Minister zdrowia uważa, że kryzys związany z brakiem leków w aptekach spowodowany był obawa pacjentów o możliwą niedostępność potrzebnego im medykamentu.
Dlatego pacjenci "odczuwali potrzebę robienia zapasów" i stąd chwilowe - zapewnił minister - braki.
Szumowski przyznał, że są apteki,w których jakiegoś leku może nie być, ale "tak było zawsze". Jako przykład podał leki na tarczycę, które, jak twierdzi, były sprzedawane w jednej trzeciej aptek. Większość placówek zamawiała je i w ciągu najwyżej dwóch dni lek trafiał do pacjenta.
czytaj także: Leków nadal brakuje, choć zdaniem Ministerstwa Zdrowia tylko lokalnie
- W momencie, gdy w ciągu jednego tygodnia zabrakło tych leków w hurtowniach, to wybuchła pewnego rodzaju gorączka typu "kupmy na zapas" - tłumaczył minister.
Szef resortu zdrowia zapewnił, że jeśli 5 proc. aptek z danego regionu zgłasza brak jakiegoś leku, taki specyfik od razu zostaje wpisany na listę wywozową, co oznacza, że nie można go wywozić z Polski.
Szumowski zapewnił, że sytuacja na rynku leków jest "znacznie lepsza" niż tydzień temu, a w ciągu najwyżej dwóch tygodni wróci do normy.
- - Mam twarde dane, od hurtowni, producentów i od sprzedaży w aptekach. Występowaliśmy razem z panią prezes Izby Aptekarskiej i prezentowaliśmy jej dane. Kryzys oznacza problem dla pacjenta i bez wątpienia ten problem był - mówił minister.
X