fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Janik: Ornitolodzy wiedzą lepiej

Krzysztof Janik
Fotorzepa/Rafał Guz
To PiS wyznacza dziś podwórka starcia. Trzeba na nich walczyć, a nie opowiadać, że one są brudne i źle pachną – odpowiada krytykom Lewicy były polityk SLD.

W ostatnich dniach przez część prasy oraz niektóre stacje telewizyjne i radiowe przetoczyła się fala krytycznych komentarzy dotyczących postawy lewicy wobec sejmowego głosowania nad przyjęciem Funduszu Odbudowy. Liderzy lewicy uznali, że wobec postawy Solidarnej Polski rząd może nie uzyskać odpowiedniej większości i w tej sytuacji lewica musi otwarcie poprzeć gabinet w uchwaleniu ustawy ratyfikacyjnej. Spotkało to się z krytycznym stanowiskiem wielu środowisk.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, w polityce nie ma przejrzystych, manichejskich sytuacji. Nie da się wyznaczyć linii prostej pomiędzy dobrem a złem. Rzecz wydawałoby się oczywista dla polityków (Ryszard Bugaj, Borys Budka, Rafał Trzaskowski), ale i dla politycznych komentatorów. Ale nie tym razem. Odgrzano stare klisze, nie szczędzono hańbiących dla autorów określeń, kłamstw i przeinaczeń, których nie powstydziliby się propagandziści minionych czasów (choćby okładka „Newsweeka" stawiająca w jednym szeregu Włodzimierza Czarzastego i Adriana Zandberga z Jarosławem Kaczyńskim). Nie szczędzono pogardy dla całej formacji, jej wyborców i liderów. Ryszard Bugaj wprost pisał w „Rzeczpospolitej" o formacji pod nazwą „lewica" – w cudzysłowie i z małej litery. Człowiek lewicy posługujący się pogardą. Ciekawe.

SLD mniej wolno

Ja znoszę to spokojnie. Pamiętam tę atmosferę z lat 90. XX wieku i pierwszych lat wieku XXI. Postkomunistom – jak pisano we wszystkich liczących się gazetach – czyli w domyśle spadkobiercom Stalina, niczego nie szczędzono. Od kpiny przez pogardę do nakazów i zakazów nieodnoszących się do innych („SLD mniej wolno"). Po wyborze na prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego tonacja trochę się zmieniła, pogardę i obelgi schowano pod obrus, nie wypadało brać od niego odznaczeń i prestiżu, a zarazem dezawuować darczyńcę. Ale po zwycięstwie 2001 roku i pozytywnym zakończeniu procesu akcesyjnego do Unii Europejskiej (osiągniętego wielkim wysiłkiem administracji kierowanej przez Sojusz Lewicy Demokratycznej) uznano, że ta formacja wypełniła swoją rolę. Przeprowadziła miliony Polaków z PRL do III Rzeczypospolitej, to z jej potężnym udziałem przyjęto nową konstytucję i zakończono proces akcesyjny. Była zatem już zbędna, teraz „nasze salony" będą dzierżyć rząd dusz i sprawować władzę.

Wykorzystano więc wszystkie błędy i wpadki SLD oraz jego ludzi, każdej nagannej sprawie nadając wymiar olbrzymi i przemawiający do społecznej wyobraźni. Koncepcja była prosta. Kwaśniewski kończy polityczną karierę, Miller się już nie liczy, Borowski przeszedł na naszą stronę (to wszak SDPL miał być tą „naszą" lewicą), a Cimoszewicza wyślizgano przy okazji wyborów prezydenckich. Mieliśmy rządzić na przemian: raz PiS, raz PO, ale zawsze w rodzinie.

Pogarda „salonu"

Lewica musiała przyjąć to w pokorze. Nie miała własnych mediów ani własnych autorytetów. Co prawda było sporo uczonych i analityków o lewicowym światopoglądzie, pilnowali się jednak – we własnym, zrozumiałym interesie – aby nie demonstrować zbyt wyraźnie swoich sympatii. Lewica polityczna podjęła próbę politycznego porozumienia się z częścią postsolidarnościowej centrolewicy (lewica i demokraci), ale było już za późno. Ci, wrażliwi społecznie, przywódcy Sierpnia '80 byli już w mniejszości. Władzę na wiele lat przejęli zwycięzcy z 1989 roku, coraz pełniej wykorzystujący rewolucjonistów spóźnionych na rok 1989. Coraz pewniej czuł się też „salon". Uznał, że ci, co nie nadążyli i nie nadążają, „mają spadać". Przy słabości lewicy przegrani w latach 90. zostali sami. Wykorzystał to Jarosław Kaczyński. Odwołał się do nich i wygrał. A „salonowi" została tylko pogarda. Jednak nią niczego się nie wygrywa.

Kiedy lewica wróciła do Sejmu w 2019 roku, stare atawizmy ożyły. Zaczęło się znowu medialne marudzenie. A to przywódcy nie tacy, a to postulaty z XIX wieku, a to „chłopcy i dziewczęta" z lewicy nie dość posłuszni. Ale dopóki krzyczeli na PiS, wydawali się pożyteczni. Jednak gdy w jednej, jedynej sprawie poparli, razem z PiS-em, interes kraju, wszyscy zawyli. Oczywiście nikt nie pójdzie starym tropem, bo Biejatowej czy Gawkowskiemu nie da się dopisać PZPR-u. Ale krzyk był dość jednomyślny. Nieważny Europejski Fundusz Odbudowy, nieważne pogłębianie integracji, ważne tu i teraz.

To zgubiło Platformę i salon wcześniej. Nie zrobiono nic, aby zbudować społeczeństwo obywatelskie; nic, aby zmniejszyć wykluczenie społeczne. I – zdaje się – dalej w tej sprawie nie mają nic do powiedzenia. „Byliśmy głupi" – mówił jeden z najrozsądniejszych myślicieli liberalnych, i nie mówił tego o lewicy. Lewica pryncypialnie jest za pogłębianiem integracji europejskiej i ograniczaniem obszarów wykluczenia. To nie stoi w sprzeczności z krytyką polityki PiS, z walką o demokrację, w zwalczaniu nacjonalizmu i walką o prawa kobiet. To się wszystko wzajemnie uzupełnia.

Spora część komentatorów tego nie zauważa. Głupio im zakwestionować ideę pogłębiania integracji, więc mówią, że lewica sprzedała się za darmo. „Cyryl jak cyryl, ale te metody" – przywołują stary dowcip z praskiego półświatka. Otóż Drodzy Państwo, wiem, że lepiej wiecie, jak ptak powinien latać. Z perspektywy tego ptaka (nie zawsze w pełni sprawnie latającego) rzecz trochę wygląda inaczej.

W polityce nie ma kompromisów oczywistych, nikt z nich nie jest zadowolony. Ale trzeba rozumieć, że są w niej momenty zwrotne. Taki przeżywało SLD w 1991 roku, kiedy poparło – wbrew swoim wyborcom – Program Powszechnej Prywatyzacji. Tak było, kiedy popierał reformę administracyjną, pomimo iż jego bazą były ówczesne miasta wojewódzkie. W imię interesu państwa pojechaliśmy do Iraku, choć nasze lewicowe serca krwawiły. My nie boimy się trudnych decyzji i wiemy, że czasem przyjdzie za nie zapłacić. Nie inaczej jest w tym przypadku. Być może lewica za tę decyzję doraźnie zapłaci, ale Polska na niej zyska.

Polityka nie jest czysta

I jeszcze jedno. Z PiS-em można wygrać tylko w formule demokratycznych wyborów. To oznacza, że im więcej uwagi poświęcimy wyborcom PiS, ich poziomowi i warunkom życia, tym będzie ich mniej. To Prawo i Sprawiedliwość wyznacza dziś podwórka ewentualnego starcia. Trzeba walczyć na tych podwórkach, a nie opowiadać, że one są brudne i niemiło pachną. Lud nie wierzy w sterylność polityki i waszych podwórek. Rząd pewnie wyjdzie z propozycją podniesienia podatków dla bogatszych i obniżenia dla uboższych. Jak wtedy zagłosujecie?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA