fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Francja: Groźny powab radykalnej prawicy

Marine Le Pen
AFP
W wypowiedziach Marine Le Pen dla Piotra Jendroszczyka ("Rzeczpospolita", 19 stycznia 2021) zaskakujące było jedynie to, jak mało zaskakująco brzmiały propozycje przewodniczącej radykalnej prawicy.

Szefowa Zjednoczenia Narodowego wyraziła poglądy, które usłyszeć można dziś u różnych polityków, nie tylko po prawej stronie. Ten umiar Le Pen wynika z kalkulacji przed nadchodzącymi wyborami prezydenckimi, których nie wygra bez głosów umiarkowanej prawicy. Ale po pięciu latach rządów PiS w Polsce, kadencji Donalda Trumpa w USA i trwających nadal radykalnych ograniczeniach swobód obywatelskich w ramach walki z koronawirusem, zmianie uległa również wrażliwość odbiorców jej słów.

I Marine Le Pen o tym wie. W wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej” przeczytamy oczywiście o sztampowych dla radykalnej prawicy postulatach obrony europejskiej tożsamości przed islamem czy kultur narodowych przed federalnymi aspiracjami Brukseli. Lecz kandydatka na najwyższe stanowisko w Francji krytykuje również byłego już prezydenta Stanów Zjednoczonych, przedstawia Angelę Merkel jako polityka dbającego głównie o interesy Niemiec (sugerując, iż brakuje jej paneuropejskiej solidarności) oraz surowo ocenia „dziką globalizację,” która jej zdaniem niszczy zarówno miejsca pracy, jak i środowisko naturalne. Przewodnicząca zapewnia zarazem, że Zjednoczenie Narodowe jest ruchem pragmatycznym i gotowym do kompromisów, o czym świadczyć ma wycofanie postulatu wyjścia Francji ze strefy euro.

W rozmowie dla "Rzeczpospolitej" widać więc jak na dłoni realizację dobrze zaplanowanego procesu de-demonizacji (dédiabolisation) radykalnej prawicy we Francji, czego symbolicznym wyrazem było porzucenie przez Le Pen po ostatnich wyborach prezydenckich nazwy „Front Narodowy” na rzecz „Zjednoczenie Narodowe”. Ta pierwsza mimowolnie strzegła pamięci organizacji założonej w 1972 przez neonazistów, inspirowanych myślą naczelnego teoretyka rządu Vichy, Charlesa Maurrasa.

Jawnie antyrepublikańska postawa ojca Marine, Jean-Marie Le Pena, latami skutecznie uniemożliwiała partii dojście do władzy. To się jednak zmienia. O ile wchodząc do drugiej tury w 2002 roku Le Pen zderzył się ze szczelnym kordonem sanitarnym (udało mu się uzyskać jedynie o pół procenta głosów więcej w drugiej turze), o tyle w ostatnich wyborach prezydenckich Marine Le Pen przełamała tę barierę, zdobywając dodatkowe 10 proc. głosów, w sumie uzyskując poparcie co trzeciego francuskiego wyborcy (głosowało na nią więcej osób niż w drugiej turze na Andrzeja Dudę). W 2020 r. prowadzona przez nią partia po raz pierwszy doszła do władzy, uzyskując absolutną większość w gminie Henin-Beaumont. Jest więc okazja, by oswoić francuzów z myślą o ZN w roli rządzących, co zresztą stanowi kluczowy element strategii dédiabolisation.

Jak na razie owa strategia działa. Według sondażu zrealizowanego przez dziennik Le Figaro 19. i 20. stycznia w ewentualnej drugiej turze przyszłorocznych wyborów prezydenckich na Le Pen głos oddać chce rekordowe 48 proc. respondentów, 52 proc.  poparłoby zaś urzędującego prezydenta. Zjednoczeniu sprzyja ogólna tendencja wśród francuskich wyborców, którzy stają się coraz bardziej prawicowi. Wedle badań z lipca zeszłego roku, 39 proc. określa się po prawej stronie sceny politycznej (wzrost o 3 pkt. proc. od 2017), wobec 13 proc. po lewej (spadek 10 pkt. proc.). Co trzeci z wyborców wskazuje na przynależność do centrum. Zdaje sobie z tego sprawę też Pałac Elizejski, czego wyrazem jest chociażby nominacja w zeszłym roku na ministra spraw wewnętrznych prawicowego Geralda Darmanina.

Dużą niewiadomą pozostaje czy w 2022 r. gaullistowska prawica znajdzie dla siebie miejsce, między Le Pen, a rozpychającym się na prawo Macronem. Na razie Republikanie kłócą się o to, czy w partii odbędą się prawybory. Jednak scena, którą zastanie ewentualny kandydat konserwatystów, różni się znacząco od tej, do której mieli okazję przywyknąć. Historycznie głosy prawicowe dzielili oni wyłącznie z pozostającymi w mniejszości radykałami. Natomiast od kilku lat swoją pozycję budują młodzi intelektualiści katoliccy, wypełniając lukę między ksenofobicznymi populistami a ideologicznie miałkim, konserwatywnym establishmentem. O ich pomysłach przeczytać można w czasopismach "Limite" czy "Incorrect", a punktem wyjścia jest przeświadczenie, iż jedynym remedium dla neoliberalnego kosmopolityzmu jest nowy rodzaj konserwatyzmu, czerpiący z postulatów zarówno lewej, jak i prawej stronie sceny politycznej. Na celowniku tych intelektualistów znajdują się więc zarówno Unia Europejska, polityka imigracyjna i małżeństwa homoseksualne, jak i nieregulowane rynki finansowe, polityka zaciągania pasa, modyfikacja genetyczna, konsumpcjonizm czy GAFAM (Google-Amazon-Facebook-Apple-Microsoft). Ważne są dla nich rodzina i tożsamość religijna, ale też ekologia czy rozwój lokalny.

Podczas ostatnich wyborów prezydenckich owe środowisko zorganizowało się w ruch Sens Commun, popierając François Fillona, lecz od tamtego czasu sporo się zmieniło. Republikanie nie odrobili utraconej pozycji na prawicy, zaś Jacques de Guillebon, założyciel "Incorrect" i redaktor naczelny "Limite", został przewodniczącym rady naukowej założonego przez Marion Maréchal (siostrzenicy Marine Le Pen) Instytutu Nauk Ekonomicznych, Społecznych i Politycznych, czyli szkoły, która ma być kuźnią nowych, prawicowych elit Francji. Jeśli szefowej Zjednoczenia Narodowego uda się przyciągnąć elektorat skupiony wokół postaci takich jak de Guillebon, skutecznie pogrzebie nadzieję Republikanów na drugą turę.

Do tego dochodzi kryzys związany z pandemią, potencjalnie wielka okazja dla partii Le Pen. Obostrzenia, które wprowadził rząd w Paryżu, nieproporcjonalnie uderzają w małych przedsiębiorców, grupy, do której 50 lat wcześniej swoją ofertę polityczną kierował jej ojciec. Działacze Zjednoczenia bez cienia wstydu krytykują rząd Macrona za słabe tempo szczepień, jednocześnie kwestionując to, czy szczepionka jest bezpieczna, czym oczywiście przykładają się do owego tempa.

Najważniejszym skutkiem pandemii jest jednak fakt, iż rzeczy niedawno nie do pomyślenia dla przeciętnego obywatela zachodniej demokracji są dziś codziennością. Rok temu nawet członkowie Zjednoczenia Narodowego, AFD czy Ligi Północnej rumienili się słuchając koleżanek czy kolegów sugerujących, by wykorzystać aparat państwa do szczelnego zamknięcia granic, nie mówiąc już o zamykaniu własnych obywateli w domach. Dziś Marine Le Pen chętnie wypomina urzędnikom Europejskim, że Unia nie rekomendowała zamknięcia granic na początku 2020 roku, gdy czynność ta mogła opóźnić roznoszenie się wirusa. 

Do wyborów we Francji pozostało piętnaście miesięcy i w tym czasie jeszcze dużo może się zdarzyć. Los urzędującego prezydenta powiązany będzie zapewne z procesem szczepień Francuzów. Natomiast wszystko wskazuje na to, że nadchodzi szansa życia dla Marine Le Pen. Pytanie brzmi: w jakim stopniu doświadczenia ostatniego roku oswoiły wyborców z politycznymi rozwiązaniami, które dla radykalnej prawicy stanowić mogą w przyszłości narzędzia do ustanowienia nowego, nieliberalnego ładu?   

Autor jest historykiem idei. Zajmuje się francuską myślą polityczną. Autor książki Znaczenie religii dla demokracji u Alexisa de Tocqueville’a. Przewodniczący Rady Fundacji EFC.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA