fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Kaja Godek: Aborcyjna międzynarodówka działa

PAP/ Rafał Guz
W Polsce nie wydarzy się to, co na Zielonej Wyspie.

Wynik referendum w Irlandii jest wykorzystywany przez „aborcyjną międzynarodówkę" do udowadniania, że cały świat tkwi w historycznym determinizmie. Nakazuje on kolejnym narodom rozszerzać prawo do zabijania nienarodzonych dzieci, a od tej drogi nie ma odwrotu. Także w Polsce pojawiły się głosy, że i u nas muszą zajść te same mechanizmy, bo jesteśmy podobni do społeczeństwa Zielonej Wyspy i znajdujemy się na tym samym kursie.

Jest to teza całkowicie błędna. Cywilizacyjna katastrofa w Irlandii ma swoje głębokie przyczyny i jest efektem trwającego wiele lat procesu. Faktycznie próbuje się go powtórzyć w naszym kraju, jednak jak dotąd Polska aktywnie sprzeciwia się aborcyjnym trendom. Dzieje się tak w dużej mierze dlatego, że polscy obrońcy życia robią to, co uznają za słuszne i przybliżające do zakazu aborcji, a nie to, co dyktuje im – choćby i udając życzliwość – aborcyjne lobby.

Przykładem jest asertywne działanie proliferów w postaci stawiania postulatu politycznego. Na przestrzeni ostatnich siedmiu lat polskie społeczeństwo pięciokrotnie jasno opowiedziało się po stronie życia, angażując się w obywatelskie inicjatywy ustawodawcze o zakazie aborcji. Suma podpisów we wszystkich kampaniach sięgnęła 3 mln, a odrzucanie przez Sejm jednego projektu nie powodowało zaniku antyaborcyjnej działalności. Jasne żądanie poparte podpisami oraz akcjami towarzyszącymi zbiórkom i przechodzeniu projektów przez parlament było czymś zupełnie innym niż swoisty plebiscyt w postaci irlandzkiego referendum. Tam już w samym pytaniu kwestionowano, czy państwo powinno uznać prawa człowieka wobec poczętych dzieci.

Irlandia nie jest katolicka

Irlandia przegrała nie pomimo tego, że jest katolicka, ale właśnie dlatego, że od dawna katolicka nie jest. Tamtejszy Kościół w przedreferendalnej kampanii przypominał ewangeliczną sól, która utraciła smak.

Wielu przedstawicieli kleru nie mówiło prawdy z obawy, aby kogoś nie obrazić, dbało, aby wypowiadać się miło i tolerancyjnie, poddało się dyktatowi politycznej poprawności. Oczywiście były tu wyjątki, niektórzy księża i hierarchowie jasno wzywali do głosowania za utrzymaniem zakazu aborcji. Prymas Irlandii abp Eamon Martin przekonywał, aby iść do referendum i opowiedzieć się za życiem.

Jednak jako całość Kościół nie był w tej sprawie jednością. Organizacja Association of Catholic Priests zrzeszająca ponad 1000 irlandzkich kapłanów (na ok. 4500 w całym kraju) wydała nawet oświadczenie, w którym z jednej strony przypominała, że Kościół jest za życiem, ale z drugiej wzywała wiernych do głosowania, jak kto uzna za stosowne.

Brakowało wyrazistego głosu hierarchów choćby wtedy, gdy obrońcy życia byli na wszelkie sposoby uciszani w mediach, a prawdę o aborcji cenzurowano nawet w internecie. W tych warunkach organizacje feministyczne z łatwością zdobywały przewagę w przestrzeni publicznej.

W Polsce blokowanie projektu chroniącego nienarodzone dzieci spotyka się z krytycznymi wypowiedziami biskupów. Mówią o eugenice, zabijaniu dzieci i nawołują do usunięcia z polskiego prawa wyjątków aborcyjnych. Blisko milion obywateli wspierających podpisem zakaz aborcji wprost nazywają głosem Boga. Polski Kościół w dalszym ciągu stanowi latarnię morską, na którą można się orientować, bo stoi na swoim miejscu, nawet jeśli poddawany jest naciskom, aby iść za trendami, trochę się przesunąć i udawać, że po mieliznach pływa się tak samo dobrze jak po pełnym morzu.

Zwolennicy aborcji dobrze wiedzą, że aktywności obrońców życia raczej nie da się zahamować. Robią więc wiele, aby działania pro-life skierować w taką stronę, aby jak najmniej szkodziły one stopniowemu usypianiu sumień.

Kaganiec politycznej poprawności

Regularnie instruują obrońców życia, aby nie byli zbyt radykalni, trochę poczekali, nie stawiali postulatu politycznego, odpuścili zmianę prawa, a skupili się na edukacji, uświadamianiu i pracy z pojedynczymi kobietami, przekonując je, by nie szły na aborcję. Problem w tym, że kobiety idą na aborcję, bo prawo na to pozwala, z czego dobrze zdają sobie sprawę polscy proliferzy.

Lewica usiłuje też narzucić swoje widzenie świata, aparat pojęciowy i założyć opinii publicznej kaganiec politycznej poprawności. W Polsce próby zaprowadzania cenzury są zauważalne, ale nie brak odważnych ludzi, którzy twardo stają po stronie prawdy i nie pozwalają się sterroryzować neomarksistom.

To wszystko sprawia, że analogia pomiędzy Irlandią a Polską nie jest uprawniona. Choć schemat działania feministycznego lobby jest wszędzie taki sam, nasze społeczeństwo wciąż skutecznie opiera się lewicowej inwazji. Jedyne podobieństwo dotyczy klasy politycznej, która rządzi naszymi narodami.

Politycy wszystkiemu winni

Zarówno w Polsce, jak i w Irlandii rządy sprawują formacje określane jako konserwatywne, ale w kwestiach cywilizacyjnych niekierujące się deklarowanymi wartościami. Tak jak irlandzcy chrześcijańscy demokraci z partii Fine Gael zorganizowali referendum, w którym wprost zakwestionowano potrzebę ochrony życia, tak w Polsce ugrupowanie deklarujące ustami swojej rzeczniczki, że jest partią katolicką, blokuje projekt zakazu aborcji złożony wiele miesięcy temu przez obywateli. To właśnie działanie polityków może nas dziś zabezpieczyć przed agresją aborcyjnego lobby. A ich bezczynność naraża Polskę na powtórzenie scenariusza, jaki ruch feministyczny precyzyjnie zaplanował i przeprowadził na Zielonej Wyspie.

Autorka jest członkiem zarządu Fundacji Życie i Rodzina, pełnomocnikiem obywatelskiej inicjatywy #ZatrzymajAborcję.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA