fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Jacek Dąbała: Medialne „rżnięcie głupa”

Jacek Dąbała
Autor jest profesorem, wykładowcą KUL, medioznawcą, audytorem jakości mediów, pisarzem, scenarzystą i byłym dziennikarzem radiowo-telewizyjnym
fot. mat.pras.
Jak obcy kapitał w mediach może komuś zagrażać? Jego obecność uniezależnia je od zapędów polityków i poszerza horyzonty odbiorców – pisze medioznawca.

„Rżnąć głupa” to określenie spopularyzowane przez polityków i dziennikarzy. Oznacza między innymi: wkładanie czyjejś maski, odgrywanie komedii, udawanie i kłamanie. Dla władzy, bogactwa czy sławy. Wyżyny „rżnięcia głupa" osiągają ci, którzy „rżną głupa", zarzucając ludziom mówiącym rozsądnie „rżnięcie głupa". Nie mniej efektownie brzmi to po rosyjsku i angielsku: „prosto duraka waljesz" i „play silly buggers".

Metoda ta została doprowadzona do perfekcji przez propagandę komunistyczną nawet na poziomie dyplomatycznym, potem rozwinęli ją hitlerowcy, a teraz stosują politycy i propagandyści – ci ostatni nazywający siebie dziennikarzami – niszczący demokrację i wolność pod hasłami budowania demokracji i wolności. Cyniczne zakłamanie, rządza kariery i pieniędzy, udawanie profesjonalizmu skutecznie ogłupiają miliony ludzi, a nawet sprawiają, że zakochują się oni w swoich cwanych katach i ich przekazie medialnym, dając im władzę w wyborach.

Odróżnić propagandę

Najbardziej charakterystycznym „rżnięciem głupa" w mediach jest nazywanie propagandą dziennikarstwa profesjonalnego, a propagandy w mediach rządowych dziennikarstwem. Szczytem bezczelności, cynizmu i zwykłego chamstwa (czytaj: braku szacunku dla obywateli) jest używanie takiej argumentacji przez rządzących polityków, a więc, po pierwsze, niewiarygodnych w opiniach, bo to ich interes, po drugie, nieznających się na mediach, bo co najwyżej występują w nich, a i to o wiele za często na intelektualnie niezbyt wysokim poziomie komunikowania.

Jak bardzo ludzie muszą być ogłupieni przez to „rżnięcie głupa", żeby nie widzieć różnicy między propagandą a prawdziwym dziennikarstwem, które z obowiązku, bo do tego zostało stworzone, po prostu stale pokazuje błędy i działania władzy? Podkreślmy dla całkowitej jasności: media mają sprawdzać polityków na każdym kroku, informować, i gdy trzeba, krytykować, a nie chwalić. Jeśli media chwalą polityków, to znaczy, że nie są profesjonalnymi mediami, a ich pracownicy dziennikarzami; są po prostu najemnikami i wyrobnikami politycznymi, służącymi reklamowaniu określonej partii czy władzy. Jak bardzo obywatel musi być ogłupiony lub nieświadomy roli mediów, żeby przekaz rządowy w mediach uznawać za dziennikarstwo? A przecież teoretycznie nawet najsłabsze umysły w każdym kraju powinny rozumieć, że rząd, który zatrudnia propagandystów udających dziennikarzy nie informuje, lecz głównie reklamuje siebie. Ogon w roli kota, klasyczny przykład. No i dodajmy – co przecież oczywiste – ogon w roli kota krytykuje, gdy nie ma istotnego powodu do krytyki, każdego kto ma inne zdanie; nazywa kogoś takiego opozycją. To zresztą jest najgrzeczniejsze z określeń politycznego przeciwnika.

Ciemny lud to kupi

Jak bardzo niektórzy obywatele muszą być ogłupieni, skoro zarzucają niezależnym i wolnym mediom brak niezależności tylko dlatego, że te krytykują władzę? Dodajmy, że najłatwiej ogłupić niezadowolonych, sfrustrowanych, niewykształconych lub wcześniej zindoktrynowanych, np. jakąś ideologią czy religią. A niby kto ma tropić i krytykować władzę w interesie obywateli? Kto ma im mówić o korupcji, nepotyzmie czy wprost o przestępstwach władzy jak nie dziennikarze? Przecież z mediów rządowych obywatele nie dowiedzą się prawdy. Będą za swoje podatki zwodzeni obrazami sukcesu i szczęścia, wykorzystywani jako tzw. użyteczni idioci, traktowani – co w przypływie szczerości zdradził jeden z polityków – jak „ciemny lud, który wszystko kupi". A jeżeli się zbuntują w pewnym momencie również ci swoi, gdy przejrzą na oczy, to będą zastraszani rządowym prawem, przekupioną policją i wojskiem, szykanowani, bici, zamykani w więzieniach i zabijani. Warto przypomnieć, że chociażby na Białorusi prezydent też był wybrany demokratycznie przez niezależny naród i stopniowo – medialnie „rżnąc głupa" przez lata – umocnił się i stał dyktatorem już uzależnionego narodu.

Inna niezwykle ważna kwestia, którą w narracji politycznej i mediach rządowych się pomija, to finansowanie mediów państwowych. Trzeba przypomnieć, że władze są wybierane tylko przez grupę obywateli, a nie przez wszystkich. Zawsze jest też duży odsetek niegłosujących, zatem poparcie w wyborach demokratycznych nie uprawnia do zmian radykalnych, lecz bardziej do zarządzania dobrem wspólnym, uwzględniając poglądy różne, podstawę demokracji, a tym dobrem wspólnym są też media – teraz użyjmy tego słowa – publiczne, jak np. BBC w Wielkiej Brytanii (oczywiście też ze swoimi niedoskonałościami). Zatem kiedy jakaś władza robi z tych mediów aparaty rządowe, a nie publiczne, za nie swoje pieniądze, uwłaszcza się na majątku wspólnym, to znaczy, że jest to władza bandytów politycznych i złodziei, a nie odpowiedzialnych i uczciwych polityków. Taka władza nie szanuje demokracji i wolności wszystkich ludzi, jest dyktaturą lub – w okresie przejściowym – autorytaryzmem. Oczywiście nigdy się do tego nie przyzna i chętnie zaatakuje każdego przeciwnika w swoich mediach, ale przecież tak naprawdę wspólnych, przejętych siłą i bezprawnie. Zdarza się też, że za państwowe pieniądze wszystkich obywateli, a więc nie za swoje, zła władza, „rżnąc głupa", przejmuje też media niezależne, nazywając je zależnymi chociażby od zagranicy, mimo iż pracują tam rodzimi profesjonalni dziennikarze. Zła władza „rżnie głupa", bo brzmi to przekonująco i efektownie dla przeciętnego konsumenta propagandy rządowej.

Fałsz obcego kapitału

„Rżniecie głupa" to również posługiwanie się pozorami wiedzy i uproszczeniami w odwołaniach do zagranicy. Szczególnie perfidnie i odrażająco brzmi zarzucanie mediom reprezentowania obcych interesów lub propagandy, gdy wzorem dla tych mediów są profesjonalne media w uznanym i silnym demokratycznym kraju. Czasami okazuje się, że niektórzy cwani politycy ośmielają się oceniać rynek medialny, wyraźnie chcąc go sobie podporządkować, a najlepiej zamienić w tubę pochwalną, jak to ma miejsce – oczywiście na różnym poziomie i w różnych stylach – chociażby na Kubie, w Korei Północnej, Rosji czy Chinach.

Można powiedzieć, że „rżnięcie głupa" to również podawanie przykładów rozwiązań prawnych w innych krajach przy zastosowaniu nadinterpretacji, tak aby argumentacja propagandowa mogła przekonać przeciętnych odbiorców do wygodnych dla władzy rozwiązań u siebie.

Pod emocjonalnym hasłem obrony własnych interesów narodowych przekonuje się zindoktrynowanych obywateli do popierania wyłącznie własnego kapitału medialnego. A przecież taki kapitał zawsze może być zaatakowany przez zdegenerowany rząd, może być zniszczony, a właściciel nawet oskarżony i zamknięty w więzieniu. Czy nie jest bezpieczniej dla każdego demokratycznego kraju, gdy kapitał jest różny, pod warunkiem że pochodzi z państw demokratycznych? Jak może zagrażać takie rozwiązanie komukolwiek, skoro taki stan pluralizuje media, uczy myślenia, poszerza horyzonty i uniezależnia je w znacznej części od dyktatorskich zapędów polityków?

Czy to źle, gdy mamy w sklepie większy wybór i nikt nie może zabronić właścicielowi sprzedawać wielu różnych towarów? Sam rynek decyduje, jakie media prywatne się przebiją, a jakie upadną.

Nie ścigać dziennikarzy

Państwo, mając w rękach media publiczne, nie ma prawa przeszkadzać i wtrącać się w profesjonalne dziennikarstwo. Natomiast ma obowiązek – po sprawdzeniu czy kapitał jest legalny i pochodzi z demokratycznego państwa – wydać koncesję mediom prywatnym i śledzić co najwyżej skargi niezadowolonych obywateli.

Podobnie jak publiczne, także prywatne media mają obowiązek być krytycznymi i niezależnymi informatorami oraz komentatorami rzeczywistości w danym kraju. Szczególnie mają obowiązek krytykować polityków, którzy „rżną głupa", udając demokratów, a w rzeczywistości tworzą dyktaturę.

Ba, można się nawet pokusić o apelowanie, aby nie istniało coś takiego, jak ściganie dziennikarzy z urzędu, gdy ci w ewidentnych przypadkach nazywają po nazwisku politycznego łobuza, np. łobuzem lub głupcem. Nie istnieje bowiem coś takiego jak obrażanie polityka, w sytuacji gdy na to zasługuje. On musi wiedzieć, że decydując się służyć społeczeństwu i wydawać jego pieniądze, często bezkarnie „rżnąc głupa" i wymyślając złe przepisy, może być nazwany w każdy sposób. Zgodnie ze swoim miejscem w rankingu zawodów najbardziej cenionych przez społeczeństwa. Przypomnijmy w uproszczeniu, że najwyżej są strażak, pielęgniarka i profesor (tutaj wykluczmy profesorów, którzy stali się politykami), dziennikarz znajduje się mniej więcej w środku, a polityk na samym końcu.

To jest właśnie chyba najbardziej jasna wskazówka dla polityków, że „rżnięcie głupa" mogą sobie trenować prywatnie, a nie w mediach publicznych. Z wyjątkiem, że są to media prywatne i jest tam na to zgoda. W myśl powiedzenia, że „głupiego widać". Polityk i dziennikarz zdobywają szacunek przez swoją pracę, gdy dzięki nim większość obywateli czuje się bezpieczna, spokojna, usatysfakcjonowana, a czasami nawet szczęśliwa. To bardzo prosty miernik, odróżniający dobrą władzę i dziennikarstwo od złych, prawda?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA