fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Cztery silniki rozwoju

Rzeczpospolita
Drogą do dobrobytu nie jest jedynie wykonywanie produktów. Znacznie lepiej zarabia się na samodzielnym wprowadzaniu ich na rynek. A tu polskie przedsiębiorstwa są praktycznie nieobecne – piszą ekonomiści.

Przez ostatnie lata rozwój polskiej gospodarki opierał się na imitacji, imporcie technologii oraz konkurowaniu kosztami. Wiele spośród krajowych firm, a także inwestujących nad Wisłą przedsiębiorstw zagranicznych okopało się w podwykonawstwie, wytwarzając na zlecenie globalnych potentatów zazwyczaj dość pracochłonne i nieskomplikowane technologicznie wyroby lub też je składając (vide: fabryki przysłowiowych śrubek czy montownie AGD). Również lokujące się w Polsce usługi – w dużej mierze z uwagi na niewielką obecność nowoczesnego przemysłu – należały do nisko zaawansowanych, wykorzystujących stosunkowo tanie oraz dobrze wykształcone polskie kadry (centra obsługi telefonicznej czy prostych rozliczeń księgowych). W globalnej skali nasza gospodarka stała się mało rozpoznawalnym trybikiem, który w razie potrzeby (wynikającej np. ze wzrostu kosztów) można wymienić na inny.

Paliwo na wyczerpaniu

Imitacyjne podwykonawstwo nie jest oczywiście czymś złym. Wręcz przeciwnie – dzięki możliwości korzystania z globalnie dostępnych technologii, po 1989 r. w polskiej gospodarce dokonał się skok jakościowy. Również konkurowanie niskimi kosztami okazało się dla nas dobrą drogą do rozwoju. Od czegoś musieliśmy zacząć, a nasze proste rezerwy wzrostu – dziedzictwo nieefektywnej gospodarki socjalistycznej – stanowiły ogromny zasób, z którego grzechem byłoby nie skorzystać. Dziś to paliwo się kończy.

Czy oznacza to, że powinniśmy definitywnie odejść od podwykonawstwa? Absolutnie nie. Mogłoby ono natomiast  stawać się coraz bardziej zaawansowane (technologicznie i procesowo) oraz wiedzochłonne – tak, by generowało znacznie wyższą wartość dodaną, solidniejsze marże oraz atrakcyjne wynagrodzenia.

Drogą do dobrobytu nie jest jednak jedynie wykonywanie produktów czy usług wedle określonej przez zamawiającego instrukcji. W dzisiejszym świecie znacznie lepiej zarabia się na samodzielnym wprowadzaniu ich na rynek. A w tej sferze polskie przedsiębiorstwa są praktycznie nieobecne. W Niemczech czy Francji (ale i w innych krajach) trudno jest nam uzyskać bezpośredni dostęp do klientów końcowych, więc musimy posiłkować się zagranicznymi podmiotami posiadającymi ugruntowaną markę. Te natomiast kasują za to słono, pozbawiając nas dużej części marży. Nierzadko podobna sytuacja ma również miejsce w naszym kraju, gdzie konsumenci wolą kupić „niemieckie”, bo lepsze (choć to się akurat powoli zmienia).

Znaczne korzyści odnosić też można będąc autorem innowacyjnych, wdrażanych w realnym biznesie, rozwiązań technologicznych czy procesowych. Również w tym obszarze polska obecność (przedsiębiorstw, uczelni) jest słabo zaznaczona. Nie jest to spowodowane jedynie niskim potencjałem naukowym, lecz także brakiem krajowego „ssania” na innowacje. Mało zaawansowana gospodarka nie wykazuje popytu na nowoczesne rozwiązania. Problemem są też nasze uwarunkowania kulturowe –dość niskie poczucie własnej wartości i brak wzajemnego zaufania, co skutkuje niewielkim poziomem współpracy – kluczowym czynnikiem powodzenia kreatywnych przedsięwzięć.

Co zatem można zrobić, by polskie firmy uszlachetniły swoje podwykonawstwo oraz awansowały do bardziej korzystnych przestrzeni – posiadania bezpośredniego dostępu do rynków zbytu i bycia autorem innowacyjnych rozwiązań? Potrzebne do tego będzie jednoczesne włączenie czterech „silników” rozwoju.

Silnik 1. Wysokomarżowy eksport

Dążmy do tego, by przedmiotem ekspansji zagranicznej krajowych firm były jak najbardziej zaawansowane produkty i usługi, a także by docierały one na jak najszersze rynki zbytu. Całe otoczenie biznesowe – w skład którego wchodzą m.in.: kooperanci dostarczający komponentów, uczelnie zapewniające kadry i potencjał naukowy, państwo tworzące i egzekwujące regulacje – powinno budować pozycję konkurencyjną rodzimych liderów eksportowych (przykładem może być tu Remontowa, która osiągnęła solidną międzynarodową pozycję jako samodzielna marka w zakresie remontów i budowy statków).

Ci z kolei będą ciągać za sobą za granicę współpracujące firmy i instytucje, przyczyniając się do rozwoju całego kraju. Jest to w istocie budowa ekosystemów gospodarczych – przechodzenie do logiki partnerstwa, myślenie nie tylko o korzyściach własnych, lecz całego otoczenia, w którym się funkcjonuje. Im bowiem będzie ono silniejsze, tym większe szanse na własny rozwój będzie miał lider i vice versa.

Silnik 2. Zaawansowane inwestycje zagraniczne

Przyciągajmy inwestycje zagraniczne o coraz wyższym stopniu zaawansowania – i to zarówno w przemyśle, jak i usługach. Do tej pory w naszym kraju osiedlały się podmioty prowadzące raczej proste typy aktywności gospodarczej. Po transformacji ustrojowej nie byliśmy atrakcyjną lokalizacją dla nowoczesnych działalności biznesowych. Wydaje się, że teraz mamy już taki potencjał. Aby go uwolnić, powinniśmy jednak tworzyć warunki oraz bodźce do tego, by zachęcić do zainwestowania w Polsce firmy wytwarzające najbardziej zaawansowane technologicznie i procesowo produkty oraz usługi.

Jak to zrobić? Chociażby poprzez nie zwalnianie inwestorów z podatku dochodowego ze względu na liczbę zatrudnionych, lecz mając na uwadze poziom zaawansowania inwestycji czy jakość oferowanych miejsc pracy.  Przykład dawnego WSK Rzeszów (przejętego przez amerykański kapitał, obecnie pod nazwą Pratt & Whitney) pokazuje, że z poddostawcy prostych elementów silników lotniczych można się wybić na producenta bardzo zaawansowanych technologii w ujęciu globalnym.

Również w przypadku usług warto zabiegać o to, by Polska była atrakcyjną lokalizacją nie tylko dla tych najprostszych (typu call centers), ale i wysoce zaawansowanych (jak np.outsorcing procesów wiedzochłonnych), co po trosze już się dzieje. Tu kluczowe jest postawienie nie na liczbę absolwentów szkół wyższych per se, lecz na awans naszych uczelni do światowej czołówki i to zarówno w wymiarze dydaktycznym (świetnie wykształceni absolwenci), jak i potencjału naukowego (światowej klasy badania) oraz na współpracę nauki z biznesem.

Silnik 3. Przejęcia wysokowartościowych aktywów za granicą

Trzeci silnik rozwoju to akwizycja zagranicznych aktywów przez polski kapitał w celu zdobycia rynków zbytu oraz generowania i transferowania strumieni dochodów do kraju. Budowanie własnych kanałów dystrybucji „od zera” w tradycyjnych branżach jest często tak kosztochłonne, że praktycznie niemożliwe. Wówczas jedyną drogą pozostaje kupno przedsiębiorstw posiadających już ugruntowaną pozycję.

Dobrym przykładem takiego podejścia jest firma Asseco, która rozpoczęła ekspansję międzynarodową w 2004 r., a dziś – dzięki m.in. licznym przejęciom podmiotów posiadających dostęp do rynku w Niemczech, Danii, Hiszpanii czy Izraelu – stała jednym z najważniejszych producentów i dostarczycieli oprogramowania informatycznego w skali całej Europy.

Rozrost przedsiębiorstwa poza granicami kraju doprowadził również do zwiększenia jego skali działania w Polsce, a zyski osiągane na zagranicznych rynkach mogą wracać do kraju, wspierając kumulację kapitału tu na miejscu.

Silnik 4. Start-upy na miarę Skype’a

Ostatnim elementem jest tworzenie warunków dla powstawania start-upów zdolnych do osiągnięcia globalnego sukcesu w sposób skokowy. By móc zrealizować ten cel, z pewnością bardzo ważne będzie wdrożenie systemu wsparcia naukowców i młodych przedsiębiorstw na wszystkich etapach prowadzących do komercjalizacji innowacyjnych rozwiązań (wsparcie badań podstawowych niezwiązanych jeszcze z żadnym zastosowaniem biznesowym, inkubacja pomysłu, prototypowanie, wdrożenie).

Prawdziwie kluczowa będzie tu jednak zmiana mentalna Polaków w postaci m.in. większego otwierania się na świat i siebie nawzajem, zwiększenia poczucia własnej wartości, wiary w możliwość osiągnięcia sukcesu. W kontekście rozwoju innowacji pozwoli nam to na stosowanie w większej skali filozofii open innovation, w myśl której naukowcy i firmy zamiast chować się ze swoimi pomysłami (np. w obawie przed tym, że ktoś je „wykradnie”) dyskutują o nich otwarcie, współpracują z innymi podmiotami, dzielą się swoją wiedzą. Świat jest zbyt mocno zglobalizowany, a rozwój technologii postępuje zbyt szybko, by się zamykać. Łatwo jest wówczas dać się wyprzedzić komuś innemu. A najlepsze pomysły wcale nie muszą powstawać w USA, Niemczech czy Skandynawii. Dowodem na to jest choćby komunikator Skype, którego autorami są Estończycy.

Sieć zależności

Te cztery silniki będą w stanie przyczynić się do rozwoju polskiej gospodarki jedynie wtedy, gdy będą pracować równocześnie. Dlaczego? Świat biznesu jest wielką siecią zależności. Pracownicy są mobilni jak nigdy wcześniej. Osoby, które dziś są zatrudnione w zagranicznych firmach produkujących zaawansowane technologie – jutro mogą założyć swój własny spin-off, który będzie się rozprzestrzeniał na rynki międzynarodowe i wokół którego powstanie całe otoczenie. A to tylko jedna z wielu możliwych konfiguracji. Gdy w całej tej układance jeden gra na drugiego i następuje wzajemne „napędzanie się”, to ostateczna suma jest znacznie wyższa, niż gdybyśmy do każdego z jej fragmentów podchodzili osobno. Skorzystajmy z tych synergii.

Jan Szomburg Jr. jest  wiceprezesem Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową

Marcin Wandałowski jest pracownikiem naukowym Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA