fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Razem

Adrian Zandberg: Lewica to i chleb, i wolność

Lewica2019/ mat.pras.
Rywalizując z nami, próbując nas osłabić, Grzegorz Schetyna służyłby PiS - mówi Adrian Zandberg, jeden z liderów Lewicy.

Wyborcy Lewicy są zmobilizowani? Rozpoznają projekt i chcą iść na wybory?

Tak. Widać, że na opozycji to Lewica jest nadzieją. To Lewica rośnie. I właśnie Lewica jest szansą na podważenie obecnego układu, w którym dominuje PiS. Czujemy tę energię, gdy rozmawiamy z ludźmi. Na spotkania przychodzą – jak ostatnio w Pile – tłumy. Lewica nie tylko ma rację, ale będzie też miała siłę.

Czym wyborcy Lewicy się różnią od tych, którzy głosują na PO?

Powiedzmy to otwarcie: PO przez lata jechała na pożyczonym paliwie. Wielu wyborców, którzy wrócili do Lewicy, to ludzie, którzy przed laty głosowali na SLD albo na Unię Pracy. Można powiedzieć, że teraz wrócili do swojego politycznego domu. Lewica to wyborcy starsi i młodzi. Są przywiązani do państwa prawa, świadomi zagrożeń, które stanowią rządy PiS, ale nie chcą powrotu do neoliberalizmu. Do śmieciówek, niskich płac, do zwijania państwa na prowincji. Teraz mają istotną siłę polityczną, z którą się identyfikują.

Koalicja Obywatelska też ma pomysł na wyższe płace.

Pomysł KO to w praktyce subsydiowanie tych firm, które płacą niskie wynagrodzenia. Lewica ma inny pomysł. Uważamy, że w Polsce udział płac w PKB jest za niski i trzeba go podnieść. Rozwiązania, które proponujemy, są po to, by udział pracowników był wyższy. Dlatego chcemy, by w sferze budżetowej minimalne wynagrodzenie wynosiło 3500 złotych. Państwo musi stać się porządnym pracodawcą. W moim okręgu, w Warszawie, jest wiele wakatów w instytucjach publicznych. Ludzie nie chcą pracować dla państwa, które płaci marnie. Chcemy, żeby państwo działało sprawnie? To musimy to naprawić.

Ludzie nie boją się koncentracji Lewicy na takich sprawach jak aborcja?

Lewica stoi na dwóch filarach – bezpieczeństwo socjalne i wolność. Oba są ważne. To, co przykuwa uwagę wyborców na spotkaniach, to nasze propozycje społeczne, takie jak program mieszkaniowy. I w dużych i w małych miejscowościach ludzie widzą, że rynek zawiódł. Dziś, żeby mieć mieszkanie na własność muszą albo wziąć na siebie 30-letnie jarzmo kredytu albo oddawać większość pensji za wynajem. Program Lewicy to zmiana na rynku mieszkaniowym, obniżenie kosztów mieszkania. To budzi wielkie zainteresowanie.

Przeczytaj także w „Plus Minus na wybory”: Jak tańczy Adrian Zandberg?

W programie KO też jest dużo aktywizmu państwa.

Spór polityczny w 2019 roku to spór o państwo dobrobytu. O to, jak ono ma wyglądać. Lewica to propozycja nowoczesna, inspirowana Skandynawią. Łączymy bezpieczeństwo socjalne, sprawiedliwość społeczną i szacunek dla praw człowieka, dla mniejszości. A po drugiej stronie jest skrajnie konserwatywny program PiS.

Ale to program, który pokazuje cały świat: aksjologię, przeszłość III RP, kadencję PiS, przyszłość.

Dla mnie wizja PiS zawiera się w jednym zdaniu: „Damy wam trochę chleba, ale zapomnijcie o wolności”. A Lewica to i chleb, i wolność. PiS chce ludziom narzucać, jak mają myśleć, w co wierzyć. Na dodatek jest zafiksowany na przeszłości. Lewica – dokładnie odwrotnie. Chcemy dać ludziom wybór i jesteśmy zorientowani na przyszłość. Ja ani nie chcę, ani nie umiem, jak Jarosław Kaczyński, ciągle zadręczać wszystkich wokół tym, co wydarzyło się 30 lat temu. Tam nie ma odpowiedzi na pytanie, jak naprawić ochronę zdrowia, jak zapobiec katastrofie klimatycznej, jak mają działać usługi publiczne. W sprawie usług publicznych mamy spór: PiS na nich oszczędza, Lewica chce je rozbudowywać. PiS dał 500+, co się chwali, ale teraz działa w myśl zasady – skoro dostaliście 500+, to z resztą radźcie sobie sami. My chcemy, by państwo – tak jak to się robi w Europie – brało odpowiedzialność za mieszkania na wynajem czy za pomoc dla osób starszych.

Zobacz wywiad z rzeczniczką Razem: Pakt senacki był pewnym krokiem w tył

A jak pan odbiera to, że Jarosław Kaczyński zatytułował program „Polski model państwa dobrobytu”?

PiS już wie, że dla nich największym zagrożeniem jest rosnąca w siłę lewica. Bo lewica to Polska, która zapewnia wszystkim socjalne bezpieczeństwo, ale jest też wolna, świecka i praworządna. Siłą PiS było przez lata to, że mówili: albo my, albo oni. „Jesteśmy jacy jesteśmy, ale jeśli my stracimy władzę, to wróci Balcerowicz”. Odkąd nasza koalicja urosła w siłę, nie da się już wciskać tego kitu. Bo nikt nie uwierzy w to, że Zandberg to Balcerowicz.

Ale to chyba dobrze, że kampania jest o czymś.

Jasne, o to chodzi w demokracji. By Polacy mogli wybrać, w którym kierunku iść. W tej kampanii Polska wraca do europejskiej normalności, bo normalność to właśnie spór między lewicą a prawicą. Nie tylko o praworządność, o model państwa dobrobytu – ale też o Europę. Lewica to polityka konsekwentnie proeuropejska. PiS chce, żebyśmy byli lotniskowcem Ameryki. My wolimy zacieśniać relacje z naszymi europejskimi partnerami. Także z niedocenioną Skandynawią, która ma wiele wspólnych interesów z Polską. Bałtyk nie jest taki szeroki. A Polska jest gotowa na wiele skandynawskich rozwiązań.

Tymczasem o głosy lewicy ma walczyć wicemarszałek Kidawa-Błońska. To zagrożenie?

Nie chcę recenzować polityków innych partii. Ale powiedzmy sobie uczciwie: skoro na listach KO w Warszawie jest pani Fabisiak, która ma skrajnie konserwatywne poglądy, głosuje za pracami nad zaostrzeniem ustawy antyaborcyjnej – to jest to czytelny sygnał dla warszawskich wyborców, jaki pomysł na siebie ma PO. Chcą dalej stać tam, gdzie stali. My wolimy iść do przodu. Lewica łączy modernizacyjne ambicje z polityką prospołeczną.

PiS też chce łączyć sprawiedliwość społeczną z modernizacją.

Tylko co z tych projektów, po latach rządów Morawieckiego, ujrzało światło dzienne? Chciałbym zobaczyć na Śląsku fabrykę robotów, a nie kolejną prezentację w PowerPoincie. Do tego potrzebna jest sprawczość państwa.

Grzegorz Schetyna mówi, że sondaże będą rosły dla KO.

Nie wiem, skąd Schetyna wie, jakie będą sondaże za tydzień czy dwa. Jeśli PO weźmie się do pracy wśród swoich centroprawicowych wyborców, to pewnie ma tam rezerwy. Ale to ich sprawa. Ja wolę zajmować się naszą kampanią niż cudzą. Lewica idzie do przodu, lewicowi wyborcy się z nami identyfikują. I to jest dla nas ważne.

Czyli nie opłaca się jej rywalizacja na polu lewicowym?

PO nie jest i nie będzie partią lewicową. Już tego nie ukrywają – PO odmówiła podpisania paktu dla kobiet. Chcą, jak rozumiem, reprezentować wyborców konserwatywno-liberalnych. Szanuję ten wybór. Skoro na scenie jest silna lewica, to Schetyna, udając kogoś, kim nie jest, nikogo by nie przekonał i tylko by sobie zaszkodził. Rywalizując z Lewicą, próbując ją osłabić, Schetyna służyłby tylko PiS.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA