fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Pat w wyjaśnianiu sprawy Srebrnej

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Biznesmen zostanie „przesłuchany" przez śledczych w Austrii? To skomplikowane.

Warszawska Prokuratura Okręgowa chce postawić kolejne pytania biznesmenowi Geraldowi Birgfellnerowi. Dotyczą one jego doniesienia w sprawie rzekomego oszustwa, jakiego miał się dopuścić prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Od miesiąca nie jest to możliwe – mec. Roman Giertych, jeden z pełnomocników Birgfellnera zapowiedział, że jego klient nie stawi się już na żadne przesłuchanie w Polsce w ramach postępowania sprawdzającego. – Po zakończeniu ostatniego przesłuchania prokurator stwierdziła, że „nie ma więcej pytań", i to zostało zaprotokołowane. Skoro tak oświadczyła, to uważamy, że wyczerpała zakres pytań – twierdzi Giertych w rozmowie z „Rzeczpospolitą" i podkreśla, że „jeżeli będą nowe dowody po wszczęciu śledztwa, to są otwarci".

Mec. Giertych wskazuje, że miejscem przesłuchania może być polska ambasada w Wiedniu. – To się odbywa tak, że na miejsce przyjeżdża polski prokurator i na terenie ambasady przeprowadza się przesłuchanie. Nie potrzeba do tego pomocy prawnej.

Problem w tym, że Gerald Birgfellner nie ma polskiego obywatelstwa, tylko austriackie. Dlatego kontynuowanie przesłuchania może się odbyć tylko jedną drogą – na podstawie wniosku o pomoc prawną do Prokuratury Generalnej w Austrii. To oznacza, że polska prokuratura musi sformułować pytania na piśmie, a postawi je Birgfellnerowi austriacki prokurator.

Łukasz Łapczyński, rzecznik warszawskiej prokuratury, nie chce się do tego odnieść. – Nie będziemy informować o żadnych planowanych czynnościach – ucina.

Dlaczego polska prokuratura wciąż ma wątpliwości?

„W toku postępowania zachodzi konieczność zadania świadkowi dodatkowych pytań i uzyskania informacji istotnych z punktu widzenia przedmiotu postępowania, w tym wyjaśniania rozbieżności w dotychczas składanych przez Geralda Birgfellnera zeznaniach" – odpisuje prok. Łapczyński, podkreślając, że nie ujawni treści pytań, jakie chce mu zadać.

Zakończeniu badania sprawy na etapie czynności sprawdzających nie pomaga – zdaniem prokuratury – brak kluczowych dowodów rzekomego przestępstwa. Ani Birgfellner, ani jego pełnomocnicy nie dostarczyli dokumentów, do czego zobowiązał ich prokurator (m.in. chodzi o wykazanie kosztów, jakie Birgfellner poniósł, pracując dla spółki Srebrna czy umów np. z wiedeńskim architektem), a także materiałów, które „zobowiązał się przekazać w toku czynności wykonywanych z jego udziałem w prokuraturze".

Jak wyjaśnia prok. Łapczyński, „pełnomocnik Geralda Birgfellnera przekazał kilka dokumentów, jednak nie były to dokumenty wskazane w piśmie prokuratora, a ponadto większość z tych dokumentów znajdowała się w aktach sprawy". Zawiadamiający nie przedłożyli tłumaczeń dokumentów na polski.

Czy Birgfellner wyjechał z Polski przez kłopoty, w które sam się w wpędził? Austriak twierdzi, że dla Srebrnej pracował przez 14 miesięcy w latach 2017–2018 (wystawił też 14 czerwca 2018 r. dwie refaktury poniesionych kosztów) i poniósł olbrzymie koszty w związku z inwestycją Srebrna Towers. Problem w tym, że nie zapłacił VAT-u od refaktury. Sprawą zajęła się skarbówka.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA