fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Hall: Nie da się płynąć na fali wojny z religią

Barbara Nowacka jest twarzą radykalnego rozdziału Kościoła od państwa
PAP/ Bartłomiej Zborowski
Radykalne pomysły, takie jak Nowackiej, szkodzą opozycji.

Trudno przecenić znaczenie tegorocznych wyborów parlamentarnych. PiS, pomimo łamania i obchodzenia konstytucji, próby zniszczenia niezależności władzy sądowniczej i sprowadzenia Polski na margines Unii Europejskiej, zachowuje w nich niemałe szanse na zwycięstwo. Sprzyja mu koniunktura gospodarcza, polepszenie materialnej sytuacji wielu Polaków i nieklarowna sytuacja po stronie opozycji. Obóz władzy panuje także nad kalendarzem wyborczym. To jego lider zadecyduje o tym, czy wybory parlamentarne odbędą się jesienią, czy jeszcze tej zimy.

Szeroki blok wyborczy

W tej sytuacji opozycja nie ma prawa do błędu. Musi się też spieszyć z uporządkowaniem swych szyków. Coraz częściej słychać opinię, formułowaną także przez liderów opozycyjnych ugrupowań, że stawka wyborów i obowiązująca w wyborach do Sejmu ordynacja proporcjonalna z dość wysokimi progami wyborczymi i systemem przyznawania mandatów poselskich według metody D'Hondta, premiującej zwycięskie ugrupowanie, wymuszają utworzenie możliwie najszerszego bloku wyborczego opozycji, pomimo różnic programowych.

Uważam, że od zamachu na Trybunał Konstytucyjny, dokonanego późną jesienią 2015 r., po zwycięstwie PiS w wyborach parlamentarnych, w polskiej polityce panuje faktycznie stan wyjątkowy i kolejne zwycięstwo wyborcze PiS mogłoby doprowadzić do przekształcenia naszego państwa w fasadową demokrację, maskującą faktyczny autorytaryzm. Zjednoczenie antypisowskiej opozycji w szerokim bloku wyborczym byłoby nie tylko decyzją racjonalną, ale budzącą moją sympatię.

Sprawą wielkiej wagi, a zarazem trudną, będzie uzgodnienie wspólnego programu opozycji. Z prawdziwym niepokojem obserwuję pomysły Inicjatywy Polskiej wchodzącej w skład Koalicji Obywatelskiej, zmierzające do wprowadzenia do tego programu postulatów, które muszą zostać potraktowane nie tylko przez hierarchię kościelną, ale także bardzo wielu wiernych Kościoła katolickiego, jako próba rozniecenia zimnej wojny religijnej. Nie można przecież inaczej traktować pomysłu wyprowadzenia nauczania religii ze szkół, a nawet „tylko" zaprzestania jej finansowania z budżetu państwa. Barbara Nowacka, która jest twarzą walki o radykalny rozdział państwa i Kościoła, jest bez wątpienia osobą ideową, ale nie mam wątpliwości, że realizacja jej pomysłów bardzo zaszkodzi opozycji, gdyby uznała je za element wspólnego programu. Sądzę, że na jej postawę ma wpływ chęć potwierdzenia autentyczności i konsekwencji poglądów w opinii wyborców antyklerykalnych, gdyż Robert Biedroń, szykujący się do roli lidera nowej formacji i politycy Razem niezbyt elegancko sugerują, że jej akces do Koalicji Obywatelskiej był wyborem koniunkturalnym i ideową kapitulacją.

Walczyć o najważniejsze

Bywają jednak sytuacje, w których trzeba walczyć o to, co najważniejsze i wspólne dla Polski, a nie o to, co partykularne. Jestem przekonany, że z taką właśnie sytuacją będziemy mieć do czynienia w tegorocznych wyborach parlamentarnych.

Złudzeniem części lewicowo-liberalnych środowisk jest nadzieja, że można mieć „dwa w jednym": odsunięcie PiS od władzy i realizację własnej ideowej wizji państwa, w którym Kościół nie wychyla się z kruchty, z aborcją na życzenie i związkami, a może i małżeństwami jednopłciowymi usankcjonowanymi przez prawo. Narzucenie całej opozycji takiego programu skończy się podwójną porażką: oddaniem PiS drugiej kadencji, w której – co oczywiste – żadne ustawowe zmiany postulowane przez liberalno-lewicowe środowiska nie nastąpią.

W moim podejściu do postulatu radykalnego rozdziału państwa i Kościoła liczą się dwie kwestie: kalkulacja wyborcza i – znacznie dla mnie ważniejsza – wizja polskiego państwa.

Jeśli chodzi o kalkulację polityczną, to uwzględniam fakt, że obecnie postawy niechętne i wrogie Kościołowi, a nawet religii, są silniejsze, niż były w 2011 r., gdy Janusz Palikot pod hasłami antyklerykalnymi wprowadzał swą drużynę do Sejmu. Czuję się zwolniony z obowiązku omawiania przyczyn tego stanu rzeczy, gdyż były one wielokrotnie przedstawiane, także w moich artykułach.

Nie zmienia to faktu, że w dalszym ciągu nie mamy do czynienia z potężną falą antykościelną, ale tendencją mniejszościową. Mylą się ci, którzy uważają, że można próbować płynąć na tej fali i jednocześnie zachować poparcie katolików, nawet tych, którzy krytycznie oceniają postawę hierarchii kościelnej w kwestiach politycznych, odrzucają wizję Polski głoszoną przez media księdza Rydzyka i nie mają żadnej sympatii do PiS.

Zdecyduje centrum

Jestem przekonany, że o tym, kto będzie sprawował władzę w Polsce przez następne cztery lata, zadecydują wyborcy umiarkowani, o centrowych i centroprawicowych poglądach. Dobrze zdają sobie z tego sprawę stratedzy obecnego obozu władzy, powtarzający manewr z wyborów 2015 r., polegający na przybraniu „owczej skóry". Będzie im łatwiej powtórzyć sukces, jeśli opozycja zamiast walczyć o głosy kluczowej grupy wyborców, będzie się radykalizować.

W moim rozumowaniu od kalkulacji wyborczej ważniejsza jest wizja państwa. Chcę takiego, w którym szkoła – gdy życzą sobie tego rodzice – umożliwia naukę religii. Dotyczy to nie tylko religii katolickiej, ale także innych wyznań. Chcę państwa, które traktuje prawo osób duchownych do wypowiadania się na tematy życia publicznego, w tym politycznego, jako normalne prawo obywatelskie, chociaż wolałbym, aby korzystano z niego z rozwagą i z troską o dobro wspólne. Wiem jednak, że za błędy popełnione przez duchownych, a zwłaszcza hierarchów, w korzystaniu z tego prawa – w ostatecznym rachunku – płaci sam Kościół, gdyż wierni potrafią być krytyczni.

W ciągu trzech lat swych rządów PiS zdemolował wiele z dorobku III Rzeczypospolitej, zwłaszcza w sferze instytucji państwa i wolności obywatelskiej. Byłoby ponurym żartem historii, gdyby opozycja do tegorocznej batalii wyborczej przystąpiła z programem zniszczenia kolejnego ważnego elementu dorobku III Rzeczypospolitej, jakim jest polski model stosunków państwa i Kościoła.

Wcale nie twierdzę, że funkcjonuje on idealnie. Być może wymaga on korekt, ale z pewnością nie zasługuje na zniszczenie.

Autor jest byłym działaczem opozycji demokratycznej, ministrem i posłem I i III kadencji

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA