Marcin Przydacz, szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej, w rozmowie z TV Republika zapytany został między innymi o to, czy europejscy sojusznicy Stanów Zjednoczonych popełnili błąd, nie wspierając USA w konflikcie z Iranem i w Cieśninie Ormuz. – Jeśli chodzi o odblokowanie Cieśniny Ormuz, wymagana byłaby solidarność. Niekoniecznie chodzi o całą wojnę. Można się było bardziej – przynajmniej dyplomatycznie – zaangażować w odblokowanie cieśniny – ocenił. 

Prezydencki minister zapytany został też o to, czy polscy żołnierze pojadą na Bliski Wschód. – Nie, polscy żołnierze nie pojadą na Bliski Wschód. pan prezydent nie ma ani takiej woli, ani nie podejmuje takiej chęci dyskusji o tym – o wysyłaniu polskich żołnierzy na jakąkolwiek wojnę – powiedział Przydacz. – Prezydent mówił o tym, że nie chce wysłać naszych żołnierzy na wojnę rosyjską przeciwko Ukrainie, tym bardziej nie będzie wysyłał na Bliski Wschód. Choć trzeba wiedzieć, że od wielu lat polscy żołnierze na Bliskim Wschodzie są – jest choćby misja w Libanie, w Kuwejcie. Teraz nie ma i nie było żadnych planów wysłania polskich żołnierzy na Bliski Wschód. Nigdy o tym nie mówiliśmy, mówiliśmy o tym, że trzeba z perspektywy zachodnioeuropejskich sojuszników rozważyć chęć przynajmniej zaangażowania w odblokowanie cieśniny Ormuz po to, żeby ceny energii spadły – dodał.

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński: Donald Trump zamiast niszczenia cywilizacji wybrał irański plan zakończenia wojny

Marcin Przydacz: Nikt nie nawoływał do tego, by Polska zaangażowała się w wojnę w Iranie

W poniedziałek w serwisie X premier Donald Tusk napisał, że „ludzie PiS i prezydenta Karola Nawrockiego chcą wplątać Polskę w wojnę na Bliskim Wschodzie”. „Nie pozwolę na to. Przydałby się wam, nie tylko dziś, kubeł zimnej wody na głowę” – podkreślał szef rządu, odnosząc się do słów Marcina Przydacza. Prezydencki minister ocenił wcześniej, że część sojuszników zachodnich, „zwłaszcza tych, którzy mają odpowiednią flotę i odpowiedni sprzęt” powinna „w ramach jakiejś działalności koalicyjnej wesprzeć Amerykanów”, z jednej strony w imię własnego interesu – w tym obniżenia cen energii – z drugiej w imię euroatlantyckiej solidarności. 

Komentując słowa Tuska, Przydacz stwierdził, że „to jest forma obsesji i chęci poszukiwania jakiegokolwiek argumentu, żeby zaatakować prezydenta Nawrockiego i polską prawicę”.

– Nawet w sposób wymyślony i kłamliwy. Premier Donald Tusk – podpuszczony zapewne przez Giertycha, który jako pierwszy próbował atakować moje słowa – wymyślił sobie ewentualnego wroga i z nim dyskutuje. Tak naprawdę próbuje wzbudzić bardzo złe emocje wokół tezy, która nie zaistniała. Bo nikt nie nawoływał do zaangażowania się w wojnę w Iranie i tego, by robiła to Polska – powiedział prezydencki minister. – Ale nie wycofuję się z tego, że trzeba było się zaangażować – z perspektywy państw Europy zachodniej – po to, żeby odblokować Cieśninę Ormuz i żeby mogły płynąć ropa i gaz. Mogli Amerykanie rozwiązać lepiej tę sprawę, bardziej dyplomatycznie, zabrakło tego. Natomiast rozumiem, jakie argumenty za tym stały. Bo oni mówią: „gdybyśmy zaczęli rozmawiać z Europejczykami z Zachodu, to byśmy utknęli i nic byśmy nie zrobili”. 

Czytaj więcej

Cieśnina Ormuz ma być otwarta przez dwa tygodnie. Cena ropy spada

Trump nazywa NATO „papierowym tygrysem”. Przydacz: Zła atmosfera pozostanie na przyszłość

W opublikowanym niedawno wywiadzie dla „The Telegraph” Donald Trump powiedział, że poważnie rozważa wycofanie USA z NATO po tym, jak państwa Sojuszu nie odpowiedziały na jego apele o wsparcie Stanów Zjednoczonych w wojnie przeciwko Iranowi, którą Amerykanie rozpoczęli wspólnie z Izraelczykami. „Nigdy nie byłem fanem NATO. Zawsze wiedziałem, że to papierowy tygrys – i Putin też o tym wie” – stwierdził. „Musicie nauczyć się walczyć o siebie. USA nie będą już przy was, żeby wam pomagać, tak jak wy nie byliście przy nas” – podkreślał prezydent USA. 

– Niestety, brak okazywanej solidarności w momencie problemów może zadziałać w dwie strony. Dziś to Europa mówi Stanom Zjednoczonym „to jest wasz problem”. I być może to rozwiążą, bo jest zawieszenie broni. Natomiast ta zła atmosfera pozostanie na przyszłość. Co będzie, jeśli Rosja zaatakuje jakieś cele gdzieś w okolicach Europy? Amerykanie mogą wtedy powiedzieć „wy nam nie pomogliście, to dlaczego my mamy wam pomagać?”. Dlatego ja uważam, że trzeba było przynajmniej w jakikolwiek sposób – choć słowami – okazać wsparcie ws. konfliktu na Bliskim Wschodzie, a nie obrażać się na rzeczywistość – ocenił Marcin Przydacz w rozmowie z TV Republika. 

Czytaj więcej

USA nie zaatakują tej nocy elektrowni w Iranie. Trump informuje o zawieszeniu broni

USA chciały, by polskie Patrioty poleciały na Bliski Wschód? Przydacz: Do mnie ani do KPRP w ogóle nie trafiły takie prośby

Przydacz odniósł się także do doniesień „Rzeczpospolitej”, z których wynikało między innymi, że Waszyngton sugerował, by jedna z polskich baterii systemu Patriot została przerzucona na Bliski Wschód

– Do mnie, do Biura Polityki Międzynarodowej, Kancelarii Prezydenta takie prośby ze strony Amerykanów w ogóle nie trafiły – zapewnił prezydencki minister, jednocześnie przyznając, iż wie, że takie prośby trafiały „do naszych zachodnioeuropejskich sojuszników”, do tych – jak dodał – „którzy mają zdolności, mają marynarkę i mogliby być w jakikolwiek sposób pomocni, chociaż dyplomatycznie się zaangażować”.