Rzecz o polityce

Treblinka: Historyczny testament do wypełnienia

Żydów, którzy zostali zgładzeni w Treblince, upamiętniono dopiero 20 lat po wojnie
Fotorzepa, Rafał Guz
Treblinka powinna stać się miejscem spotkania Polaków, Żydów i Niemców

Jesienią 1939 roku Warszawa była największym skupiskiem ludności żydowskiej w Europie. Mieszkało w niej 359 tys. Żydów. Rok później Niemcy zamknęli ich w getcie.

Świadectwo Lewina

Zagładę dokumentowała grupa Żydów skupiona w grupie Oneg Szabat pod przewodnictwem Emanuela Ringelbluma. Jednym z kronikarzy był Abraham Lewin. Między innymi dzięki niemu wiemy dzisiaj, że już w 1942 r. ludzie zgromadzeni w gettach wiedzieli, że są one likwidowane, a Żydów wysyła się do Oświęcimia, Sobiboru, Chełmna nad Nerem czy Treblinki.

Lewin zapisał taką relację: „W odległości 15 km przed stacją kolejową Treblinka Niemcy przejmują pociąg. Okrutnie biją ludzi, gdy wychodzą z wagonów. Następnie zapędzają ich do ogromnych baraków. Przez 5 minut słychać przeraźliwe krzyki, a potem nastaje cisza. Zwłoki, które wyciąga się stamtąd, są okropnie obrzęknięte. Nie sposób objąć zwłok rękoma, takie są grube".

28 maja 1942 r. napisał: „Wczoraj o 9 wieczór zastrzelono przed moim oknem żydowskiego chłopca w wieku 13–14 lat. Morderstwa dokonał polski policjant. Strzelał przez dziurę w murze i trafił chłopca prosto w serce". W jego dziennik pełno jest też opisów korupcji i nikczemności żydowskich policjantów.

Lewin zginął najprawdopodobniej w Treblince.

Okazja do pojednania

Dlaczego o tym wspominam? Bo gdy kurz dzisiejszych sporów wokół nowelizacji ustawy o IPN opadnie (a w to wierzę), właśnie ten kawałek ziemi – ślad zagłady polskich Żydów w Treblince – mógłby stać się miejscem pojednania Polaków, Żydów i Niemców.

A jest ku temu konkretna przesłanka. I ten rok też jest wyjątkowy.

Z jednej strony niebawem minie 50 lat od wydarzeń marcowych, które skutkowały antysemicką nagonką (program obchodów jest gotowy). Z kolei resort kultury przygotowuje kolejne projekty, których celem jest przybliżenie historii społeczności żydowskiej, a także popularyzuje wiedzę na temat Polaków, którzy ratowali w czasie wojny Żydów (już wiadomo, że w Nowym Jorku powstanie filia Muzeum im. Rodziny Ulmów z Markowej).

Jednak przede wszystkim w kwietniu będziemy wspominali 75. rocznicę wybuchu żydowskiego powstania w getcie warszawskim, w odpowiedzi na panoszenie się „blond bestii" – jak Niemców określił Lewin. Latem zaś będzie rocznica buntu więźniów Treblinki. Z kolei jesienią rocznica likwidacji tego obozu i stopniowego zacierania śladów zbrodni. Proces ten trwał i po wojnie, miejsce to plądrowały hieny cmentarne – Polacy, a komunistyczne państwo niewiele robiło, aby zastopować te działania.

Uszanujmy wolę Willenberga

Dwa lata temu w Tel Awiwie zmarł Samuel Willenberg, artysta, żołnierz września 1939 roku postrzelony przez Sowietów, który w czasie wojny został aresztowany przez Niemców i wysłany do Treblinki. Przydzielono go do Sonderkommando, które sortowało rzeczy zabitych w komorach gazowych. W sierpniu 1943 r. Willenberg uczestniczył w buncie więźniów i był jednym z nielicznych, którym udało się uciec i przeżyć. Dotarł do Warszawy, gdzie walczył w Powstaniu Warszawskim.

Willenberg został odznaczony Orderem Virtuti Militari, ale przede wszystkim był jednym z tych, którzy przypominali o wyjątkowości zbrodni w Treblince.

W poprzednim roku Krystyna Willenberg, wdowa po zmarłym, przypomniała, że ostatnim marzeniem jej męża było, aby w Treblince powstało centrum edukacyjne, w którym historycy będą opowiadać o tym, co się tam działo. Projekt placówki sporządziła Orit Willenberg-Giladi, córka Samuela. Zaplanowała m.in. przestrzeń do spotkań młodzieży.

Wojna oczyściła ziemię?

Niemal pięć lata temu w Treblince odsłonięto symboliczny kamień węgielny, ale „testament Willenberga" do dzisiaj nie został zrealizowany. Bo przez wiele lat miejsce zagłady Żydów było lokalnym muzeum, co oczywiste – z niezwykle ograniczonym budżetem. Dopiero od kilku miesięcy Ministerstwo Kultury i marszałek województwa mazowieckiego podejmują działania, aby wspólnie stworzyć tam Pomnik Zagłady, tak jak np. w muzeum w Oświęcimiu.

Dzisiaj praktycznie nie ma śladu po obozie w Treblince. Dopiero w 1964 r. powstał tam pomnik, potem ustawiono kamienie z nazwami miejsc, z których do obozu przywożono Żydów. Prowadzi do niego droga utwardzona rozbitymi macewami.

Tymczasem, jak przypomina dr Mateusz Szpytma, wiceprezes IPN, „w 1050-letniej historii Polski to największe miejsce zagłady obywateli Polski". Zginęło tam ok. 700 tys. polskich Żydów. Z ostatnich badań archeologicznych wynika, że w sumie funkcjonariusze III Rzeszy zgładzili tam 912 tys. osób, m.in. z Grecji, Słowacji, Czech, a także Romów i Sinti.

Dzisiaj mówimy o godnym upamiętnieniu ofiar. Może warto, aby przy tej okazji Treblinka stała się miejscem spotkania przywódców Izraela, Polski, Niemiec? W obliczu okrucieństwa tej zbrodni można byłoby zawrzeć symboliczny pakt prawdy o zbrodniach popełnionych w czasie II wojny światowej, których interpretacja dzisiaj dzieli.

Abraham Lewin w dzienniku zadawał pytania: „Czy cały naród niemiecki jest odpowiedzialny za zbrodnie hitleryzmu?". A także: „czy osłabł i złagodniał zakorzeniony polski antysemityzm", i odpowiadał sobie: „Widzę wojenne stosunki polsko-żydowskie w jasnym świetle. Uważam, że obecna wojna oczyści kulę ziemską z brudu i okrucieństwa. (...) Nie będzie tu miejsca dla antysemityzmu, przynajmniej tego otwartego i agresywnego. Wstyd będzie z nim występować". ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL