fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rynek pracy

Rynek pracy powoli otrząsa się z pandemii

Adobe Stock
Polacy przestają się panicznie bać bezrobocia, płace rosną już o prawie 10 proc. Ale minie jeszcze kilka miesięcy, zanim rynek pracy w pełni dojdzie do siebie.

Przede wszystkim Polacy przestali się bać utraty pracy – wciąż oceniają takie ryzyko jako wysokie, ale już trzy razy mniejsze niż rok temu. Podobnie z dużo większym optymizmem widzimy kondycję całej gospodarki i oczekujemy, że wraz z cofaniem się pandemii sytuacja będzie wracać do normy.

Efekt niskiej bazy

Zdaniem ekonomistów te nadzieje są uzasadnione, co nie zmienia jednak faktu, że na rynku pracy jest kilka niewiadomych i pozostanie on pod wpływem pandemicznych efektów jeszcze przez kilka miesięcy.

Dobrze to obrazuje sytuacja w sektorze przedsiębiorstw (zatrudniających powyżej dziewięciu osób), gdzie w kwietniu było widać wyraźną poprawę. Zatrudnienie po raz pierwszy od roku było na plusie, wzrosło o 0,9 proc. w porównaniu z kwietniem 2020 r. Płace zaś wprost wystrzeliły – przeciętne wynagrodzenie wzrosło aż o 9,9 proc. rok do roku – wynika z danych GUS podanych w czwartek.

To imponujące wyniki, ale mimo wszystko poniżej oczekiwań analityków rynkowych. Przede wszystkim zaś największą rolę odegrał tu efekt tzw. niskiej bazy odniesienia. Kwiecień zeszłego roku był najbardziej dotkliwym dla aktywności gospodarczej okresem pandemii. Zatrudnienie spadało wówczas o 2,1 proc. (rok do roku), a dynamika wynagrodzeń gwałtownie obniżyła się do 1,9 proc. – Warto też zwrócić uwagę, że obecny poziom zatrudnienia nie osiągnął jeszcze stanu sprzed pandemii – mówi Monika Fedorczuk, ekspertka Konfederacji Lewiatan. W kwietniu tego roku w większych firmach było o 125 tys. mniej osób niż w styczniu 2020 r.

Koniec restrykcji

Niepokojący może być też spadek liczby miejsc pracy w porównaniu z marcem – o ponad 13,4 tys., podczas gdy w marcu taki miesięczny spadek wyniósł 5 tys. etatów. – Trzeba tu pamiętać, że kwiecień 2021 r. to okres trzeciej fali Covid-19 i obowiązywania najbardziej restrykcyjnych w tej fazie obostrzeń – zauważa Karol Pogorzelski, starszy ekonomista ING Banku Śląskiego.

Co będzie się działo na rynku pracy w kolejnych miesiącach? Większość sygnałów świadczy raczej o dobrych prognozach, przy założeniu, że pandemia będzie pod kontrolą. – W maju restrykcje w dużej mierze zostały zniesione i powrót do zwiększonej aktywności powinien się przyczyniać do wzrostu popytu na pracowników, m.in. w branży hotelarskiej i gastronomicznej, i zapewne także do dalszego wzrostu płac – komentuje Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego. – W tym ostatnim przypadku pracodawcy stawać będą przed wyzwaniem zachęcenia pracowników do powrotu oraz rekompensowania im przyspieszającej inflacji – ocenia.

Tarcza wygasa

– Wydaje się, że firmy będą chciały zatrzymać pracowników w nadziei na nieodległy powrót normalnych warunków działalności – zauważa Kamil Łuczkowski, ekonomista Banku Pekao SA. – Rośnie też liczba publikowanych ofert pracy – dodaje. Według najnowszego raportu Grant Thornton w kwietniu tego roku liczba ogłoszeń o pracę w sieci sięgnęła już 283 tys. To najwięcej od stycznia 2020 r. i aż o 100 proc. więcej niż rok wcześniej.

– Z drugiej strony w najbliższym czasie istotna dla rynku pracy będzie reakcja przedsiębiorstw w momencie rozliczania tarczy finansowej PFR – zaznacza Łuczkowski. Znika wówczas obowiązek utrzymania zatrudnienie przez rok od otrzymania subwencji i zapewne część pracodawców zdecyduje się na redukcję zatrudnienia. – Kluczowe pytanie brzmi, w jakiej skali. Zakładamy, że mimo wszystko w skali kraju wpływ ten nie będzie silny – ocenia ekonomista.

– Nadchodzące miesiące będą prawdziwym testem dla rynku pracy – wskazuje też Karol Pogorzelski. – Z jednej strony ożywienie gospodarcze będzie sprzyjać zatrudnieniu, z drugiej – wygaśnie ochrona miejsc pracy przez tarczę PFR. Naszym zdaniem pierwszy czynnik przeważy, ale obarczone jest to ryzykiem – analizuje.

Inflacja pożre podwyżki

Monika Fedorczuk zauważa, że pewnym ryzykiem dla odrodzenia rynku może być większa skłonność pracodawców do dokładania obowiązków obecnym pracownikom niż do zatrudniania nowych.

Co zaś z płacami? Zdaniem ekonomistów ich wysoka dynamika utrzyma się w najbliższych miesiącach. I ze względu na efekt niskiej bazy, i z tego powodu, że jednak w wielu sektorach trwa silna walka konkurencyjna o pracownika.

Z punktu widzenie konsumentów tak duże podwyżki wynagrodzeń mogą cieszyć. Ale z drugiej strony może to doprowadzić do nakręcenia się spirali płacowo-cenowej, czyli pustego wzrostu płac wynikającego nie ze wzrostu wydajności pracy, ale z próby gonienia wzrostu cen.

Już obecnie inflacja w Polsce jest na podwyższonym poziomie. W kwietniu zharmonizowany wskaźnik wzrostu cen w Polsce wyniósł 5,1 proc. rok do roku (jak podał w środę Eurostat) – był to najwyższy wynik od 20 lat. Oznacza to, że inflacja zjada mniej więcej połowę wzrostu płac.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA