fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Prawnicy: kobiety wciąż zarabiają mniej, nawet w Szwecji

123RF
Jednym z najbardziej równouprawionych krajów świata kobiety wciąż zarabiają mniej niż mężczyźni. Także prawniczki.

Przeciętna pensja dla kobiet- prawników wynosi 47 842 koron brutto miesięcznie, podczas gdy mężczyźni zgarniają 51 136 koron. Sytuację płacową przeanalizował związek zawodowy JUSEK, który zrzesza prawników, ekonomistów i informatyków. Oparł się na statystyce płac 27 tys. osób pracujących w sześciu zawodach; prawników, ekonomistów, komunikatorów, behawiorystów, socjologów i analityków systemów informatycznych.

W trosce o przekazanie jak najbardziej wiarygodnego obrazu w raporcie wyeliminowano tzw. czynniki, które się przekładają na wysokość pensji. Wśród nich wymieniono: efekt pracy w niepełnym wymiarze godzin, branżę, sektor, edukację, lata doświadczeń, zmiany pracodawcy i status szefowski. Z raportu wynika, że w badanych sześciu profesjach łącznie kobiety mają miesięczną płacę niższą od kolegów po fachu o 3500 koron (1480 zł.).

– Z naszej statystyki wynika, że istnieją „niewyjaśnione różnice" w płacach nawet kobiet o silnej pozycji na rynku pracy – komentuje szefowa negocjacji JUSEK sektora publicznego Lena Emanuelsson. – Te mistyczne różnice to jednak nic innego niż płeć.

Kobiety dominują na prawniczych studiach, więcej jest kobiet prokuratorów (59 proc.) i sędziów (57 proc.), podczas gdy mężczyźni sprawują hegemonię jako adwokaci (71). Przeciętnie jednak panie wychodzą na tym gorzej finansowo niż ich męscy partnerzy. Ci są też w ogromnej większości udziałowcami w kancelariach adwokackich.

Czyli twierdzenie, że różnice w zarobkach kobiet i mężczyzn biorą się z różnic w wybieranych profesjach i że w zawodach zdominowanych przez panów płace są wyższe, nie znajduje pokrycia w rzeczywistości. Pracując w tej samej kancelarii i mając takie samo wykształcenie i doświadczenie, kobiety i tak zarobią przeciętnie 6 proc. mniej niż mężczyźni. Według konwencji ONZ i Komisji Europejskiej niższa płaca ze względu na płeć to oznaka nierówności i dyskryminacji. Określenie „średniowieczny relikt" jeszcze lepiej oddaje stan rzeczy.

Nie można zaprzeczyć, że w ciągu ostatnich trzydziestu lat rozziew w wynagrodzeniu mężczyzn i kobiet w Szwecji zmalał. Mimo jednak tej tendencji mężczyźni otrzymują płacę o 13 proc. wyższą niż pracujące koleżanki. Trzy lata temu to wypaczenie wynosiło 14 proc. Ktoś wyliczył, że jeżeli tempo będzie równie ślimacze jak teraz, to minie 86 lat, zanim będzie można mówić o równouprawnieniu płac. Pesymiści jednak uważają, że kryterium takiej samej płacy za taką samą pracę zostanie spełnione za sto lat. I to twierdzenie wcale nie jest takie absurdalne, zważywszy że może dojść do regresu i np. stawki godzinowe zamiast wskazywać tendencje zwyżkowe zaczną spadać.

Tak się stało właśnie na Gotlandii, na której porównano płace obu płci w dziesięciu zawodach. Tam przepaść w wynagrodzeniu wzrosła do 2320 koron – na korzyść panów. Co prawda wzrosły pensje zarówno mieszkańców wyspy, jak i mieszkanek, ale ponieważ mężczyźni otrzymali lepsze warunki, to panie odpłynęły płacowo w dal. Na wyspie bowiem jednocześnie przybyło etatów w niskopłatnych zawodach i profesjach o wysokich zarobkach. To jednak nie okazało się korzystne dla mieszkanek Gotlandii.

Co politycy na taką aberrację? Otóż przygotowują nową strategię równouprawnienia, która pomoże przeciwdziałać segregacji płci na rynku pracy. Mimo zatem odwiecznych dysput o równouprawnieniu, mimo równościowych ambicji, obligatoryjnych analiz płac, paneli, specjalnych planów zagospodarowania miast, sondowania, ile pracy w domu wykonuje każda płeć, rodzicielskich urlopów przedłużonych do trzech miesięcy tylko dla ojców, sprawiedliwości co do milimetra, feministycznych strategii i feministycznego rządu, kobiety wciąż generalnie nie mogą doścignąć panów pod względem ekonomicznym.

I zamiast prowadzić w nieskończoność równościowe dyskursy i porównywać obowiązki położnej z zawodami męskimi, łatwiej by było nie tworzyć iluzji, że płeć nie jest brana pod uwagę przy ustalaniu wysokości wynagrodzeń.

Nie sądzę bowiem, by dylemat rozwiązała rzeczniczka Feministycznej Iniciatywy. Wystąpiła ona bowiem z postulatem, by związki zawodowe zdominowane przez męskie profesje wstrzymały się z żądaniami podwyżki płac, dopóki nie dogonią ich kobiety.

Stolarze by na pewno zaprotestowali.

Autorka jest dziennikarką, wieloletnią korespondentką „Rzeczpospolitej" w Szwecji

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA