fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Michał Górski: poparcie z wątpliwościami

Sędzia Paweł Juszczyszyn
IUSTITIA, Twitter
Sędziemu Juszczyszynowi należy się wsparcie od każdego, kto sprzeciwia się ingerencji we władzę sądowniczą. Ale czy można kwestionować wszystkie decyzje nowej KRS?

Od kilku dni głośno jest o sprawie sędziego Sądu Rejonowego w Olsztynie Pawła Juszczyszyna. Jak już wskazywano wielokrotnie, sprawa ta pokazuje liczne patologie związane z tzw. reformą wymiaru sądownictwa prowadzoną przez obecną władzę od 2015 roku. Choć trzeba przy tym wskazać, że akurat w pełni dyskrecjonalna możliwość odwołania sędziego z delegacji bez trybu odwoławczego istniała w przepisach już wcześniej (art. 77 § 4 prawa o ustroju sądów powszechnych). Wątpliwości w tym zakresie wyraził jeszcze w 2015 roku rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar w piśmie do ówczesnego ministra sprawiedliwości Borysa Budki. Wskazał, że przepis ten w zakresie, w jakim nie przewiduje możliwości wniesienia środka zaskarżenia od decyzji ministra sprawiedliwości w przedmiocie odwołania sędziego z delegacji do innego sądu oraz w zakresie, w jakim nie wskazuje przesłanek, którymi powinien się kierować minister sprawiedliwości, odwołując sędziego z delegacji, budzi poważne wątpliwości konstytucyjne. Paradoksalnie, odpowiedź (po ponagleniu) wystosował z upoważnienia ministra Zbigniewa Ziobry ówczesny podsekretarz stanu Łukasz Piebiak... podzielając stanowisko rzecznika.

Sędziemu Juszczyszynowi bez wątpienia należy się poparcie ze strony środowiska i wszystkich obywateli, którzy sprzeciwiają się nadmiernej ingerencji władzy wykonawczej w sądowniczą. Przyznam jednak, że – kierując moje poparcie i wyrazy solidarności z sędzią Juszczyszynem – robię to z pewnymi wątpliwościami. Otóż, po pierwsze, trudno mi się pogodzić z pojawiającym się postulatem podważania wszystkich orzeczeń wydawanych przez sędziów powołanych przy udziale obecnej KRS, niezależnie od wszelkich wątpliwości konstytucyjnych i proceduralnych związanych z jej funkcjonowaniem i wyborem jej członków.

Niezależnie od ogromnego chaosu prawnego, który by wówczas nastąpił, a którego ofiarami byliby zwykli obywatele, a nie obóz władzy, dochodzi wątpliwość natury historycznej: czy naprawdę sędziowie powołani przy współudziale obecnej KRS mają mniejszą legitymację do sprawowania urzędu niż sędziowie powołani w czasie komunizmu? Czy nie łatwiej, biorąc pod uwagę całokształt okoliczności związanych z funkcjonowaniem komunistycznych władz, znaleźć argumenty przeciwko prawidłowemu powołaniu tych drugich? Nie sądzę, żeby w obu z tych wypadków uzasadnione było generalne zanegowanie nominacji sędziowskich.

Druga wątpliwość dotyczy przedmiotu postępowania, w którym sędzia Juszczyszyn podjął kroki w celu – jak można się domyślać – weryfikacji umocowania sędziego wydającego wyrok w I instancji. Z doniesień medialnych wynika, że sprawa toczyła się z powództwa jednego z funduszy restrukturyzacyjnych przeciwko osobie fizycznej.

Jest to zatem, jak się wydaje, typowa sprawa cywilna, jakich setki rozstrzyga się codziennie w polskich sądach. Czy mogły tam rzeczywiście pojawić się merytoryczne wątpliwości co do kompetencji sędziego sądu I instancji? A jeśli nie, to czy podważanie jej lub jego umocowania w tym akurat postępowaniu na pewno służyło dobru wymiaru sprawiedliwości, od którego koniec końców obywatele oczekują sprawiedliwych wyroków, wydawanych w sprawnym i przejrzystym postępowaniu?

Co mają przy tym myśleć wszystkie osoby, których „zwyczajne" sprawy ostatnio sądzili sędziowie powołani przy współudziale nowej KRS?

Tak więc przyłączam się do wyrazów poparcia. Jednakże – nie pierwszy raz zresztą – działania prawnika próbującego (słusznie) hamować walec kierowany przez władzę wykonawczą popieram ze sporymi wątpliwościami.

Autor jest adwokatem, doktorem nauk prawnych, współautorem blogów prawniczych

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA