fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Pełczyńska-Nałęcz: Postulat członkostwa Ukrainy w Unii to marzenie

PAP
Czas powiedzieć uczciwie: postulat członkostwa Ukrainy w Unii należy uznać za marzenie – pisze specjalistka ds. polityki wschodniej.

Po dziesięciu miesiącach urzędowania minister Witold Waszczykowski udał się z wizytą do Kijowa. Choć spóźniona, decyzja o odwiedzeniu naszego wschodniego sąsiada jest słuszna. Polska potrzebuje bardziej intensywnych kontaktów z Ukrainą.

Przekonanie to znalazło też odzwierciedlenie w opublikowanym w dniu wizyty artykule ministra „Otwarte drzwi dla Ukrainy". Tekst przedstawia postulaty pozornie oczywiste i w większości będące kontynuacją wieloletnich założeń polskiej polityki wobec Kijowa: wsparcie suwerenności i europejskiej drogi Ukrainy (przy czym Polska sytuuje się jako adwokat Kijowa w Brukseli), stymulowanie polsko-ukraińskich kontaktów społecznych, wprowadzenie ruchu bezwizowego. Podkreśla także różnice w postrzeganiu tragicznych wydarzeń historycznych i potrzebę prowadzenia „opartego na faktach i prawdzie" dialogu o trudnej przeszłości.

Z otwartymi oczami

Powstaje jednak wrażenie, że wizja zarysowana przez ministra Waszczykowskiego wygładza kanty i omija rafy w naszych stosunkach. Być może skupienie się na pozytywnym przekazie było celowym zabiegiem dyplomatycznym. Być może tekst ministra to nie miejsce na trudną refleksję. Nie zmienia to jednak faktu, że jest ona potrzebna. Zamykanie oczu na problemy uczyni bowiem ze stosunków polsko-ukraińskich iluzję, w której nie będzie miejsca na realne cele i efektywną politykę.

Państwo ukraińskie istnieje już 25 lat. I to dobra wiadomość. Pomimo jednak licznych prounijnych deklaracji politycznych i dwóch prozachodnich „rewolucji" społecznych, w drodze do Europy Kijów drepce w miejscu, a czasem robi krok wstecz. Pokazują to m.in. rankingi demokratyzacji czy warunków do prowadzenia biznesu. W międzynarodowym rankingu antykorupcyjnym Ukraina spadła ze 107. miejsca na świecie w 2005 roku na 142. w roku 2015. Taki bilans „europeizacji" przy obecnych problemach Unii powoduje, że wspomnienie o „otwartych drzwiach" dla Ukrainy wśród naszych partnerów z UE jest odbierane w lepszym przypadku jako śmieszne, w gorszym – jako całkowicie oderwane od rzeczywistości. Ignorowanie tego faktu czyni polską politykę niewiarygodną.

Czas powiedzieć uczciwie – postulat członkostwa Ukrainy w Unii należy uznać za marzenie. Z marzeń nie trzeba rezygnować, ale nie mogą one być wyznacznikiem polityki zagranicznej.

Dzisiaj wystarczająco ambitnym celem wydaje się wsparcie reform. Nie chodzi jednak o deklaracje polityczne, lecz o gotowość do zaangażowania finansowego, za którym idzie twarda polityka. Kijów musi słyszeć od wszystkich, także od Polski, że agresja rosyjska nie usprawiedliwia zaniedbań w reformowaniu kraju.

Adwokat na cenzurowanym

Od czasu wejścia do Unii Polska postrzegała siebie jako adwokata sprawy ukraińskiej we Wspólnocie. Oprócz położenia geograficznego legitymację do tego dawał nam wizerunek kraju będącego modelowym przykładem transformacji i integracji europejskiej. Sęk w tym, że w ostatnim roku pozycja Polski wobec Unii i w Unii znacząco się zmieniła.

W dniu wizyty ministra w Kijowie w Polsce przebywała delegacja Komisji Weneckiej, a w Parlamencie Europejskim odbyła się debata o stanie praworządności w naszym kraju. Niezależnie od oceny tych wydarzeń nie można nie zauważyć, że w oczach Ukraińców muszą one komplikować wizerunek Polski jako „przewodnika do Unii". Fakt, iż Ukraińcy nie powiedzą nam tego wprost, nie oznacza, że tego nie zauważają. Trudno oczekiwać, aby stawiali na adwokata, który sam się znalazł na cenzurowanym.

Dopóki więc nie rozwiążemy naszych problemów z Unią, musimy zmienić akcenty w polityce wobec Ukrainy. Ograniczyć nasze aspiracje jako „adwokata Kijowa", a skupić się na wsparciu reform sektorowych (np. decentralizacji), kwestiach bilateralnych, bezpieczeństwie i kontaktach społecznych.

Dużą część swego artykułu poświęca Witold Waszczykowski dialogowi dotyczącemu kwestii historycznych. Postulat mówienia „o trudnej przeszłości otwarcie krok za krokiem" i dążeniu do prawdy jest słuszny, ale niewystarczający.

Skuteczność dialogu dotyczącego trudnej przeszłości jest bowiem wprost proporcjonalna do poziomu jego upolitycznienia. Innymi słowy, bez przynajmniej częściowego odpolitycznienia polsko-ukraiński dialog historyczny pozostanie monologiem prowadzonym przez każdą stronę, na użytek własnego elektoratu.

U naszych wschodnich sąsiadów ideologizacja i instrumentalizacja pamięci historycznej dla celów wewnątrzpolitycznych jest bardzo duża. I nie należy oczekiwać, by w najbliższej przyszłości się to zmieniło. Ukraina jest młodym państwem w stanie wojny. Państwem, które dramatycznie poszukuje integrującej i mobilizującej tożsamości narodowej. Czy nam się to podoba, czy nie, musimy zrozumieć, że w tej sytuacji Kijów ma bardzo niską zdolność do krytycznej autorefleksji. A polska argumentacja może łatwo zostać uznana za „nacisk" i wywołać zaostrzenie nacjonalistycznego kursu. Ze względu na kontekst rosyjski należy się liczyć także z oskarżeniami o „wbijanie Ukrainie noża w plecy".

Jeśli naprawdę chcemy doprowadzić do otwartego, opartego na faktach dialogu, musimy jednostronnie zminimalizować upolitycznienie tej kwestii. Nie oznacza to w żadnym razie zmiękczenia przekazu (jeśli uważamy, że zbrodnia wołyńska była ludobójstwem, to trzeba otwarcie o tym mówić), należy jednak zmodyfikować jego formę.

Do dialogu trzeba włączyć historyków z obu stron, najlepiej poprzez stworzenie stałej grupy, która miałaby charakter apolityczny, ale posiadałaby „błogosławieństwo" rządów polskiego i ukraińskiego. Gremium to nastawione byłoby na cierpliwą „pracę u podstaw", a nie szybkie efektowne rezultaty związane z rocznicami czy cyklem wyborczym. Działaniom takiej instytucji musiałoby towarzyszyć wyciszenie deklaracji politycznych formułowanych na użytek wewnątrzpolski. Elementem depolityzacji byłaby także gotowość rozmawiania o kwestiach trudnych z polskiego punktu widzenia, takich jak akcja „Wisła", której 70. rocznica przypada w przyszłym roku.

Gładkie postulaty to za mało

Powyższa lista nie wyczerpuje wszystkich trudności w polsko-ukraińskich relacjach. Pokazuje jednak dobitnie, że polska dyplomacja stoi przed nieuchronnym wyborem: albo odważy się przyznać, że polsko-ukraińskie partnerstwo strategiczne nie jest ani tak partnerskie, ani tak strategiczne, jak chcielibyśmy go widzieć, i w związku z tym podjąć trud zmierzenia się z rzeczywistymi wyzwaniami, albo będzie dalej trzymać się gładkich postulatów o „dokonanych przez Ukrainę postępach", „otwartych drzwiach" i „sprawiedliwej ocenie tragicznych wydarzeń" , które w realnej polityce nie posuną nas ani trochę do przodu.

Autorka jest socjologiem i politologiem, specjalistką w zakresie problematyki wschodnioeuropejskiej, od 2014 do 2016 ambasador Polski w Federacji Rosyjskiej. Obecnie dyrektor programu „Otwarta Europa" Fundacji Batorego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA