fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ropa

Trump znów chce wiercić na potęgę, wielkie zagrożenie dla przyrody

Fotorzepa/Magdalena Kozmana
Donald Trump chce pozyskiwać ropę w zamkniętym od niemal 40 lat rezerwacie przyrody na Alasce. Zdaniem ekologów, ucierpi na tym jeden z ostatnich nietkniętych przez człowieka obszarów w Ameryce.

Położony w północno-wschodniej części Alaski rezerwat Arctic National Wildlife Refuge (ANWR) ma powierzchnię Czech. Dla wydobycia ropy naftowej zamknięto go w 1980 roku w obawie o wpływ eksploracji na tamtejszą przyrodę, populację reniferów czy niedźwiedzi polarnych. Donald Trump chce to zmienić.

Ogłoszony w zeszłym tygodniu projekt budżetu zakłada pozyskanie blisko 2 miliardów dolarów w ciągu 10 lat ze sprzedaży produktów naftowych i gazu z bogatej w surowce części Arctic National Wildlife Refuge.

Otwarcie rezerwatu wymaga zgody Kongresu. Okoliczności nie są sprzyjające z powodu zapowiadanych protestów ekologów oraz niskich cen ropy naftowej. Alaska stawia koncernom naftowym wysokie wymagania, to trudny teren, na którym wiercenia są kosztowne.

Joe McMonigle McMonigle, były szef Departamentu Energii Stanów Zjednoczonych podczas prezydentury George W. Busha uważa, że Kongres zatwierdzi wiercenia w rezerwacie w procesie uzgadniania budżetu. Tak stało się w 1995 roku, ale budżet został ostatecznie zawetowany przez prezydenta Billa Clintona.

W pozyskiwanie ropy na obszarze ANWR nie wierzy były doradca prezydenta Baracka Obamy ds. energetyki, a obecnie szef Columbia University's Center on Global Energy Policy Janson Bordoff. Jego zdaniem, prawdopodobieństwo wierceń jest niemal zerowe, biorąc pod uwagę trwający od dziesięcioleci silny sprzeciw ze strony organizacji ekologicznych.

Ekolodzy zauważają, że rezerwat pozostaje jednym z niewielu miejsc w Ameryce, które nie zostały naruszone przez ludzką aktywność. - Jest to brudna branża, podatna na wycieki i katastrofy ekologiczne - powiedział Athan Manuel ze Sierra Club.

Jego zdaniem ANWR ucierpi, nawet jeśli nie wydarzy się katastrofa o rozmiarach Exxon Valdez, kiedy u wybrzeży Alaski wyciekło ponad 10 milionów baryłek ropy naftowej.

Krytycy planów Trumpa zwracają uwagę, że decyzja o wierceniach zapadła w momencie, gdy na rynku ropy naftowej obserwujemy nadwyżkę, a Amerykanie sprzedają połowę krajowych rezerw awaryjnych ropy naftowej.

- Jeśli USA ograniczyły dostęp do ANWR w czasach niedoboru ropy, to trudno sobie wyobrazić, że zostanie to zniesione w czasach obfitości – twierdzi Janson Bordoff.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA