fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Europa ważniejsza niż Rosja

Wera Kobalia
AFP
Jak spędzając wakacje w Gruzji, możesz pokazać figę Władimirowi Putinowi i jego kumplom – przekonuje była gruzińska minister gospodarki.

Pewna młoda dziewczyna 20 czerwca w stolicy Gruzji, Tbilisi, wracała do domu z pracy. Mijała tysiące demonstrantów, którzy przed budynkiem parlamentu wyrażali swą wściekłość na gruziński rząd za to, że pozwolił wiceprzewodniczącemu rosyjskiej Dumy Siergiejowi Gawriłowowi zasiąść na miejscu przewodniczącego parlamentu podczas wysłuchania Międzyparlamentarnego Zgromadzenia ds. Prawosławia (IAO). Przechodząc, słyszała kierowane do przewodniczącego gruzińskiego parlamentu wezwania, by ustąpił. Widziała setki młodych ludzi z transparentami, które głosiły, że „20 proc. Gruzji jest okupowane przez Rosję". A potem została trafiona gumowym pociskiem w oko. Cała Gruzja, gorączkowo poszukując w mediach społecznościowych informacji o demonstracjach, zobaczyła na ekranach swoich telefonów jej zakrwawioną twarz.

18-letnia Maiko Gomuri, podobnie jak 200 innych osób, została ranna, gdy policja zaczęła strzelać gumowymi kulami, często celując w głowy demonstrantów, którzy protestowali przeciwko rosyjskiej okupacji i wizycie rosyjskich deputowanych. W efekcie przewodniczący parlamentu podał się do dymisji, pośrednio przyznając się do błędu, ale bez słowa przeprosin. 21 czerwca Gruzję przywitały zdjęcia zakrwawionych młodych ludzi, którzy poprzedniej nocy doznali obrażeń. Na ulice wyszły kolejne tysiące demonstrantów i wciąż tam stoją, dzień i noc, protestując przeciwko rosyjskiej okupacji ich kraju i nadużywaniu siły przez rząd. Domagają się też systemu proporcjonalnego w następnych wyborach parlamentarnych.

W odpowiedzi na gruzińskie protesty przeciwko rosyjskiej okupacji, niekompetencji obecnego rządu oraz używania przezeń siły prezydent Rosji Władimir Putin nakazał rosyjskim liniom lotniczym wstrzymać loty do Gruzji (przynajmniej do 8 lipca), zaś biurom turystycznym ściągać swoich klientów z powrotem do kraju z powodu rzekomego zagrożenia dla rosyjskich obywateli. Zostawmy Kremlowi jego decyzje. Dla Gruzji to nic nowego. W 2006 r. Putin nałożył embargo na gruzińskie produkty, chcąc zdusić kwitnącą wówczas gruzińską gospodarkę. Dziś rosyjscy turyści stanowią 20 proc. łącznej liczby odwiedzających Gruzję (ok. 1,6 z 8 mln ludzi), ale w przeliczeniu na osobę wydają najmniej. Turystyka w Gruzji rozwija się z roku na rok. Według takich stron i aplikacji jak Airbnb, Batumi, gruziński kurort nad Morzem Czarnym, należy do najmodniejszych kierunków w 2019.

W rzeczywistości Putin boi się, że Rosjanie tłumnie odwiedzający Gruzję odkryją, że postsowiecki kraj (historia Gruzji datuje się od XII w. przed Chrystusem, a republiką radziecką była tylko przez krótki okres od 1921 do 1991 r.) może być transparentny, wolny od korupcji, gospodarczo zróżnicowany i dynamiczny. Wizja Rosjan wracających z sąsiedniego kraju i domagających się tych samych swobód oraz wolności jest niebezpieczna. W końcu Gruzini w rosyjskiej państwowej telewizji przedstawiani są jako uliczni bandyci – ludzie, których dzieci powinny unikać po zmroku. Tymczasem, jak napisał w mediach społecznościowych rosyjski turysta Ilja Żegulew, jedyna rzecz, której można się obawiać podczas wakacji w Gruzji, to że przejemy się pysznym narodowym przysmakiem, chaczapuri (plackiem z serem).

W 2007 r., po nałożeniu przez Kreml embarga na gruzińskie produkty, w tym wino, gruzińska gospodarka wzrosła o 12,5 proc. Było to możliwe, bo, gruzińscy producenci znaleźli nowe rynki eksportowe, takie jak kraje Unii Europejskiej, czyli rynki bardziej wymagające, jeżeli chodzi o standardy jakości, z czym wielu producentów początkowo miało problemy. Gdy jednak udało im się już do nich dostosować, ich zyski znacznie wzrosły. To samo dotyczy przemysłu turystycznego. Pierwsze miesiące będą trudne, bo Rosjanie masowo odwołują rezerwacje.

Świat może pokazać, że stoi za Gruzją i sprzeciwia się agresji Kremla, wybierając się na wakacje do Gruzji. To cudowny, gościnny kraj, w którym tradycja produkcji wina sięga ośmiu tysięcy lat. Ma kwitnącą scenę modową dzięki takim projektantom jak pracujący dla Balenciagi Gruzin Demna Gvasalia, subtropikalne plaże i górskie szlaki, które można przemierzać również w siodle. Począwszy od dziś, w odpowiedzi na putinowską blokadę, Gruzini oferują swoje domy za pośrednictwem Airbnb za darmo turystom z całego świata. Gruzińscy biznesmeni są skłonni pokrywać koszty lotów czarterowych, by mogli oni dotrzeć do ich kraju.

Putin wierzy, że zakazując lotów do Gruzji, pogrąży gruzińską gospodarkę. Spędzając wakacje w Gruzji, możecie mu udowodnić, że się myli.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA