fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Unia Europejska: Strategia przegrała z ideologią

123RF
Przesłuchania kandydatów na komisarzy w Parlamencie Europejskim pokazały słabość przywództwa, liczne podziały i rywalizację partykularnych interesów w kluczowych unijnych instytucjach – pisze politolog i socjolog.

Unia Europejska stoi przed wieloma wyzwaniami. Słabnie gospodarka strefy euro, w tym niemiecka. Unia walutowa nie jest odpowiednio przygotowana na dekoniunkturę i cały czas brakuje woli politycznej do wprowadzenia niezbędnych reform. Większość ekonomistów zgadza się, że Europa potrzebuje bardziej odważnej polityki fiskalnej, gdyż skuteczność samej tylko polityki monetarnej jest na wyczerpaniu. Ale już dzisiaj wiadomo, że nowa wieloletnia perspektywa finansowa będzie miała mniejszy budżet od poprzedniej.

Do tego zanosi się na wojnę handlową z USA. Europa wciąż nie znalazła też spójnej odpowiedzi na to, jak rywalizować geoekonomicznie z Chinami. Kolejnym wyzwaniem jest wzrastająca presja migracyjna na granice UE, pogłębiona nowym konfliktem w Syrii. Nie rozwiązano problemu integracji pozaeuropejskich imigrantów, a także radykalizacji części spośród nich, co wiąże się z zagrożeniem bezpieczeństwa publicznego. Wreszcie wyzwaniami pozostają brexit i ułożenie strategicznych relacji ze Zjednoczonym Królestwem, jak również nowa odsłona konfliktu w Katalonii.

Siłowa rozgrywka

Przesłuchania kandydatów na komisarzy w Parlamencie Europejskim (PE) były okazją do obserwacji, jak unijne elity podchodzą do tych wyzwań. Niestety ogólny obraz wyłaniający się z tych spotkań jest rozczarowujący, zarówno jeśli chodzi o przyszłą Komisję, jak i posłów Parlamentu. Widać słabość przywództwa, liczne podziały i rywalizację partykularnych interesów, a także zideologizowane podejście do stojących przed Europą wyzwań.

Przystępując do przesłuchań, główne siły parlamentarne miały poczucie rozgoryczenia wobec państw członkowskich, które podejmowały decyzje o wyborze szefowej Komisji, pomniejszając rolę PE. Wbrew oczekiwaniom Parlamentu nowym przewodniczącym Komisji nie został żaden z „wiodących kandydatów" wskazanych przez główne frakcje. Dodać należy, że było to oczekiwanie wykraczające poza traktat o UE, wynikające z rozszerzającej interpretacji tego prawa przez eurodeputowanych. Dlatego już na samym początku przesłuchań Parlament postanowił pokazać państwom członkowskim, że jednak pozostaje ważnym graczem instytucjonalnym. Ponownie poszerzył własne kompetencje, wykraczając poza literę traktatu. Komisja prawna PE w sposób precedensowy odrzuciła dwójkę kandydatów z uwagi na możliwość występowania sprzeczności interesów. Wśród ofiar deputowanych znalazł się Węgier z Europejskiej Partii Ludowej i Rumunka – socjalistka. Później obie frakcje postanowiły dokonać rewanżu na kandydatce liberalnej, Francuzce Sylvie Goulard, która jest też zaufanym politykiem Emmanuela Macrona. Także jej zarzucono konflikt interesów i nieprawidłowe wydawanie funduszy europejskich, pomimo tego, że wcześniej uzyskała zielone światło z komisji prawnej.

Dyplomaci francuscy natychmiast uznali, że jest to „europejski błąd" i poważny kryzys instytucjonalny, dotyczący relacji między Parlamentem a Radą Europejską. Niektórzy uznali nawet, że atak na Goulard był atakiem na samą Francję. Było w tym ziarnko prawdy, gdyż Macron chciał wylansować francuskiego superkomisarza, odpowiedzialnego za trzy obszary: politykę przemysłową, obronną i audiowizualną. We wszystkich tych tematach Francja ma żywotne interesy. Jednak dużo ważniejsze było to, że politycy Europejskiej Partii Ludowej zarzucali francuskiemu prezydentowi, że ten utrącił ich „wiodącego kandydata" na szefa Komisji, czyli Manfreda Webera.

Podwójne standardy

Wspomniane przesłuchania dość dobrze pokazują, jak w Parlamencie interesy narodowe nakładają się na konkurencję partyjną. Goulard padła z jednej strony ofiarą rewanżu ze strony niektórych partii politycznych – co ciekawe, nie tych eurosceptycznych, ale zwaśnionych ugrupowań reprezentujących proeuropejski mainstream. Z drugiej strony poległa w walce narodowych interesów. Przeciwko Francuzce powstał silny sojusz niemieckich polityków chadeckich i socjaldemokratycznych. Doprowadziło to do usztywnienia stanowiska Paryża wobec niektórych niemieckich postulatów w polityce unijnej. Ujawnił się także inny podział geograficzny, a mianowicie próba rewanżu polityków ze wschodniej części UE. W Parlamencie można było bowiem usłyszeć opinię, że elity Europy Zachodniej traktują nierówną miarą kandydatów własnych i tych z Europy Środkowej.

To niejedyny zarzut podwójnych standardów. Na wielu kandydatach na komisarzy, w tym na Ursuli von der Leyen, ciążyły oskarżenia dotyczące nieprawidłowości finansowych. Ale tylko wobec trzech osób wyciągnięto konsekwencje polityczne. Jak to ujął jeden z publicystów portalu Politico – „znaleźli się na liście do odstrzału". Polski kandydat był dyskredytowany za ogólnikowość, ale np. przedstawicielka Szwecji została zaakceptowana bez problemu, pomimo tego, że nazywano ją w kuluarach „komisarzem – wrócę do tego później". W trakcie przesłuchań padło wiele słów o europejskiej demokracji. Nikt jednak nie pytał o Hiszpanię, gdzie rozpędza się demonstracje i wsadza do więzienia niewygodnych polityków. To jedyny chyba kraj członkowski, gdzie za uchodźcami politycznymi rozsyłane są europejskie nakazy aresztowań. Politycy hiszpańscy żądają zresztą ich zaostrzenia, gdyż okazały się nieskuteczne w polowaniu na przywódców katalońskiego ruchu autonomicznego. Do dzisiaj w ramach europejskiej demokracji swoich mandatów nie mogą objąć trzej eurodeputowani z ugrupowań katalońskich.

Wracając do Sylvie Goulard – została ona utrącona w wyniku nadmiernego rozpolitykowania i podziałów politycznych w nowym Parlamencie. Główne partie nie potrafiły – tak jak to było wcześniej – zawiązać przy przesłuchaniach paktu o nieagresji. Był on ponoć proponowany przez Webera, ale odrzucony został przez przedstawicieli obozu liberalnego. Zamiast więc dyskutować o strategii przemysłowej i przyszłości unijnej obronności – górę wzięły partykularne interesy i animozje plemion politycznych.

Polityczny spektakl

To samo można powiedzieć o innych przesłuchaniach. Poza nielicznymi wyjątkami kandydaci nie przedstawiali nowych merytorycznych propozycji, ale raczej górnolotne idee. Czasami odnosiło się wrażenie, że zamiast dyskusji strategicznej byli oni sprawdzani pod względem ideologicznym, czy nadają się do pracy w Komisji. Na przykład Dubravka Šuica, przymierzająca się do objęcia teki „demokracji i demografii", zapytana była o to, jak chce rozwiązać problem starzejącego się społeczeństwa. Postawiła przede wszystkim na imigrację zarobkową spoza UE. Pomimo tego, że w rodzinnej Chorwacji zajmowała się polityką prorodzinną, odżegnała się w trakcie przesłuchania od takich pomysłów, twierdząc, że nie zamierza zajmować się poprawą wskaźnika urodzin w UE. Na pytanie, czy demokracja w UE nie powinna oznaczać ochrony kompetencji demokratycznych wspólnot narodowych, uznała, że nie zgadza się z pytającym.

Z kolei Margaritis Schinas, były rzecznik prasowy Komisji, będzie odpowiadał za tekę o kontrowersyjnej nazwie „ochrony europejskiego stylu życia", czyli za politykę migracyjną. Na pytanie, przed kim zamierza bronić Europę, odpowiedział, że należy ją chronić przed tymi, którzy nie chcą ratować i przyjmować imigrantów, odrzucając wizję otwartej UE. Włoski kandydat Paolo Gentiloni kilkakrotnie podkreślał, że nie będzie przedstawicielem żadnego rządu ani interesów narodowych. Natomiast Maroš Šefčovič uznał za całkowicie zrozumiałe, że nowa Komisja pozwoli Parlamentowi na inicjatywę ustawodawczą. Z pewnością musiało spodobać się to eurodeputowanym, choć jest to niezgodne z prawem europejskim.

Także w przesłuchaniu Fransa Timmermansa dużo było haseł i mało konkretów. Będzie on odpowiadał za wcielanie w życie europejskiego „green deal". Holender stawiał równie ambitne cele w polityce klimatycznej, jak von der Leyen. Podobnie jak i ona wskazał konieczność powołania funduszu sprawiedliwej transformacji (dla regionów zależnych od węgla), choć nie potrafił powiedzieć, skąd weźmie na to pieniądze. Co gorsza, Timmermans nie będzie kontrolował narzędzi finansowych i gospodarczych, które pozwoliłyby mu na realizację wizji „zielonego ładu". Wszystkie one będą w kompetencjach innych komisarzy. Będzie więc przede wszystkim skupiał się na promocji tej wizji, a także zapewne na sporach z państwami, które będą chciały spowolnić jej realizację.

Przesłuchania były spektaklem politycznym, który – zamiast dyskusji strategicznej o konkretnych planach – pełen był ogólników, najczęściej dobrze już znanych. Pojawiło się niewiele nowych pomysłów, co biorąc pod uwagę skalę wyzwań i dotychczasowych porażek unijnych – musi budzić zdziwienie. Był to pokaz oportunizmu politycznego, gdzie kandydaci zazwyczaj mówili to, czego oczekiwała większość deputowanych. Dlatego wiele było ideologii europejskiej i odniesień do wartości.

Po przesłuchaniach dochodzę do wniosku, że szykuje nam się Komisja kontynuacji, czerpiąca przede wszystkim ze spuścizny poprzedników z kolegium Jeana-Claude'a Junckera, a także z katalogu pomysłów podrzucanych od kilku lat przez Macrona i Merkel. Będzie to zapewne Komisja słaba politycznie, o znikomej autonomii w stosunku do największych państw członkowskich. Wsparciem strategicznym nie będzie dla niej jednak PE. Jest to obecnie instytucja silnie upolityczniona i podzielona, przedkładająca spory partyjne ponad historyczne wyzwania. Co więcej, elity parlamentarne coraz bardziej oddalają się od rzeczywistości. Mylą ideologię ze strategią, która powinna być przecież skuteczna w praktyce. To powoduje, że Parlament coraz bardziej sam się marginalizuje, choć przy okazji jest też pomijany przez rządy narodowe przy podejmowaniu strategicznych decyzji.

Autor jest profesorem Uniwersytetu Warszawskiego. Artykuł wyraża jego osobiste poglądy, a nie instytucji, z którymi jest związany.

Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA