fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Mistrzowie narracji historycznej: Hebrajczycy

Mojżesz i miedziany wąż, Antoon van Dyck
Wikimedia
Coś, co dziś nazywamy mediami, a wcześniej należałoby nazwać świadomym i celowym poszerzaniem zasięgu komunikacji, wkroczyło w sferę wojny w momencie, kiedy narodziła się kategoria narracji. Innymi słowy – opowieść.

Narracja, czyli opowieść, jest dla wojujących ważna z wielu przyczyn. Po pierwsze – legitymizuje podjęte działania, po drugie – konsoliduje grupę (może być nią zarówno wędrujący do boju oddział, jak i całe społeczeństwo), po trzecie zaś – przedstawia „właściwą" interpretację minionych zdarzeń. Najlepszą w historii ilustrację tych reguł przedstawili światu wyprowadzeni przez Mojżesza z Egiptu Hebrajczycy. Wszystko, co się wówczas wydarzyło, stało się ich mitem założycielskim oraz wielką cywilizacyjną metaforą. Gdy się na te wydarzenia i ich następstwa spojrzy z perspektywy współczesnej, można ocenić, że właściwie nie mieli żadnych szans na przetrwanie. I to w żadnym wymiarze, nie tylko narracyjnym, ale nawet biologicznym. Byli tylko niewielką grupą dawnych koczowników zagarniętych przez jednego z przodków Ramzesa II z pustoszonej przez Egipt Syrii. W tamtych czasach porywanie siły ludzkiej w celach gospodarczych było jednym z celów wojen.

Hebrajczycy wyszli z Egiptu pod przywództwem zmitologizowanego przywódcy w sytuacji dramatycznego kryzysu państwa faraonów. Nie znamy jego przyczyn, choć część historyków wiąże je z trzęsieniem ziemi i tsunami na wyspie Santoryn, które spowodowały niezrozumiałe zjawiska zwane „plagami" w krajach wschodniego basenu Morza Śródziemnego. Z chwilowej dekoniunktury skorzystał szczep hebrajski, który pod wodzą człowieka o imieniu Mojżesz udał się przez bagna północnego wybrzeża dzisiejszego Morza Czerwonego (wtedy nazywano je Wielkim Morzem Zielonym) na Synaj, a potem w kierunku miasta Kadesz-Barnea, które było bramą Kanaan. Wyprawa była trudna, krwawa, w jej trakcie Mojżesz z lidera stał się prawodawcą, a niemal anonimowi koczownicy stworzyli najmocniejszą w historii światowych narracji legendę, która nie tylko trwa nienaruszona do dziś, ale – na dodatek – stała się teologicznym źródłem, z którego narodziły się trzy najmocniejsze w historii ludzkich wierzeń monoteizmy.

Biblię (księgę wojny i pokoju Izraelitów) w naszej kulturze wszyscy znają, nie ma więc sensu jej referować. Niemniej mało kto rozumie, jak bardzo wpłynęła na pojmowanie nie tylko epoki historycznej, w której powstała, ale na całe dzieje cywilizacji, którą współtworzymy. Przez ponad 2 tysiące lat, właściwie do czasów odszyfrowania hieroglifów przez genialnego Champolliona, to właśnie Księga Izraelczyków była głównym odniesieniem narracyjnym dla dziejów Egiptu. W jeszcze większym stopniu wpłynęła na rozwój nauk, ze ścisłymi włącznie. Najlepszym przykładem jest kwestia pochodzenia gatunków. Biblijny kreacjonizm był niemal niepodważalny aż do momentu upowszechnienia teorii Darwina, a w pewnych częściach świata obowiązuje do dziś.

W kwestii wojen Biblia jest narracją wyjątkowo konsekwentną. Zwycięstwa i klęski w wojnach, jakie toczą Izraelici, to nie ich winy bądź zasługi, tylko wola Jahwe. To Bóg rozstrzyga, czy Naród Wybrany jest posłuszny Jego woli i zasługuje na zwycięstwo, czy nie. I co ma się stać z przeciwnikiem. W Księdze Wyjścia (17, 8–17) znajdujemy opis pierwszej bitwy stoczonej przez uciekinierów z Egiptu z pustynnym ludem Amalekitów. „Amalekici przybyli, aby walczyć z Izraelitami w Refidim. Mojżesz powiedział wtedy do Jozuego: »Wybierz sobie mężów i wyruszysz z nimi na walkę z Amalekitami. Ja jutro stanę na szczycie góry z laską Boga w ręku«. Jozue spełnił polecenie Mojżesza i wyruszył do walki z Amalekitami. Mojżesz, Aaron i Chur wyszli na szczyt góry. Jak długo Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę. Gdy zaś ręce opuszczał, miał przewagę Amalekita. Gdy ręce Mojżesza zdrętwiały, wzięli kamień i położyli pod niego, i usiadł na nim. Aaron zaś i Chur podparli jego ręce, jeden z tej, a drugi z tamtej strony. W ten sposób aż do zachodu słońca były ręce jego stale wzniesione wysoko. I tak zdołał Jozue pokonać Amalekitów i ich lud ostrzem miecza. Pan powiedział wtedy do Mojżesza: »Zapisz to na pamiątkę w księgę i wyryj to w pamięci Jozuego, że zgładzę zupełnie pamięć o Amalekicie pod niebem«. Potem Mojżesz zbudował ołtarz, który nazwał Pan-Nissi, gdyż mówił: »Ponieważ podniósł rękę na tron Pana, dlatego trwa wojna Pana z Amalekitą z pokolenia w pokolenie«".

W żydowskiej tradycji to wielka bitewna konfrontacja z mnogą armią przeciwników, podczas gdy ukształtowanie terenu i realia historyczne podpowiadają, że była to nieledwie potyczka, jeśli nie większa awantura. Zgodnie z wolą Najwyższego Hebrajczycy pod wodzą Jozuego ją wygrali, a pomocny był Mojżesz, który podniesionymi do góry rękami wspomagał wolę walki swoich. Amalekici pierzchnęli, ale tyko po to, by pojawiać się w innych miejscach Biblii. Jako synonim najgorszego wroga (gorszego od wyrzynanych w Kanaan Moabitów, Medianitów czy Gileadczyków) i wyzwanie dla kolejnych pokoleń dzieci Mojżesza. Oto bowiem, jeśli Pan raz rozstrzygnął, że mają zniknąć z powierzchni ziemi, to obowiązek ten i przywilej przechodził na kolejnych liderów z Saulem czy Dawidem na czele. Historycy do dziś się spierają, czy w czasach Dawida Amalekita jeszcze chodził po ziemi, czy może ta nakazana przez Pana eksterminacja nie jest aby figurą retoryczną (i moralną) oznaczającą przywołanie obowiązku wobec woli Bożej. Podsumowując, Amalekita, nawet jeśli był nikim innym, jak tylko symbolem bandy rozwrzeszczanych pasterzy, dzięki zgrabnej narracji biblijnej stał się ponadczasowym uosobieniem wroga, którego trzeba unicestwić. Symbolem, którego waga dla potomków Mojżesza (czasem z Amalekitami utożsamia się Palestyńczyków) znaczy wiele do dziś.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA