fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rolnictwo

Rośnie problem z grypą ptaków

Adobe Stock
Przybywa ognisk epidemii, kurczy się lista importerów mięsa, a Czesi będą kontrolować wysyłkę żywego drobiu.

Nadal nie wiadomo, w jaki sposób wirus ptasiej grypy zaatakował tak oddalone od siebie regiony, jak Lubelszczyzna i Zachodniopomorskie. Epidemia się jednak rozwija, Polska traci kolejne rynki eksportowe, a Czesi wprowadzili właśnie drobiazgowe kontrole żywego drobiu z Polski. Sęk w tym, że w ubiegłym roku kupili go jedynie 17 ton – mniej niż... Pakistan.

Wirus skacze po Polsce

Tuż przed wysłaniem tego numeru „Rzeczpospolitej" do druku potwierdzono najnowsze ognisko grypy u gęsi reprodukcyjnych w Wielkopolsce. Wirus ptasiej grypy nie jest groźny dla ludzi – ale w stadach kur i indyków robi spustoszenie. Wykrycie jednego chorego zwierzęcia powoduje konieczność wybicia całego stada. Na szczęście to choroba zwalczana z urzędu, hodowcy dostają odszkodowania. Z tego samego powodu nie mogą się jednak przed nią ubezpieczyć. – Hodowca drobiu, po oszacowaniu strat, otrzyma odszkodowanie za utracone ptactwo, pasze oraz działania, w wyniku których poniósł szkody finansowe – mówi dr Maciej Prost, wojewódzki lekarz weterynarii z Pomorza Zachodniego.

W weekend służby utylizowały tam liczące ponad 22 tys. sztuk stado indyków w Rościnie. To niespodzianka, bo ogniska wystąpiły najpierw wśród wielkich stad na Lubelszczyźnie, a następnie wybito 65 tys. kur niosek w Wielkopolsce. Łącznie padło już ponad 200 tys. ptaków.

Przebieg epidemii jest nietypowy. Zwykle zaczyna się od dzikich zwierząt, z których wirus przeskakuje na ptactwo przydomowe, wreszcie – do hodowli. Tym razem niewiele wiadomo o sposobie, w jaki wirus przedostał się do stad. Tegoroczna epidemia ptasiej grypy trafiła bowiem od razu do indyków i kur niosek, które w wielkich fermach są trzymane tylko w zamkniętych pomieszczeniach, nie wychodzą na zewnątrz. A jednak wirus utorował sobie do nich drogę. Jak – na to pytanie być może znajdzie odpowiedź trwające właśnie dochodzenie epizootyczne. Grypa dotknęła już też ptactwa dzikiego, GLW potwierdził pierwszy przypadek grypy u dzikiego jastrzębia na Lubelszczyźnie.

Dlatego znowu, jak w przypadku afrykańskiego pomoru świń, pojawia się kwestia bioasekuracji. Lista działań jest długa i kosztowna, bo łączy się z wydatkami na jednorazową odzież ochronną. – Ptactwo musi być zamknięte i nie może mieć kontaktu z ptakami z zewnątrz, trzeba ograniczyć wizyty osób trzecich w gospodarstwach, pracownicy muszą mieć odzież ochronną – wylicza Dariusz Goszczyński, dyrektor generalny Krajowej Rady Drobiarstwa. Odzież i buty muszą być dezynfekowane lub zmieniane przy przechodzeniu między budynkami gospodarstwa.

Rynki rezygnują

– Nie spodziewam się spadku eksportu, bardzo możliwy jest za to spadek marżowości – mówi Grzegorz Rykaczewski, ekspert rynków rolnych banku Santander. Źródłem problemów może być nadwyżka ptaków i ograniczenie zainteresowania ze strony klientów w innych krajach. To może przynieść obniżkę cen. Co dzień kolejny kraj zamyka swój rynek przed polskim drobiem. Kraje Unii Europejskiej nie mogą wprowadzić embarga, ale np. Czechy, które i tak w ostatnich latach mocno zmniejszały import polskiego drobiu – zapowiedziały właśnie drobiazgowe kontrole transportów żywego drobiu z Polski.

Zakaz handlu może być tymczasowy lub – co dużo mniej korzystne – stały. Tymczasowo zrezygnowała właśnie z polskiego mięsa Japonia oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie, Korea Południowa i Singapur. Ale Chiny, nasz główny odbiorca z tzw. rynków trzecich, wprowadziły – zdaniem ekspertów – zakaz stały. To będzie oznaczało dużo dłuższy powrót na chiński rynek. Embargo na eksport z zapowietrzonych rejonów ogłosiły również Armenia, Hongkong, Białoruś, Ukraina.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA