fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Michał Szułdrzyński: Tchórzliwy jak polityk

Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Lęk przed gniewem suwerana uniemożliwił debatę nad jakością polityki.

Mało jest tak klinicznych przykładów hipokryzji w polityce jak sprawa wynagrodzeń polityków. Zarówno rządzący, jak i opozycja serią slalomów i absurdalnych działań przy okazji tego tematu nie tylko stracili twarz, ale również panowanie nad sytuacją.

Największym absurdem całej sprawy jest fakt, że – choć zarówno PiS, jak i Platforma postanowiły, iż ustawa o podwyżkach dla najważniejszych osób w państwie, najpierw przyjęta przez Sejm, dzięki wetu Senatu trafi do kosza – wszyscy zdają sobie sprawę, iż te osoby zarabiają za mało, a podwyżki, by przypomnieć słowa Beaty Szydło, polskim VIP-om się po prostu należą.

Przyznają to po cichu i na głos zarówno politycy PiS, jak i opozycji. Nawet krytykujący posłów za przegłosowanie podwyżek Szymon Hołownia zapowiedział obywatelski projekt ustawy dotyczącej uposażeń osób piastujących najważniejsze stanowiska w państwie.

Wszyscy zgadzają się, że politykom należą się podwyżki, ale nikt nie ma odwagi tego powiedzieć otwarcie. Gdy po przyjęciu ustawy w Sejmie (głosami PiS i większości opozycji) w polityków uderzyła fala populizmu, którą sami wcześniej wywołali, w przerażeniu się wycofali.

I tak populizm wygrał, tak dziadowskie państwo z dykty, wygrało. A klasa polityczna pokazała, że brak jej odwagi. Fiasko podwyżek dla polityków to kapitulacja rozumu przed tłumem, który ma w nosie jakość rządzenia, bo nie chce, by komuś powodziło się lepiej niż jemu.

Klasa polityczna liczyła, że w środku sezonu urlopowego suweren podwyżek nie zauważy, ale rozpętał się typowy dla naszej polityki seans „oburzingu", głównie po stronie sympatyków opozycji, którzy grzmieli, że jej przedstawiciele głosowali razem z PiS. Zamiast dyskusji o jakości naszej polityki, sporu o to, jakie kwalifikacje powinni mieć najważniejsi urzędnicy i ile powinni zarabiać, byliśmy świadkami histerii i tchórzliwej ucieczki Zjednoczonej Prawicy i Koalicji Obywatelskiej.

A przecież uchwalając w Sejmie ustawę o podwyżkach, PiS przyznał się do popełnienia dwa lata temu poważnego błędu, gdy usiłował przykryć skandal z nagrodami dla ministrów rządu Szydło obniżką wynagrodzeń posłów, senatorów i ministrów. Ale to niejedyna niekonsekwencja dowodząca hipokryzji rządzących.

Gdy Senat, w którym większość ma opozycja, odrzucił ustawę o głosowaniu korespondencyjnych w tegorocznych wyborach prezydenckich, PiS i jego kibice grzmieli, że izba wyższa parlamentu niszczy demokrację (to z paska w TVP), choć wykonywała ona swoje konstytucyjne obowiązki. W tej kadencji Senat kilkakrotnie odrzucił ustawę uchwaloną przez Sejm; tak było m.in. w przypadku ustaw o głosowaniu korespondencyjnym, kagańcowej, o przekształceniu OFE w IKE, podwyżce akcyzy.

Ustawy te weszły w życie, bo PiS ma w Sejmie większości i może weto Senatu odrzucić.

Niekiedy jednak blokada Senatu jest PiS na rękę. Tak było w przypadku podatku cukrowego zablokowanego przez Senat w marcu. Prawo nie mówi, ile czasu ma Sejm na rozpatrzenie takiego weta, a w czasie kampanii prezydenckiej PiS nie chciał drażnić Polaków nowymi podatkami. Ustawę przyjął w sierpniu, po wyborach.

Gdy teraz Senat zawetował ustawę o podwyżkach, PiS zapewnia, że nie będzie do niej wracał. Gdy weto izby wyższej jest mu na rękę, PiS nie mówi już o zamachu na demokrację, tylko w duchu dziękuje opozycji, która wybawiła go z kłopotu.

Do rekordów hipokryzji dochodzi więc nowy rekord: ustawa o podwyżkach będzie – wygląda na to – pierwszą w obecnym układzie władzy, którą Senat odrzuci, a Sejm to weto przyjmie do wiadomości.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA