fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Ujazdowski, Zalewski: Docenić wreszcie państwo

Adobe Stock
Ambicją opozycji nie może być powrót do stanu sprzed PiS, lecz ukształtowanie sprawnego państwa za pomocą reform ustrojowych – przekonują politycy.

W jednym z najbardziej poruszających polskich esejów „Przed nieznanym trybunałem" Jan Józef Szczepański, żołnierz AK i twórca, który zachował niezależność w okresie PRL, pisał o marzeniach pokolenia Kolumbów. Nie były nimi pragnienie wyjątkowości losu. „Pierwsze zdrowe psychicznie pokolenie" Polaków urodzone w II RP wiązało niepodległość z aspiracją do życia w normalnym, dobrze urządzonym państwie.

Podobnie prezentuje aspiracje współczesnego pokolenia młodych Polaków Jarosław Kuisz w książce „Koniec pokoleń podległości". Zdaniem autora pierwsze pokolenie wychowane po 1989 r. oczekuje sprawnych instytucji, uznając państwo za trwałe dobro, a nie chwilową konstrukcję, która może w każdej chwili przestać istnieć. Kolejnym przedstawicielem „średniomłodszego" pokolenia, które ma podobne oczekiwania względem państwa i jego instytucji, jest raper Łona, który w marcu pisał o tym na łamach „Polityki" („O wadach III RP i prawie do krytyki").

Skończyć z sytością

Jeśli Jarosław Kuisz trafnie odczytuje aspiracje młodego pokolenia, to jednym z istotnych zadań środowisk opozycyjnych jest nie tylko rekonstrukcja demokracji konstytucyjnej, lecz także usunięcie głębokich wad ustrojowych i modernizacja państwa. Jest to warunek odzyskania zaufania do instytucji publicznych społeczeństwa.

Dlatego też wyrazem ambicji nie może być powrót do stanu poprzedniego, lecz ukształtowanie państwa efektywnego o najwyższych standardach demokratycznych. Tylko wtedy będzie służyć dobru wspólnemu, dając szansę rozwoju.

Opór przeciwko budowaniu władzy monopolistycznej przez PiS nie powinien być złączony z bezkrytycznym stosunkiem do dorobku III RP. Również wzgląd na skuteczność wyborczą opozycji przemawia za tym, by zerwać z postawą „sytych i zadowolonych piewców transformacji", jak trafnie ujął to ostatnio Roman Graczyk.

Tym bardziej że w dorobku wolnej Rzeczypospolitej istnieją niezaprzeczalne dokonania, które mogą stanowić punkt oparcia dla reform: odbudowa samorządu terytorialnego, dorobek Trybunału Konstytucyjnego sprzed 2015 r. czy istnienie placówek analitycznych pracujących w logice państwowej.

Idea państwa o wysokich standardach oznacza, że wraz z odbudową niezależności sądownictwa musi wzrosnąć jego efektywność. PiS posłużył się krytyką niefunkcjonalności sądownictwa do złych celów i doprowadził do zniesienia niezależności sądownictwa.

Ale kryzys wymiaru sprawiedliwości był identyfikowany poza programem PiS, choćby w dziełach kultury (film „Komornik") czy analizach zachodniej politologii. W czwartej dekadzie niepodległości obywatele mają pełne prawo do tego, by ich wolność poręczał niezależny wymiar sprawiedliwości.

Elementarnym warunkiem odbudowy niezależności sądownictwa jest przywrócenie zgodnej z konstytucją formuły Krajowej Rady Sądownictwa. Warto odwołać się do doświadczeń państw europejskich, w których istnieje trwała równowaga i zaufanie między czynnikiem politycznym a reprezentacją korporacji prawniczych.

Reforma powinna stwarzać możliwość wejścia do zawodu sędziowskiego najbardziej kompetentnych przedstawicieli innych zawodów prawniczych. Ważne jest to, by wraz z usunięciem skutków naruszeń prawa przez niekonstytucyjną KRS ustanowić transparentną i konkurencyjną procedurę powołania na stanowiska sędziowskie. Potrzebne jest także odciążenie sądów poprzez przekazanie części czynności do innych organów, zarządzanie na wysokim poziomie i ukształtowanie kultury komunikatywnych orzeczeń.

Podobnie w przypadku administracji rządowej chodzi nie tylko o rozliczenie nadużyć i przywrócenie stabilności, ale także o jej modernizację. Młode pokolenie czeka na otwartą, merytoryczną i dobrze opłacaną administrację z czytelnymi kryteriami naboru i awansów.

Z pewnością uznanie obywateli przyniosłaby radykalna odmiana reguł w zakresie nominacji do spółek Skarbu Państwa i oparcia jej na profesjonalnych i transparentnych kryteriach. Istnieje tak silna przepaść kompetencyjna między sektorem prywatnym a kontrolowanym przez władze polityczne, że nie może pozostawać to bez negatywnego skutku dla rozwoju kraju.

Barbarzyńska rewolucja

Jednym z podstawowych zagadnień ustrojowych jest rozłożenie zaufania i kompetencji między sprawczością czynnika politycznego a profesjonalną administracją. Dziś nie dysponujemy żadnym z tych walorów. Realna sprawczość rządu mierzona zdolnością wdrażania polityk publicznych jest na niskim poziomie, o czym przekonujemy się w czasie klęsk żywiołowych. W wielu istotnych sferach nie istnieje spójna polityka publiczna.

Ponadto barbarzyńska rewolucja kadrowa przyniosła fatalne skutki i podważyła status urzędników. Nowa większość musi zadbać zarówno o odbudowę służby cywilnej oraz danie profesjonalnej kadrze urzędniczej możliwości długoterminowej pracy dla państwa, jak i o sprawczość rządu. Ponieważ trzeba liczyć się z przejściem w fazę rządów koalicyjnych, niezbędna jest modernizacja centrum rządu. Byłoby pożądane, aby premier dysponował silną pozycją polityczną. Tym bardziej powinien być wyposażony w mocne zaplecze merytoryczne.

Modernizacja centrum rządu jest szczególnie istotna w dziedzinie polityki europejskiej i zagranicznej. Niestety w tej sferze nic nie zmieniło się od czasu raportu ministra Boniego, czyli od dziesięciu lat. Po 2015 r. polityka zagraniczna została radykalnie upartyjniona, co oznaczało także zniesienie procedur, które gwarantowały minimum profesjonalizmu. Jeśli polityka polska w UE ma odzyskać rzeczywistą, a nie tylko deklarowaną sprawczość potrzebna jest nie tylko wola związania interesu narodowego z zakotwiczeniem Polski w Europie.

Nie mniej istotna jest budowa instytucjonalnego oprzyrządowania polityki europejskiej. W pierwszej kolejności chodzi o wzmocnienie realnych kompetencji koordynacyjnych MSZ, odbudowę niepartyjnej służby zagranicznej i ustalenie czytelnych reguł selekcji do niej. Istotne jest, by Komitet ds. Europejskich był stale zorientowany na współpracę z organizacjami interesów gospodarczych. Nie można zapomnieć o uformowaniu niepartyjnego zaplecza eksperckiego MSZ. Jako państwowcy byliśmy zawsze zwolennikami mocnej kooperacji rządu z Sejmem i Senatem w sprawach europejskich.

Jeszcze przed wojną autor znakomitych analiz geopolitycznych Adolf Bocheński wskazywał na potrzebę uobywatelnienia polityki zagranicznej. Stąd postulat otwarcia i sprofesjonalizowania społecznej debaty nt. polskiej polityki zagranicznej i europejskiej poprzez m.in. całkowitą reformę regionalnych ośrodków debaty iędzynarodowej. Ośrodki powinny się stać forami lokalnej i regionalnej debaty o problematyce międzynarodowej i unijnej, dysponującymi środkami do wykorzystania przez różne podmioty.

Samorządy do dzieła

W ostatnim czasie kilka środowisk społecznych i eksperckich, w tym prezydenci miast, przedstawiło plan decentralizacji państwa. Krytyka centralizmu jest absolutnie zrozumiała w kontekście praktyki politycznej obozu PiS, który odmawia zaufania niezależnym ciałom i rości sobie pretensje do dyrygowania wszystkimi instytucjami publicznymi. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że zadaniem środowisk opozycyjnych jest powstrzymanie centralizmu i obrona praw samorządu terytorialnego. Wypada przypomnieć przestrogę Tocqueville'a, że w czasach pokoju centralizm tłumi energię społeczną i blokuje rozwój cywilizacyjny.

Z uznaniem odnotowujemy, że prezydenci miast wysunęli też postulaty odnoszące się do polityki państwowej, takie jak wzrost nakładów na edukację. Jednocześnie chcemy zwrócić uwagę, że postulaty decentralizacyjne nie mogą być traktowane jako cudowny lek na wszystkie słabości ustrojowe. Niestety, w niektórych wypowiedziach widoczna jest ucieczka od państwa, co w praktyce oznacza pogodzenie się z zawłaszczeniem go przez partię rządzącą.

Podobny redukujący aspiracje charakter ma pomysł skoncentrowania wysiłku wyborczego na wyborach do Senatu z zamysłem blokowania większości pisowskiej w Sejmie. Trzeba powiedzieć otwarcie, że perspektywa samorządów wielkich miast nie pozwala rozwiązać realnych problemów społecznych i cywilizacyjnych w średnich i małych ośrodkach, gdzie rozegra się batalia przesądzająca o rezultacie wyborów. Opozycja musi przedstawić program wzmocnienia instytucji publicznych na tych terenach i to nie tylko tych, które podlegają samorządowi. Kluczowy dla poprawy jakości życia jest dostęp do służby zdrowia, rekonstrukcja sieci transportu zbiorowego, wzmocnienie instytucji odpowiadających za upowszechnienie kultury.

Warto też wspomnieć o badaniach przeprowadzonych przez Rafała Matyję i Artura Wołka w sprawie skutków reformy samorządowej na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie. Jedną z ważnych wskazówek płynących z tego raportu jest podjęcie przez rząd i samorząd wojewódzki kwestii wzmocnienia miast, które wskutek reformy z 1998 r. utraciły status miasta wojewódzkiego. PiS zarządził dystrybucję wydatków na politykę społeczną, jednocześnie godząc się na zwijanie Polski lokalnej.

Przesłanie opozycji nie może demonstrować utraty wiary w państwo i naiwne przekonanie o wszechmocy samorządu. Odpowiedzialna polityka musi zakładać synergię państwa i samorządu oraz świadome odbudowanie tkanki instytucjonalnej Polski lokalnej.

Duma z konstytucji

Byłoby ze wszech miar dobrze, gdyby samorząd dawał przykład przezwyciężania ostrych podziałów politycznych, zerwania ze stronniczością w polityce historycznej i pluralizmu w kulturze. Wypada bowiem przypomnieć, że budowa dobrego państwa na miarę ambitnych aspiracji Polaków ma też kontekst aksjologiczny. Nie będzie możliwa bez przywrócenia pokojowego współistnienia obywateli o różnych światopoglądach i poglądach ideowych.

Państwo jest – jak niedawno pisał wybitny niemiecki prawnik Ernst Boeckenfoerde – jednością polityczną zapewniającą pokojową egzystencję. PiS działa wbrew polskiej tradycji tolerancji, a zawładnięcie państwa połączone zostało z narzuceniem stronniczej ideologii, fałszywej i skurczonej wizji historii. Odpowiedzią na destrukcyjną politykę PiS powinno być przywrócenie consensusu, w żadnym razie nie nowa postać dyskryminacji.

Rzeczpospolita jak dojrzałe państwa powinna czerpać siłę ze swojej tradycji i kultury, mieć zdolność do filtrowania i adaptowania nowych idei. Wielu polityków zagranicznych podczas debaty nad traktatem z Lizbony wyrażało się z uznaniem o preambule konstytucji z 1997 r. odwołującej się do kultury chrześcijańskiej i respektującej pluralistyczną demokrację. Rzeczpospolita w zgodzie z najlepszymi polskimi tradycjami tolerancji powinna być dobrym domem dla wierzących różnych wyznań i niewierzących obywateli o różnych poglądach. Odpowiada to oczekiwaniom wielkiej części polskiego społeczeństwa, która czeka na wyraźny głos opozycji w tej sprawie.

Kazimierz M. Ujazdowski jest członkiem gabinetu cieni Platformy Obywatelskiej ds. reform ustrojowych. Paweł Zalewski również i zajmuje  się w nim polityką zagraniczną

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA