fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Siatkówka

Niekończąca się historia

Jacek Nawrocki to kolejny trener kadry, przeciwko któremu buntują się siatkarki
Reporter
Konflikty w reprezentacji Polski kobiet to nic nowego. W ostatnich 15 latach burze takie jak teraz Jacek Nawrocki przeżywał prawie każdy selekcjoner.

Schemat na ogół się powtarzał: na początku sielanka (przynajmniej dla mediów i fanów), potem informacje pojawiające się nieoficjalnie, że coś w drużynie nie gra, następnie wiele dramatycznych decyzji i ostrych słów.

Siatkarki były wyrzucanie z kadry i z niej rezygnowały, były dymisje, awantury i oskarżenia, bo kiedy już dochodziło do konfliktów, każda ze stron okopywała się na swoich pozycjach.

Nieważne, czy trenerem był Andrzej Niemczyk, Jerzy Matlak, Marco Bonitta czy Piotr Makowski. Prędzej niż później jakaś awantura wybuchała. Czy te konflikty były rozwiązywane najlepiej, jak to było możliwe, dla dobra polskiej siatkówki? Różnie z tym bywało, zwykle kończyło się dymisją trenera.

Brak szansy i czasu

Pierwszy złoty medal mistrzostw Europy pod wodzą Andrzeja Niemczyka Polki zdobyły w 2003 roku. Dwa lata później sukces udało się powtórzyć. Kibice i dziennikarze zaczęli nazywać drużynę Złotkami. Piękne, uśmiechnięte kobiety, charyzmatyczny trener – na zewnątrz było idealnie, ale pierwszy konflikt wybuchł, jeszcze zanim zespół zdobył drugie złoto.

– Każdy trener inaczej różne sprawy załatwia. Jeden za spóźnienie/zaspanie da karę, inny wyrzuci, a inny usprawiedliwi i pomoże nadrobić trening – wspomina w rozmowie z „Rzeczpospolitą" Małgorzata Niemczyk, córka trenera, która wczoraj składała przyrzeczenie poselskie.

Podkreśla jednak, że po wywalczeniu złotego medalu w Turcji nie było mowy o uderzeniu do głów wody sodowej. – Doskonale pamiętam, jak przed rozpoczęciem zgrupowania kadry w 2003 roku ustalałyśmy przez telefon, że przyjeżdżamy już pierwszego dnia, że nie będzie braku zaangażowania, żadnych urlopów, zwolnień lekarskich, narzekania na ból kolan czy kręgosłupa, że na każdym treningu będziemy dawać z siebie maksa. To były ustalenia pomiędzy zawodniczkami bez trenera, bez sztabu – mówi była reprezentantka Polski.

Niemczyk zarzucił na treningu w Chinach Małgorzacie Glince brak zaangażowania i chciał ją usunąć z kadry. – Gośka stwierdziła, że już więcej w reprezentacji nie zagra, myślę, że pewnie dogadaliby się, ale nie dano im szansy i czasu – uważa dziś Małgorzata Niemczyk.

Katarzyna Skowrońska-Dolata wspominała w rozmowie z „Plusem Minusem", że i ona miała z trenerem ostre spięcia, ale sukcesy poprawiały atmosferę.

W tamtych konfliktach nikt jednak nie kwestionował metod szkoleniowych trenera.

– Żonglowałyśmy pięcioma, sześcioma piłkami, a przecież w siatkówkę gra się jedną. Można zapytać: po co robiłyśmy takie dziwne rzeczy na treningach u Niemczyka. On miał w tym określony cel i inni trenerzy też mają swoje ukryte cele do osiągnięcia. Zawodnik zawsze może zapytać trenera. Jeśli miałam pytania, to zawsze pytałam szkoleniowca: Po co takie ćwiczenie robimy? Jaki cel? Jakie zadanie? I trener mi tłumaczył. Niektórzy mieli nawet dość tych pytań. Może nasze aktualne kadrowiczki też powinny zadawać pytania – zastanawia się Małgorzata Niemczyk.

Chmury przed Pekinem

Po krótkich rządach Ireneusza Kłosa do pracy z reprezentacją Polski zabrał się Włoch Marco Bonitta. Był akurat dostępny, bo mniej więcej w tym samym czasie z powodu konfliktu z siatkarkami rozstał się z reprezentacją Włoch.

Na początku wszystko wydawało się iść zgodnie z planem. Małgorzata Glinka mówiła, że nowy selekcjoner drużynę odbudował. Powiało optymizmem, co było tym ważniejsze, że do igrzysk olimpijskich w Pekinie (2008) zostało niewiele czasu. Po drodze Polki zajęły jeszcze czwarte miejsce w mistrzostwach Europy. W styczniu kilku wygranych piłek zabrakło im do osiągnięcia awansu na igrzyska (wtedy atmosfera też podobno była świetna). Awans udało się uzyskać dopiero w czerwcu w Tokio i wymarzony Pekin był już pewny.

I właśnie wtedy, na kilka miesięcy przed turniejem olimpijskim, zebrały się chmury. Pod koniec czerwca pojawiły się informacje o tym, że Bonitta zrobił awanturę po meczu z Tajlandią. Rozgrywająca Katarzyna Skorupa miała inaczej wystawiać piłki, niż polecał jej Włoch. Bonitta w rozmowie z „Rzeczpospolitą" przyznawał, że między nim a rozgrywającą wyrósł mur i nie będzie łatwo go zburzyć. Anna Barańska skrytykowała zachowanie selekcjonera przed kamerami.

– Pracując z kobietami, staranniej dobieram słowa. Podczas pracy z kadrą raz mi się zdarzyła ostrzejsza przemowa, ale nie spotkało się to z wielkim entuzjazmem drużyny. Z doświadczeń jednak wiem, że dziewczyny lubią, kiedy trener jest silnym przywódcą, chociaż oczywiście nie wolno przekraczać granic – mówi „Rz" były selekcjoner Piotr Makowski.

Podobne wspomnienia z pracy z trenerem Matlakiem ma Małgorzata Niemczyk. – Zapisywałyśmy wszystkie jego powiedzonka, wszystkie „teksty" do nas rzucane i na koniec sezonu dostał od nas fajną laurkę. Było to jednak z naszej strony bardziej w formie żartu niż pretensji – ale różnie z trenerami bywało. Sport to emocje, sport to ból, wyrzeczenia i „mięso" czasami rzadziej, czasami częściej bywało.

Telenowela

Do nieporozumień w kadrze Bonitty dochodziło w bardzo delikatnym momencie, gdy walkę z nowotworem przegrała Agata Mróz. Cała drużyna wybrała się na pogrzeb do Tarnowa, ale po powrocie Barańska, Skowrońska i Skorupa nie zjawiły się na kolacji w hotelu. Tak umówiły się z nowym menedżerem kadry, który podobno nie przekazał wiadomości trenerowi. Wściekły Bonitta wyrzucił zawodniczki ze zgrupowania.

Zwrotów akcji było tyle, co w kilku odcinkach telenoweli. Skowrońska wyjaśniła sprawę szybko i w Szczyrku została. W sprawie dwóch pozostałych interweniował Polski Związek Piłki Siatkowej (PZPS), który wysłał nawet na zgrupowanie tłumacza języka włoskiego. Siatkarki do kadry wróciły, pojechały na igrzyska, ale drużyna nie odniosła w Pekinie sukcesu. Bonitta niedługo później zakończył pracę z kadrą.

Zastąpił go Jerzy Matlak i jego praca też nie przebiegała bezproblemowo. Przed mistrzostwami świata selekcjoner usunął z kadry Skowrońską. Podobno narastał konflikt między nią a Barańską. Selekcjoner mówił, że zawodniczki nie angażują się w treningi. W końcu nie zabrał Skowrońskiej na mistrzostwa świata, a siatkarka deklarowała, że u tego trenera już nie zagra.

Przyszły chude czasy reprezentacji, dawne liderki zakończyły kariery, a nowe siatkarki nie potrafiły nawiązać do sukcesów poprzedniczek. Zmieniali się szkoleniowcy, ale ani Alojzy Świderek, ani Piotr Makowski nie przywrócili Złotkom blasku. – Nie mieliśmy wyników, graliśmy słabo. Zawodniczki wtedy powiedziały, że chciałyby dostać trenera zagranicznego, z najwyższej półki. Nawet taką sytuację rozumiem – mówi „Rz" Makowski.

Poszukiwanie problemu

Teraz trenera Nawrockiego oskarża się m.in. o to, że nie jeździ na mecze ligowe. Makowski też słyszał podobne zarzuty. – Trzy lata temu wróciłem do pracy w lidze żeńskiej. Jeżdżę na mecze i widzę Nawrockiego. Nie mówię tego, żeby go bronić, takie są fakty. Może chodzi o to, że selekcjoner nie jeździł za granicę? Ale z tego, co wiem, to miał dużo materiału wideo, który oglądał. Zresztą trzeba pamiętać, że trenerzy klubowi często nie życzą sobie, żeby selekcjoner rozmawiał z zawodniczkami przed meczem, a po spotkaniu mają one często swoje obowiązki. Ja też na mecze jeździłem, ale wytknięto mi, że nie jeżdżę. Jak się szuka problemu, to się znajdzie – mówi „Rz" trener Makowski.

Jacek Nawrocki oskarżany jest o faworyzowanie tych, które są młode i grają najlepiej, mowa jest też o romansach w kadrze, tak jakby kiedyś ich nie było. PZPS stanął wyraźnie po stronie trenera, przedłużył z nim kontrakt do roku 2022, zawodniczki, które zaatakowały Nawrockiego, są więc w trudnej sytuacji. Konflikt trzeba zażegnać szybko, w styczniu są kwalifikacje olimpijskie, a tym razem dymisji trenera raczej nie będzie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA