fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Karol Dobrzeniecki: Stan nadzwyczajny w krzywym zwierciadle

AFP
W zamyśle twórców Konstytucji RP wprowadzenie stanu nadzwyczajnego miało służyć nadaniu państwu szczególnej sprawności.

Napięta sytuacja polityczna nieuchronnie wikła rozważania o sensie wprowadzania w Polsce stanu nadzwyczajnego w kontekst bieżącej rywalizacji przedwyborczej. Część publicystów i prawników widzi w tym rozwiązaniu prawny instrument pozwalający na przełożenie wyborów prezydenckich. Zgodnie z ustawą zasadniczą nie mogą się one odbyć w czasie stanu nadzwyczajnego oraz w ciągu 90 dni po jego zakończeniu. Druga strona politycznego sporu oskarżana jest o to, że z premedytacją stanu nadzwyczajnego nie wprowadza, zwiększając tym szansę na reelekcję obecnego prezydenta. Głowa państwa pojawia się mediach jako symbol walki z pandemią, czym zyskuje sympatię wyborców, podczas gdy za kilka miesięcy spodziewany jest światowy kryzys i nastroje zapewne się pogorszą. Można odnieść wrażenie, że elekcyjny aspekt stanu nadzwyczajnego urasta do rangi głównego motywu decyzji w tej sprawie, a poboczne w gruncie rzeczy następstwo w postaci przełożenia wyborów staje się podstawową racją ich wprowadzania lub niewprowadzania. Niezależne od sympatii politycznych, rozważania nad stanem nadzwyczajnym prowadzone w ten sposób są stawianiem sprawy na głowie.

Stan nadzwyczajny należy interpretować w świetle aksjologii konstytucyjnej i pragmatyki działania ukierunkowanego na jak najszybsze przywrócenie normalnego trybu funkcjonowania państwa. Warto przypomnieć, że na gruncie obowiązującej ustawy zasadniczej wprowadzenie stanu nadzwyczajnego (w tym stanu klęski żywiołowej) jest możliwe, ale niekonieczne – co zdają się sugerować niektóre głosy – w sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne okażą się niewystarczające.

Stan nadzwyczajny jest szczególnym reżimem prawnym efektem zastosowania przepisów prawa konstytucyjnego, a nie sytuacją, o której można mówić, że de facto zaistniała. Żadne zagrożenie militarne, polityczne czy naturalne nie tworzy stanu nadzwyczajnego w sensie, o którym tu mowa, a mogą jedynie dawać powód do rozważenie jego wprowadzenia.

W zamyśle twórców Konstytucji RP wprowadzenie stanu nadzwyczajnego miało służyć nadaniu państwu szczególnej sprawności w sytuacjach wyjątkowych, sprawności, która pozwala poradzić sobie z zagrożeniem, ale też sprawności, którą władza uzyskuje kosztem pozbycia się wiążących ją ograniczeń prawnych, w tym obowiązku poszanowania praw obywatelskich. Skutkiem jego wprowadzenia jest wzrost znaczenia władzy wykonawczej na poziomie centralnym, a zmniejszenie roli odgrywanej przez inne władze i samorządy. Jeden z trzech konstytucyjnych stanów nadzwyczajnych, który najbardziej pasuje do obecnej sytuacji – stan klęski żywiołowej – pozostawia do dyspozycji państwa dodatkowe narzędzia do zapobiegania skutkom katastrof naturalnych (ustawa rozciągnęła to pojęcie na przypadki występowania chorób zakaźnych ludzi). Władza uzyskuje m.in. większą swobodę w używaniu sił zbrojnych, możliwość skorzystania z pracowników prywatnych firm, opróżniania lokali, rozbiórek budynków, wykorzystania nieruchomości i rzeczy ruchomych, np. samochodów bez zgody ich właścicieli czy zakazania prowadzenia strajków itp.

Powstaje pytanie, czy użycie tych środków jest lub będzie konieczne w aktualnej sytuacji? W zachodniej kulturze prawnej silnie zakorzenione jest przekonanie, iż państwo, które znalazło się w obliczu zagrożenia, powinno dążyć do tego, aby jak najdłużej zachowywać niezakłócone funkcjonowanie normalnych rozwiązań ustrojowych. Konstytucja jak najdłużej powinna być egzekwowana w sposób ścisły, jej zasady bowiem pozostają niezmienne, mimo że efekt ich zastosowania w sytuacji nadzwyczajnej może różnić się od tego, który nastąpiłby w sytuacji normalnej. A zatem stan nadzwyczajny to zawsze środek ultima ratio, ostateczność i wyjątek, a nie instrument polityczny do instrumentalnego wykorzystania w zależności od aktualnych potrzeb.

Zagrożenia nierozważnym stosowaniem stanów nadzwyczajnych polegają również na swoistym trendzie do obniżania progu dopuszczalności. Działa tu mechanizm równi pochyłej – stan nadzwyczajny raz użyty w sprawie bardzo poważnej, ale jeszcze nie „szczególnego zagrożenia", łatwiej przechodzi kolejnym razem w sprawie po prostu trudnej, aż w końcu staje się sposobem reagowania na problemy coraz bardziej błahe czy wręcz służy jako oręż przeciwko opozycji. Podobnie jest z racjonalizacją przedłużenia trwania stanu nadzwyczajnego. W stanie nadzwyczajnym państwo może więcej również względem własnych obywateli, jeżeli zatem radzi sobie, działając w zwykłym trybie, z bagażem ograniczeń służących ochronie praw jednostki, to żaden wolnościowy argument nie przemawia za zmianą tego trybu działania na szczególny.

Autor jest prawnikiem, profesorem UMK i autorem opublikowanej w 2018 r. książki „Prawo wobec sytuacji nadzwyczajnej. Między legalizmem a koniecznością"

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA