fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Marian Piłka: Pełzająca utrata suwerenności

Marian Piłka
Marian Piłka: Przyznanie Brukseli prawa do zaciągania kredytu zmienia charakter Unii Europejskiej
PAP/Leszek Szymański
Zasadniczym celem proponowanego funduszu nie jest odbudowa gospodarki po pandemii, ale stopniowa destrukcja podmiotowości państw narodowych i rozszerzenie kompetencji władz unijnych – pisze polityk Prawicy Rzeczypospolitej.

Dramatem naszego kraju jest podporządkowanie polityki państwowej polityce partyjnej. To smutne dziedzictwo mentalne okresu socjalizmu, gdzie państwo było podporządkowane interesom partii komunistycznej. Niestety, ten paradygmat myślenia o polityce pozostał niezmienny i świadczy tylko, że nadal jesteśmy – w strukturach myślenia o państwie – narodem postkomunistycznym.

Ten sposób uprawiania polityki znowu uwidacznia się w debacie na temat ratyfikacji Krajowego Planu Odbudowy, a właściwie na temat poszerzenia zasobów własnych Unii Europejskiej, za czym kryje się radykalna zmiana ustrojowa Unii, redukująca suwerenność państw narodowych. Otóż cała debata toczy się nie nad ustrojowymi i politycznymi konsekwencjami tego faktu, ale nad sporem partyjnym wewnątrz koalicji rządowej i nad zachowaniem opozycji, która wykorzystując ten spór, chce doprowadzić do upadku rządu. I pomijając merytoryczne względy dotyczące istoty sprawy, dobitnie pokazuje, że zasadniczym punktem jej odniesienia nie jest tak czy inaczej rozumiany interes państwowy, lecz jedynie interes partyjny.

Unia i KPO

Zasadniczym celem proponowanego funduszu nie jest odbudowa gospodarki po pandemii, ale stopniowa destrukcja suwerenności państw narodowych i rozszerzenie kompetencji władz unijnych do wywierania bardziej skutecznej presji na państwa, nawet w tych dziedzinach, które nie są traktatowo przyznane Komisji Europejskiej. Ten zasadniczy dla przyszłości naszego kraju aspekt całej sprawy jest praktycznie poza debatą publiczną, bo problemy merytoryczne w tej kwestii nie różnią obu stron sporu w Polsce.

Otóż poszerzenie zasobów własnych ma zasadnicze znaczenie dla rozszerzenia kompetencji władz unijnych. Trzeba bowiem pamiętać, że Unia będzie mogła zaciągać kredyty i przy niewypłacalności poszczególnych krajów ich spłata spadnie na państwa finansowo wydolne. Epidemia Covid-19 przyczyniła się do gwałtownego wzrostu zadłużenia szeregu państw unijnych. I tak zadłużenie Grecji sięga już 200 proc. PKB, Włoch oscyluje na poziomie 180 proc., a zadłużenie Francji tylko w czasie pandemii wzrosło z poziomu 98 proc. do 115 proc. i wciąż rośnie. Kryzys finansowy jest perspektywą realną i koszty związane z jego obsługą spadną także na nas, bo nadal dług polski mieści się w granicach limitów traktatowych i Polska jest krajem wypłacalnym.

Głównym argumentem za ratyfikacją Krajowego Planu Odbudowy jest możliwość pozyskania ponad 50 mld euro, z czego 34 mld to kredyty. Natomiast część dotacyjną Polska będzie spłacać w postaci nowych podatków unijnych. Oczywiście są to wielkie sumy, które z pewnością by się przydały do rozwoju naszego kraju. Ale są to w większości kredyty, które muszą być spłacone, a przy obecnych kosztach kredytu Polska jest w stanie uzyskać kredyty, których koszt będzie podobny do kosztu kredytu zaciągniętego przez UE.

Fasadowa demokracja

Problem w tym, że przyznanie Brukseli prawa do zaciągania kredytu zmienia charakter Unii. Przypomina to tzw. moment Hamiltonowski w USA, gdy luźna federacja dzięki możliwości zaciągania długów przekształciła się w suwerenne państwo. W rzeczywistości mechanizm wspólnego długu i korzyści z niego wynikających, także korzyści wyborczych partii rządzących stymulujących własne gospodarki, ma osłodzić gorycz utraty znaczącej części suwerenności.

Otóż w Unii występuje coraz silniejsza tendencja do wiązania funduszy unijnych ze spełnianiem określonych wymagań ideologicznych, nawet w dziedzinach nieprzewidzianych traktatami, ale jedynie domniemanych, takich jak na przykład kwestia organizacji systemu sądowniczego, praworządności, kwestii rodzinnych, gender, lobby homoseksualnego itp.

W marcu wiceprzewodnicząca Komisji Dubravka Šuica wprost zagroziła, że do końca roku Unia zablokuje część funduszy przypadających Polsce. Przyznanie Unii radykalnego poszerzenia zasobów własnych oznacza udzielenie jej ogromnej władzy w wywieraniu presji na państwa narodowe w celu realizacji postulatów ideologicznych, nawet odrzucanych przez demokratycznie wybrane władze. A w przypadku oporu wobec narzucania ideologicznych standardów państwa mogą być pozbawione unijnych dotacji. W praktyce oznacza to doprowadzenie demokracji do stanu fasadowego.

Narody w tak skonstruowanej Unii zostaną bowiem faktycznie pozbawione prawa kształtowania swojego losu, jeżeli ich polityka uznana zostanie za sprzeczną z ideologicznymi wymaganiami stawianymi przez coraz bardziej lewicowe władze w Brukseli. Rządy państw niedecyzyjnych w Unii mają bowiem skłonność do poświęcania interesów długofalowych państwa dla funduszy, którymi mogą korumpować poparcie wyborców.

Ten mechanizm prowadzi do erozji demokracji oraz korumpowania narodów i rządów. W skrajnych przypadkach władza przyznania funduszy może prowadzić do decydowania, kto w danym kraju będzie rządził. A to nie tylko znaczące poszerzenie kompetencji unijnych kosztem suwerenności państw narodowych, które ze względu na dług nie tylko stracą możliwość ewentualnego wyjścia z Unii, ale też zakwestionowanie w praktyce prawa narodów do samostanowienia i zakwestionowanie demokracji. Mechanizm rozszerzający zasoby własne Unii, wraz z prawem do nakładania nowych unijnych podatków i z mechanizmem rozszerzającym przy pomocy interpretacji prawnych kompetencje domniemane, prowadzi do faktycznej utraty suwerenności.

Utrata wolności

Polska dzięki traktatowi lizbońskiemu nie jest krajem decyzyjnym w Unii. Co więcej, jest krajem, na którym próbuje się wymusić realizacje destrukcyjnych moralnie i narodowo postulatów ideologicznych dotyczących zwłaszcza rodziny, moralności, edukacji i wychowania, organizacji systemu sądowniczego itp. To zakwestionowanie prawa naszego narodu do stanowienia o swoim losie i próba zlikwidowania naszej wolności także w wymiarze narodowym. Dlatego tak ważne jest zdecydowane przeciwstawienie się tym pozatraktatowym postulatom Komisji Europejskiej i stojącym za nią Niemcom.

Tu toczy się gra nie tyle o wielkość sum przyznanych naszemu krajowi, ile o naszą suwerenność. Raz już, gdy negocjowano i ratyfikowano traktat lizboński, obecnie rządząca partia opowiedziała się za zasadniczym ograniczeniem polskiego głosu w Radzie Europejskiej. Dziś Polska, a nie tylko Prawo i Sprawiedliwość, ponosi konsekwencje ówczesnych nieodpowiedzialnych decyzji prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Polska jest systematycznie „grillowana" dzięki mechanizmom wprowadzonym przez traktat lizboński. I pomimo tego doświadczenia pisowski rząd ponownie za domniemane fundusze wyprzedaje polską suwerenność.

Po traktacie lizbońskim, polityce KE i TSUE stopniowego rozszerzania pozatraktatowych kompetencji zwiększenie zasobów własnych jest kolejnym wielkim krokiem na drodze pełzającej utraty suwerenności i wolności indywidualnych (np. prawa do wychowania własnych dzieci). Dlatego też należy w sposób zdecydowany przeciwstawić się tej destrukcyjnej polityce. I odrzucić mechanizm, który przynależność do Unii upodobni do swoistego terytorium mandatowego.

Autor jest historykiem, publicystą, członkiem Prawicy Rzeczypospolitej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA