Nominacja na wiceministra cyfryzacji Adama Andruszkiewicza - byłego prezesa Młodzieży Wszechpolskiej, który do Sejmu dostał się z listy Kukiz’15 - nawet w obozie rządzącym wywołała bardzo sprzeczne i ostre reakcje. Jako główne kontrargumenty wobec niej padają: To zaprzeczenie pro-europejskiego, umiarkowanego kursu zadeklarowanego pod koniec roku przez samego premiera Mateusza Morawieckiego.
Czytaj także:
Blaski i cienie nominacji Andruszkiewicza
Tyszka: Andruszkiewicz to Misiewicz Morawieckiego
Andruszkiewicz w rozmowie z "Super Expressem" powiedział, że ludzie mają prawo do krytyki jego osoby, ale niepokoi go "jakość tej krytyki". - Po pierwsze, moje kilometrówki są rozliczone prawidłowo, co potwierdza Kancelaria Sejmu. Po drugie, funkcja sekretarza stanu jest w dużej mierze funkcją administracyjną - powiedział.
– Przede wszystkim, posiadam wykształcenie wyższe, to ważna kompetencja. Poza tym, czy ministrowie cyfryzacji rządu PO, Michał Boni oraz Rafał Trzaskowski, byli informatykami? Nie byli. Nie trzeba być informatykiem ani programistą, aby pełnić funkcję, którą miałem zaszczyt objąć. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że stanowiska w różnych resortach mogą obejmować jedynie osoby, która mają wykształcenie kierunkowe - mówił wiceminister.
- Doskonale wiemy, że w rzeczywistości tak nie jest. Donald Tusk nie jest z wykształcenia dyplomatą, a stoi na czele ważnego ciała międzynarodowego - dodał.
– Proszę dać mi 100 dni i następnie ocenić moją pracę - zaapelował.