fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Jacek Trela o wyborach prezydenckich: Kwadratura koła

Fotorzepa, Jakub Czermiński
Piszę te słowa w niedzielę 10 maja 2020 r. Wokół cisza. Czyżby wyborcza? Myślę o tym, do czego doprowadzili nas rządzący. I przypominam sobie wykład prof. Andrzeja Stelmachowskiego, z drugiej połowy lat 70-tych XX w., kiedy byłem studentem prawa. Omawiając źródła prawa obowiązującego w PRL-u, mówił z sarkazmem, że „Pierwsza jest Konstytucja! Nad nią są ustawy, nad ustawami rozporządzenia i zarządzenia, a nad tym wszystkim polecenie, zwane także telefonem służbowym”.

W Polsce po 1989 r. prof. Stelmachowski został marszałkiem Senatu I kadencji, prezydent Lech Kaczyński odznaczył go Orderem Orła Białego. Po 1989 r., dzięki pracy i postawie takich osób, z mozołem przywrócono właściwą hierarchię aktów prawnych, Konstytucja stała się najważniejsza, a ustrój Polski oparł się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Dzięki temu w 2004 r. weszliśmy do rodziny europejskich demokracji.

Gdzie dziś jesteśmy? Kwintesencją obecnych, już 4-letnich, rządów jest to, co dzieje się z wyborami prezydenckimi oraz porozumienie dwóch posłów, którzy uzgodnili między sobą, że wyborów 10 maja nie będzie, choć obowiązuje zarządzenie Marszałek Sejmu o wyznaczeniu wyborów na ten dzień. Ale skoro posłowie uzgodnili, że ich nie będzie, to Sąd Najwyższy ma według nich stwierdzić nieważność wyborów.

Skąd pewność, że SN tak uczyni? Bierze się, jak sądzę, z arogancji obecnej władzy wobec prawa, które, łącznie z Konstytucją, traktowane jest instrumentalnie. Można je naginać, obchodzić, łamać. Hierarchia aktów prawnych z PRL-u, sarkastycznie przedstawiona przez prof. Stelmachowskiego, powróciła. Tyle tylko, że zamiast telefonu służbowego mamy oświadczenie dwóch posłów, którzy „nie pamiętali", że jest trójpodział władzy i nie można zakładać a priori orzeczenia sądowego. „Zapomnieli", że zgodnie z art. 129 par. 1 Konstytucji, SN stwierdza „ważność wyboru Prezydenta", a nie „ważność wyborów". Aby stwierdzić ważność lub nieważność wyboru Prezydenta, najpierw taki wybór musi być dokonany.

Mamy do czynienia z naszą polską kwadraturą koła. Można było jej uniknąć wprowadzając stan klęski żywiołowej. Matematycy udowodnili, że nie da się skonstruować kwadratu, którego pole równe byłoby polu danego koła, z powodu liczby przestępnej Pi. Kto będzie tą naszą, nomen omen, przestępną liczbą Pi? Kto odpowie za forsowanie wyborów 10 maja, za kpinę z demokracji?

Co zrobi Sąd Najwyższy? Prezes Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, w której kompetencjach jest rozpoznawanie protestów wyborczych i orzeczenie o ważności wyboru Prezydenta, już wyraźnie zdystansowała się od politycznych oczekiwań płynących z porozumienia dwóch posłów. To całkiem nowa Izba, w której skład weszły osoby wskazane przez neo-KRS, ale jednocześnie wiele z tych osób ma osiągnięcia naukowe, wartościowe doświadczenie orzecznicze, które szkoda byłoby zaprzepaścić. W Sądzie Najwyższym mają obecnie miejsce wydarzenia bez precedensu. P.o. I Prezesa Sądu Najwyższego (funkcja zresztą nieznana Konstytucji) przez dwa dni nie potrafił poprowadzić obrad zgromadzenia ogólnego SN tak, aby dokonać choćby wyboru komisji skrutacyjnej, nie mówiąc już o sprawie najważniejszej, czyli o wyborze pięciu kandydatów na I Prezesa SN. Okazuje się, że metoda zakazów, nakazów, tamowania dyskusji, jest nieskuteczna.

Interesujące będzie także to, kto odpowie za marnotrawienie pieniędzy publicznych, idących w miliony złotych, wydanych bez podstawy prawnej na druk pakietów wyborczych, których nie da się wykorzystać w wyborach. W gronie osób, które były zaangażowane w organizowanie wyborów na podstawie przepisów, które jeszcze nie były uchwalone, czyli bez przepisów, widać gorączkowe oglądanie się na „sąsiada" i słychać frazę „to nie ja tym się zajmowałem, to ktoś inny". Bardzo typowe tłumaczenie w takich sytuacjach, znane dobrze adwokatom obrońcom.

A kto odpowie za to, że nie odbyły się wybory, czyli że zostaliśmy jako obywatele pozbawieni prawa wyborczego? Może wicepremier od aktywów państwowych, który je organizował i niemal do końca ręczył, że się odbędą. Tacy politycy powinni ponieść odpowiedzialność.

W tej trudnej sytuacji, w jakiej za sprawą rządzących znaleźliśmy się my wszyscy, często wbrew naszej woli, jest jednak jasny element na mapie społeczno-politycznej Polski. To samorząd terytorialny. Zbudowany od podstaw 30 lat temu, parokrotnie modyfikowany, ale zawsze usytuowany blisko ludzi i z ludźmi rozmawiający. Rozmowa i przekonywanie, a nie władcze nakazy, są siłą tego samorządu. Dzięki samorządowcom sprawniej prowadzone są działania zapobiegające rozszerzaniu się zakażeń koronawirusem. Samorządowcy dbają o zdrowie i życie obywateli. Widać to w podejmowanych roztropnie działaniach, przywracających relacje społeczne i gospodarcze. I widać to było także w zdecydowanej postawie wielu samorządowców przeciwko organizacji wyborów w sytuacji zagrożenia.

Samorząd i społeczeństwo obywatelskie są nadzieją na lepsze jutro, na pozostanie w Unii Europejskiej, na powrót do demokracji ze stanu, w jakim - według waszyngtońskiego think tanku Freedom House - jesteśmy teraz, czyli „połowicznie skonsolidowanej demokracji".

Ani w 1989 r., kiedy szedłem do pierwszych częściowo wolnych wyborów, ani w 2003 r., kiedy oddawałem głos w referendum w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, nie sądziłem, że możemy zawrócić z drogi budowy demokracji, że staną się aktualne słowa o hierarchii aktów prawnych z wykładu z lat 70-tych ubiegłego wieku.

Państwowa Komisja Wyborcza 10 maja o godz. 21 w ramach jedynego w swoim rodzaju „wieczoru wyborczego" przedstawiła swoją uchwałę stwierdzającą, że w wyborach w tym dniu nie było możliwości głosowania na kandydatów i potraktowała tę sytuację jako równoważną z sytuacją przewidzianą w art. 293 ust. 3 kodeksu wyborczego o braku możliwości głosowania, z uwagi na brak kandydatów. PKW stwierdziła tym samym, że otwiera się prawna możliwość zarządzenia nowych wyborów przez Marszałek Sejmu. Analogia przyjęta przez PKW jest jednak daleka i wątpliwa. Należy potraktować tę uchwałę jako poszukiwanie wyjścia z sytuacji bardzo trudnej, w jaką rządzący wprowadzili państwo. Czy będzie to skuteczny środek naprawczy, pokaże najbliższa przyszłość.

A może jednak czekają nad pseudowybory 23 maja br., co jak się wydaje jest stale rozważane przez „zwykłego" posła. Wtedy to już Polska nie będzie połowiczną demokracją, lecz stanie się - według hierarchii waszyngtońskiego Freedom House - reżimem hybrydowym, z którego już tylko jeden krok do dyktatury.

Adw. Jacek Trela, Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA