu dostrzegłem ten problem i po mojej propozycji na niejawnym posiedzeniu komisji rozmawialiśmy o różnych wariantach w tym zakresie 

poseł Jarosław Krajewski, były wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji do Spraw Służb Specjalnych

Stworzenie systemu zagospodarowania byłych funkcjonariuszy jest istotne z jeszcze innego powodu: wschodnie wywiady interesują się tym, co nasi ludzie robią po odejściu ze służby. I najsmutniejszą konkluzją jest to, że oni się interesują nimi bardziej, niż nasze państwo – podsumowuje Chodziński.

Poseł Jarosław Krajewski, były wiceszef Sejmowej Komisji do Spraw Służb Specjalnych, chwali pomysł. – Taki system „zagospodarowania” byłych funkcjonariuszy służb specjalnych jest niezbędny, jeśli chcemy wzmacniać bezpieczeństwo państwa, a nie je osłabiać. Już w poprzedniej kadencji parlamentu dostrzegłem ten problem i po mojej propozycji na niejawnym posiedzeniu komisji rozmawialiśmy o różnych wariantach w tym zakresie. O tym, że po odejściu ze służby mogliby np. szkolić innych, pracować na rzecz spółek Skarbu Państwa. Mają oni ogromną wiedzę w zakresie spraw wrażliwych dla bezpieczeństwa państwa. Ta sprawa powinna być przedmiotem zainteresowania również bieżącej Komisji – mówi parlamentarzysta.