fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rankingi

Ranking kancelarii 2021. Kancelarie na zoomie - co słychać u prawników spoza Warszawy

W dobie internetu i nowoczesnych narzędzi do komunikacji prawnicy spoza Warszawy nie czują się gorsi od kolegów ze stołecznych firm prawniczych.
Adobe Stock
Prawnicy niechętnie opowiadają o specyfice rynku usług prawniczych w swoim regionie, bo jak twierdzą, działają w całej Polsce, a na związek z regionem wskazuje jedynie adres kancelarii.

W dobie internetu i nowoczesnych narzędzi do komunikacji profesjonaliści spoza Warszawy nie czują się gorsi od kolegów ze stołecznych firm prawniczych i to nawet tych największych.

Przykładem jest stosunkowo niewielka kancelaria ze Szczecina CMW Legal. Specjalizuje się w obsłudze szeroko pojętej branży morskiej. Jej klientami są firmy żeglugowe, porty, stocznie, którym zapewnia kompleksowe usługi prawnicze. Ale także firmy z Warszawy czy Śląska uczestniczące w łańcuchu dostaw towarów z portów i do portów.

– W zespole wszyscy posługujemy się obcymi językami, współpracujemy z kancelariami zagranicznymi w W. Brytanii, Danii, a nawet USA. Jesteśmy członkiem międzynarodowej sieci firm prawniczych specjalizujących się w prawie morskim. Uczestniczymy w seminariach dla tej branży organizowanych na całym świecie. Jako prawnicy nie mamy poczucia, że wielkie wyzwania można znaleźć tylko w Warszawie – zapewnia Rafał Czyżyk, współzałożyciel i partner zarządzający CMW Legal.

Nie będziemy omawiać w tym artykule wyników rywalizacji w poszczególnych regionach. Pozostawiamy ich analizę czytelnikom. Postanowiliśmy za to porozmawiać z przedstawicielami kilku kancelarii spoza stolicy o ich doświadczeniach i obserwacjach w tym wyjątkowym, pandemicznym roku. Zapytaliśmy, jak kancelarie poradziły sobie z lockdownem, pracą zdalną i czy korzystały z pomocy państwa. Poprosiliśmy o prognozy na przyszłość oraz o kilka słów na temat wyzwań, jakie stoją przed prawnikami w najbliższym czasie. Prawnicy mówili nam także o zagrożeniach, które ich zdaniem mogą opóźnić wychodzenie gospodarki z problemów wywołanych przez pandemię covidu.

Jest co robić

Przede wszystkim nasi rozmówcy są zgodni: pandemia nie zmniejszyła ilości zleceń od klientów. Problemów do rozwiązania i pytań do prawników jest nawet więcej. Trend wzrostowy obserwuje m.in. Krzysztof Mitoraj, partner w Kancelarii Prawnej Budnik, Posnow i Partnerzy we Wrocławiu.

– Pracy mamy znacznie więcej. I nie dlatego, że przedsiębiorcy znaleźli się w przymusowym położeniu, raczej z tego powodu, że szukali rozwiązań, które pozwolą im na dostosowanie się do zmian w funkcjonowaniu rynku – mówi mec. Mitoraj.

Zwraca uwagę, że przedsiębiorcy stanęli przed nowymi problemami związanymi choćby z pracą zdalną.

– W branży IT większość pracowników nadal pracuje zdalnie. Powstaje zatem pytanie, jak wykorzystać wynajętą kiedyś, a dziś niemal pustą przestrzeń biurową. Pomagamy negocjować umowy najmu, przygotować modernizację biur pod inne potrzeby. Pojawiły się też nowe problemy w stosunkach pracy. Takie choćby pytanie: czy pracownik musi wpuścić do domu Inspekcję Pracy – podaje przykład prawnik.

Zdaniem mec. Mitoraja pandemia dotknęła jednak jednoosobowe kancelarie, nastawione na obsługę jednego, strategicznego klienta. – Jeśli on zbankrutował, to i prawnik stracił źródło dochodów – wyjaśnia Krzysztof Mitoraj.

Prawnicy z tarczą

Mimo niezłej koniunktury wiele kancelarii skorzystało ze wsparcia, jakie dawały rządowe tarcze antykryzysowe.

– Powiem tak: grzechem było nie skorzystać. Pieniądze od rządu nie decydowały o naszym być lub nie być, ale dawały poczucie bezpieczeństwa – mówi dr Jacek Masiota z kancelarii Masiota i Wspólnicy w Poznaniu.

– Nam pomoc z tarczy pomogła nie tylko przetrwać, ale jeszcze się rozwinąć – wyznaje z kolei dr Martyna Jedlińska z kancelarii Jedliński, Bierecki i Wspólnicy w Gdyni.

Największe kancelarie poradziły sobie same.

– Zaskakujące, jak ogromne są nasze zdolności adaptacyjne. I nie myślę tylko o prawnikach. Cała gospodarka jakoś dała radę. Na początku sami zaczęliśmy tworzyć rezerwy na przetrwanie, ale szybko doszliśmy do wniosku, że to niepotrzebne – mówi prof. Sławomir Dudzik, partner w kancelarii SPGC z siedzibą w Krakowie.

Dają radę na odległość

Dla wielu prawników zaskoczeniem było też, jak gładko i sprawnie przebiegło przejście w tryb pracy zdalnej.

– Okazało się, że wszystko zależy od jakości łączy internetowych. Jeżeli są dobre, to da się zrobić zdalnie i negocjacje, i szkolenia, a nawet rozprawy. Jedyna rzecz, której jeszcze nie da się zrobić online, to nadawanie listów na poczcie – mówi prof. Krzysztof Płeszka, partner zarządzający w SPGC. Przywołuje moment pandemii z marca 2020 r. , gdy przed urzędami pocztowymi w całej Polsce ustawiały się długie kolejki młodych pracowników kancelarii. Poczty pracowały krócej z powodu obostrzeń epidemicznych, a tymczasem prawnicy chcieli zdążyć z wysyłką pism procesowych, by nie stracić terminów.

Jak mówi prof. Płeszka, ani on, ani inni prawnicy z jego kancelarii nie mieli problemów, by nauczyć się nowych narzędzi.

– Trochę pomogła w tym praca na uczelniach, gdzie zdalne zajęcia ze studentami są obowiązkowym standardem. Dzięki temu staliśmy się specjalistami w korzystaniu z niemal wszystkich programów do wideokonferencji – śmieje się prof. Płeszka.

Prawnicy oraz ich klienci tak bardzo zżyli się z trybem online, że sale konferencyjne czy pokoje spotkań przestały być potrzebne.

– Przekształciliśmy naszą salę konferencyjną w salę rozpraw online, gdzie łączymy się z sądem. Ostatnie dziesięć rozpraw odbyłem właśnie w takim trybie – mówi Krzysztof Mitoraj. – I to jest coś, co może znacząco przyspieszyć postępowania, ponieważ łatwiej będzie zebrać wszystkich uczestników procesu przed kamerą, a zatem i sprawniej go przeprowadzić – przekonuje.

W wielu przypadkach praca zdalna to na razie przeszłość. Zwłaszcza że prawnicy czasami muszą mieć dostęp do papierowych dokumentów sprawy.

– Klienci nie godzą się na digitalizowanie wszystkiego. A to powoduje, że prawnicy jednak muszą od czasu do czasu pojawiać się w kancelarii. W naszej ok. 80 proc. zespołu pracuje stacjonarnie z własnego wyboru – informuje mec. Mitoraj.

W opinii dr Martyny Jedlińskiej nie da się już zatrzymać przenoszenia relacji społecznych do internetu. Jak mówi, to, co dzieje się teraz w biznesie, jest tylko następstwem zmian, które rozpoczęły się na długo przed covidem. Dlatego zdalne metody komunikacji na zawsze staną się standardem także w kancelariach.

– Nadal korzystamy z dobrodziejstw technologii i odbywamy zdalnie bardzo dużo spotkań z klientami oraz między sobą. Widzimy tendencję do odchodzenia od delegacji, wyjazdów. Jest to kosztowne i okazało się zbędne – uważa dr Jedlińska.

Nie stracić więzi z klientem

Ale nie wszyscy prawnicy podzielają zachwyt nad zdalnymi sposobami komunikowania.

– Smartfony i komputery nie zastąpią osobistych relacji. Widzę, że klienci nadal chcą się z nami spotykać w „realu" – mówi Izabella Żyglicka, radca prawny i partner założyciel w kancelarii Żyglicka i Wspólnicy. Ta katowicka firma należy do Ally Law – prestiżowego stowarzyszenia, które przyjmuje tylko jedną kancelarię z danego kraju. Zdaniem mec. Żyglickiej, łatwiej pracuje się z klientem, którego poznało się osobiście, „na żywo". To samo dotyczy pracy prawników.

– Nie jestem przeciwniczką pracy zdalnej. Uważam jednak, że zarządy kancelarii staną przed wyzwaniem, jak zapobiec skutkom rozluźnienia więzi międzyludzkich w zespołach. W sytuacji, gdy ludzie nie spotykają się ze sobą, trudniej o utrzymanie identyfikacji z kancelarią i jej wartościami. Spotkania na korytarzu przy kawie, wymiana myśli, świętowanie imienin to także bardzo ważne elementy budowania wspólnoty. Rozluźnienie tych więzi może sprzyjać decyzji o szukaniu nowego pracodawcy – wyjaśnia mec. Żyglicka.

Jest jeszcze coś. W ocenie mec. Mitoraja aplikacje do zdalnych rozmów nie w każdym obszarze praktyki mogą zastąpić osobiste spotkania z klientem.

– Moim zdaniem zoom czy teamsy nie sprawdzą się w sprawach karnych. Tam relacja obrońca – podejrzany/oskarżony jest bardzo wrażliwą kwestią i kontakt z klientem raczej musi pozostać osobisty. Pośrednictwo zdalnych narzędzi komunikacji wciąż rodzi zbyt duże obawy o bezpieczeństwo i poufność rozmowy – twierdzi mec. Mitoraj.

Gdzie będzie można zarobić

– Na pewno widać rozkwit w branży nieruchomości. I tu widzimy swoje szanse na rozwój, zarówno w obsłudze deweloperów, jak i konsumenckiej, choćby w doradztwie dla wspólnot mieszkaniowych – mówi dr Jedlińska.

Potwierdza to Krzysztof Mitoraj, którego kancelaria specjalizuje się m.in. w obsłudze procesów budowlanych. Zwraca jednak uwagę na jeszcze dwa obszary.

– Sektor ochrony środowiska, inwestycje w energię odnawialną – tu są widoki na mocny rozwój i duże zapotrzebowanie na usługi prawników w zakresie umów dzierżawy, pozwoleń administracyjnych, przetargów, wreszcie procesu budowlanego i podatków. My dajemy taką kompleksową usługę – mówi mec. Mitoraj.

Zdaniem Jacka Masioty prawnicy powinni zainteresować się nowymi technologiami, bo już widać, że większość handlu zostanie przeniesiona do sieci. I nie chodzi tylko o doradztwo w zakresie e-commerce.

– Warto też obserwować branżę OZE – farmy fotowoltaiczne, biogazownie – tam będą zlecenia na projekty – przekonuje mec. Masiota.

Co ciekawe, i powinno zainteresować zwłaszcza małe kancelarie, środowisko prawnicze odnotowuje wyraźny wzrost liczby rozwodów. Prawdopodobnie jest to efekt pandemii: zamknięcie w domach oraz kłopoty finansowe najpewniej stały się przyczyną wielu poważnych kryzysów małżeńskich.

– Generalnie zapotrzebowanie na usługi prawnicze będzie rosło, bo rośnie świadomość prawna w społeczeństwie – twierdzi mec. Mitoraj. – Naszym głównym zadaniem w dzisiejszych czasach jest zapobieganie kolizji z prawem, a niestety prawo jest tak skomplikowane i niestabilne, że okazji do tych kolizji nie brakuje.

Te obserwacje potwierdza również adwokat Krzysztof Topolewski, wspólnik w Kancelarii P.J. Sowisło & Topolewski w Poznaniu.

– Klienci boją się sądu jak ognia, gdyż postępowania są coraz dłuższe, a to generuje po stronie przedsiębiorców realne straty. Problem przewlekłości w pandemii tylko nabrzmiał. Tymczasem nasi rodzimi przedsiębiorcy to głównie małe i średnie firmy, które – inaczej niż światowe korporacje – nie mogą przeprowadzić biznesu za granicę i tak zapobiegać negatywnym skutkom powolnych postępowań. Jedyną alternatywą są dla nich mediacje. I faktycznie zaczynają z nich coraz chętniej korzystać. Zwłaszcza że są też tańszym sposobem rozwiązywania sporów – wyjaśnia mec. Topolewski.

Jak zauważa, regulacje prawne wprowadzone w związku z pandemią mogą skutkować w niedalekiej przyszłości nowymi sporami sądowymi. Chodzi m.in. o pomoc finansową, która nie dotarła do wszystkich podmiotów, jak również o regulacje związane z wydłużeniem terminów na dokonanie pewnych czynności. Kwestie te mogą być źródłem problemów co otworzy furtkę do nowych zleceń dla prawników - twierdzi mec. Topolewski.

Dodaje, że świadomość prawna rośnie także wśród osób fizycznych. Jego zdaniem świadczy o tym fakt, że znacznie łatwiej niż jeszcze do niedawna tacy klienci akceptują godzinowe stawki wynagrodzenia prawników.

W ocenie Izabelli Żyglickiej nadal wielu przedsiębiorców zgłasza się do prawnika dopiero wtedy, gdy jest już źle i nie wiedzą, jak się wyplątać z problemu. Mimo to prawniczka patrzy w przyszłość z optymizmem.

– Umiejętności „miękkie", zrozumienie potrzeb klienta, wskazywanie mu rozwiązań, które będą dla niego zrozumiałe, zawsze pozostaną kluczem do sukcesu. Prawnicy też ewoluują. Najlepsze oceny od klientów zbiorą ci, którzy będą przez nich najlepiej postrzegani nie tylko jako wysokiej klasy specjaliści merytoryczni, ale także jako prawnicy, którzy rozumieją klienta i których klient rozumie – komentuje mec. Żyglicka.

Nowoczesne technologie – moda czy konieczność

Nowoczesne technologie, sztuczna inteligencja i cyberbezpieczeństwo zajmują głowy prawników na całym świecie. W Polsce innowacyjne rozwiązania wdrażają nie tylko wielkie prawnicze korporacje, ale także mniejsze kancelarie. Większość na razie przygląda się ofercie na rynku, która jest coraz bogatsza i coraz tańsza. Niemal wszystkie korzystają z programów do zarządzania kancelarią.

– Legal tech przestaje być fantastyką. Aplikacje do analizy umów są już standardem np. w Chinach. We Francji funkcjonuje w obiegu ok. 200 rozwiązań legal tech. W Estonii sprawy do określonej wartości sporu są rozpatrywane wyłącznie elektronicznie. W Polsce jesteśmy konserwatywni, stąd opóźnienie, ale i my będziemy musieli wsiąść do tego pociągu. Rola prawników działających analogowo będzie malała, a kancelarie, które nie będą korzystały z nowoczesnych technologii, po prostu nie wytrzymają konkurencji – prognozuje Piotr Kamiński z rzeszowskiej kancelarii Piotr Kamiński Robert Kamiński.

Koniecznością dla niemal wszystkich kancelarii staje się też posiadanie specjalistów od nowoczesnych technologii.

– Widzę duże zapotrzebowanie klientów na cyfryzację procesów, który to trend w czasie epidemii znacznie przyspieszył. Także w Polskim Ładzie zgodnie z zapowiedziami będą na to przeznaczone znaczne środki finansowe. Poza tym firmy – nawet te małe, lokalne – wiedzą, że cyfryzacja pozwoli im zachować konkurencyjność. I tu jest dużo pracy po stronie prawników. Nie tylko przy standardowym doradztwie, np. opiniowaniu umów wdrożeniowych. Klienci oczekują, że kancelaria zorganizuje im cały proces cyfryzacji. A w wielu mniejszych firmach prawnik okazuje się być jedyną osobą, która może się tym zająć, ponieważ przy płaskich strukturach w firmie – inne są zaangażowane w bieżącą działalność operacyjną – wyjaśnia Piotr Kamiński.

Podobnego zdania jest dr Jedlińska. – Kancelaria notuje ogromne zapotrzebowanie na wiedzę w zakresie nowych technologii. Dotyczy to m.in. branż, z których wywodzą się nasi klienci: artystycznej i informatycznej. Cyfryzacja zrodziła dla nich wiele nowych problemów w zakresie ochrony praw własności intelektualnej – wyjaśnia mec. Jedlińska.

Nie wszyscy jednak widzą swoją przyszłość w legal tech.

– Sztuczna inteligencja nadaje się do kancelarii, które masowo obsługują pewien typ spraw – uważa Rafał Czyżyk. – U nas każda sprawa jest specyficzna. Ot, niedawno mieliśmy do rozwiązania problem likwidacji szkody po kolizji statku z infrastrukturą portową. Statek nie ucierpiał, ale szkoda w tej jednej bramie została oszacowana na wiele milionów zł – wyjaśnia.

Mec. Żyglicka podkreśla znaczenie wyzwań związanych z cyberbezpieczeństwem.

– To jest bardzo specyficzna część usług prawnych, bo trzeba umieć łączyć wiedzę prawną z wiedzą i umiejętnościami informatycznymi. Nie wszystkie firmy zdają sobie sprawę z tego, jak ważny jest to obszar działalności. Przedsiębiorcy mogą bardzo wiele stracić, jeśli go zaniedbają. Konieczne jest zatem, by zadbać nie tylko o podstawowe procedury w firmach, ale też o sposób postrzegania bezpieczeństwa informacji i procedur – dodaje.

Prawnikom i ich klientom pilnie potrzebna stabilizacja

– Zagrożenia dla rynku prawniczego zawsze związane są z zagrożeniami dla jego klientów. Jeśli przedsiębiorcy nie będą mieli poczucia stabilizacji w gospodarce, to także kancelarie odczują niepewną przyszłość – uważa mec. Krzysztof Mitoraj.

Zdaniem naszych rozmówców obecnie największym problemem są przedłużające się postępowania sądowe. Zwłaszcza że klientowi trudno jest wytłumaczyć, dlaczego tak długo musi czekać na termin rozprawy, jak zauważa mec. Topolewski.

– Spory firm przed sądami trwają kilka lat, i to tylko w I instancji. To nieracjonalne, bo te kilka lat to dla biznesu wieczność. Znam szereg postępowań w sporach „o pietruszkę", które angażują cały aparat sądowy i generują koszty liczone w tysiącach złotych. W procedurze gospodarczej nadal obowiązuje prymat dla dowodów pisemnych. Dlatego procesy online są koniecznością – uważa mec. Piotr Kamiński.

Suchej nitki na stanie naszej legislacji i wymiaru sprawiedliwości nie pozostawia mec. Rafał Czyżyk.

– Inflacja prawa doszła już do bariery bezpieczeństwa. Sądy są w stanie rozstrzygać co najwyżej spory o zapłatę faktury, ale już bardziej skomplikowane – nie, bo brakuje biegłych z doświadczeniem i nowoczesną wiedzą. Jako prawnik nie czuję, by nasz wymiar sprawiedliwości zapewniał bezpieczeństwo obrotu. Ciągłe zmiany prawa tylko wydłużają procedury, bo sędziowie już sami gubią się w niezrozumiałych przepisach – twierdzi Rafał Czyżyk.

Jego zdaniem źle to prognozuje na przyszłość. Tym bardziej że kryzys związany z pandemią został tylko zasypany dodrukowanymi pieniędzmi.

– Rzeczywisty, długofalowy kryzys dopiero nadejdzie. Wyjdziemy z niego, pytanie tylko, jak mocno poobijani – mówi prawnik.

Mec. Jacek Masiota postuluje zreformowanie kodeksu postępowania cywilnego i skrócenie terminów oczekiwania na decyzje administracyjne. Jego zdaniem pilnie trzeba uprościć procedury dopuszczania obywateli Ukrainy do pracy i wesprzeć finansowo urzędy wojewódzkie, które wydają pozwolenia na pracę i wizy dla obcokrajowców. – Oni są niezbędni. Nasz wzrost gospodarczy to ich zasługa – podkreśla mec. Masiota.

W ocenie prof. Dudzika z SPGC rządzący powinni przede wszystkim zmienić podejście do legislacji.

– Trzeba wrócić do praktyki sporządzania oceny skutków regulacji, a projekty opracowywać w komisjach kodyfikacyjnych, składających się ekspertów, praktyków oraz teoretyków prawa. Komisje zostały zlikwidowane, a gdybyśmy wrócili do starych, sprawdzonych sposobów stanowienia prawa, moglibyśmy uniknąć wielu złych regulacji – mówi prof. Dudzik.

A prof. Płeszka wyjaśnia: – Jeśli wadliwa regulacja doprowadzi w praktyce do sporu, to sąd będzie musiał go rozstrzygnąć. Nie może przecież zostawić sprawy bez rozpoznania. Im więcej sporów, tym dłużej obywatele poczekają na wyrok.

O tym, że prawo powinno być „sprawne", czyli przejrzyste, zrozumiałe, przypomina Izabella Żyglicka.

– Prawo powinno pełnić niejako rolę służebną w stosunku do biznesu. Innymi słowy, nie może forma (prawo) przewyższać treści (biznes). Prawo ma nadawać biznesowi ramy, by wiadomo było, co jest dopuszczalne – wskazuje mec. Żyglicka.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA