fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Woleński: Dialektyka profesora Legutki

EP/ Marc DOSSMANN
Europoseł nie jest zapewne dopuszczony do socjologicznych tajemnic Kościoła. Wszelako wie, że przypadki pedofilii są w nim niezwykle rzadkie.

Europoseł PiS prof. Ryszard Legutko stwierdził: „To [dyskusja wokół pedofilii – J.W.] się wpisuje w tę kampanię przeciw księżom, przeciw Kościołowi z taką sugestią, że to właściwie księża są głównie pedofilami w Polsce [...]. To jest po pierwsze nieprawda, a po drugie te sprawy nadużyć seksualnych, nazwijmy to elegancko [...] wśród duchownych, to tak naprawdę przypadki pedofilii są niezwykle rzadkie. [...] mamy do czynienia z homoseksualizmem [...]. Są badania [...] episkopatu amerykańskiego, są też chyba niemieckiego, i wszędzie się powtarza [...] że ponad 80 proc. owych nadużyć dotyczy chłopców w wieku od 12 do tam 17 lat, to przepraszam bardzo, co to jest za pedofilia? To nie jest żadna pedofilia, to jest pederastia po prostu".

Wypowiedź ta wywołała krytykę, także po tej stronie politycznej, do której należy prof. Legutko. W związku z tym wyjaśnił: „termin »pederastia« oznacza w tłumaczeniu z języka greckiego »miłość do chłopców«, a szerzej określa zachodzenie związków seksualnych między mężczyznami a dojrzewającymi młodzieńcami. [...]. Wszelkie próby przypisania mojej wypowiedzi charakteru aprobatywnego lub sugerującego jakąkolwiek pobłażliwość lub bagatelizowanie problemu karania za czyny seksualne wobec nieletnich spotka się z pozwem sądowym".

Pedofilia jest jednym z rodzajów parafilii (zaburzenia preferencji seksualnych), w tym wypadku stanem, w którym głównym lub wyłącznym sposobem satysfakcji seksualnej jest kontakt z dziećmi przed ich pokwitaniem lub we wczesnej fazie pokwitania (to drugie następuje u chłopców w wieku od 9 do 14 lat). Słowo „pedofilia" ma dwojakie zastosowanie, po pierwsze, oznacza wspomniany stan dewiacyjny, a po drugie, uskutecznianie potrzeb seksualnych przez kontakty (nie tylko stosunki seksualne w tradycyjnym sensie) z dziećmi.

Polskie prawo karne zawiera kilka przepisów wiążących się bezpośrednio z dyskutowaną kwestią, mianowicie art. 197 par. 3, punkt 2 (gwałt na osobie małoletniej), art. 198 (wykorzystanie osoby bezradnej lub niepoczytalnej, niektórzy małoletni mogą za takie uchodzić), art. 199 par. 2–3 (seksualne wykorzystanie zależności na szkodę małoletniego), art. 200 (seksualne wykorzystanie małoletniego), art. 200a (seksualne wykorzystanie małoletniego z wykorzystaniem np. telekomunikacji) i art. 200a (propagowanie pedofilii). Podstawowym terminem jest „małoletni" (osoba do lat 15), a „pedofilia" występuje tylko raz. Prawo karne posługuje się tylko terminem „dziecko poczęte", a psychologia i medycyna – pojęciem dziecka w sensie potocznym. Tak więc prof. Legutko się myli, gdyż pedofilia, niezależnie od tego, czy jest patologią, czy „zwykłym" wykorzystywaniem dzieci, może być odnoszona także do małoletnich w wielu od 12 do 14 (czy 15) lat.

W sensie potocznym za pedofilię uważa się seksualne wykorzystywanie małoletnich w wieku poniżej 12 lat i traktuje się jako czyn szczególnie ohydny. Kwalifikacja prawna jest jednak zawsze taka sama, mianowicie podstawowy jest art. 200 k.k., a ponadto mogą wystąpić inne znamiona, np. wykorzystywanie zależności, gwałt, szczególne okrucieństwo itd.

Prof. Legutko podciąga większość nadużyć seksualnych w Kościele pod homoseksualizm. Nie wiem, jakie są obecne poglądy Legutki w sprawie homoseksualizmu, ale pamiętam, że swego czasu, w 2004 r., kwestionował usunięcie go z listy zaburzeń (chorób?) przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne. Nawiasem mówiąc, pederastia w świecie antycznym nie dotyczyła wyłącznie stosunków seksualnych mężczyzn z dojrzewającymi młodzieńcami i nie uważano jej za chorobę – niezależnie od tego, etymologia nie ma nic do rzeczy w dyskutowanej sprawie.

Charakter pozostałych 20 proc. nadużyć (poza 80 proc. uznanymi przez prof. Legutkę za pederastię) nie jest do końca jasny, bo nie wiadomo, ile z nich dotyczyło dziewcząt w wieku od 12 do 17 lat, a ile małoletnich obojga płci liczących mniej niż 12 lat. To utrudnia określenie tego, co prof. Legutko rozumie przez pedofilię.

Pełny konterfekt problemu seksualności homoseksualnej w Kościele wymagałby wzięcia pod uwagę takowych relacji wśród osób powyżej 17. roku życia. Można przypuścić, że dojrzałych homoseksualistów w Kościele nie jest mało. Ale i na tym nie koniec, ponieważ pozostaje jeszcze problem stosunków heteroseksualnych, w których uczestniczą osoby duchowne. Jakieś 40 lat temu jeden z polskich księży pracujących za granicą powiedział mi, że 25 proc. (ok. 100 tys.) księży diecezjalnych żyje w trwałych związkach partnerskich z kobietami. To, że osoby duchowne nie przestrzegają ślubów czystości, nie jest zresztą niczym nowym i stanowi przedmiot obszernej literatury od Boccaccia do naszych czasów i wielkiej ilości dowcipów (nierzadko dość frywolnych).

Sumując, jeśli prof. Legutko nadal uważa homoseksualizm za zaburzenie, to jakaś część duchowieństwa wymaga leczenia, a jeśli zmienił zdanie, to jakaś frakcja osób duchownych łamie zasady, jakie zaleca innym. I tak źle, i tak niedobrze. Trudno powiedzieć, jak jest naprawdę z seksualnością w Kościele katolickim. Nie wiadomo, czy instytucja ta dysponuje stosownym opracowaniem, a jeśli tak, jest ono chyba mocno utajnione. Prof. Legutko mimo wybitnej pozycji w obronie prawdziwych wartości chrześcijańskich nie jest zapewne dopuszczony do socjologicznych tajemnic Kościoła. Wszelako wie on, że przypadki pedofilii są w nim niezwykle rzadkie, ale nie ujawnia źródeł swojej kognicji w tym zakresie. Jakkolwiek by było, prof. Legutko myli się kolejny raz, gdyż nikt nie twierdzi, że właściwie księża są głównie pedofilami w Polsce.

A w związku z tytułem tego tekstu wyjaśniam, że nie przypisuję prof. Legutce praktykowania dialektyki marksistowskiej. Mam na myśli dialektykę w sensie platońskim, czyli analizę i syntezę pojęć. Niemniej jednak wygląda na to, że – by skorzystać z Leca – przerost gruczołów politycznych u prof. Legutki niekorzystnie wpłynął na jego sposobności logiczno-analityczne. Z ostrożności procesowej oświadczam, że nie przypisuję wypowiedziom prof. Legutki sensu aprobatywnego itd. (patrz wyżej) i tuszę, że nie zapewni mi spotkania z pozwem sądowym.

Jan Woleński jest filozofem, emerytowanym profesorem UJ, członkiem PAU

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA