fbTrack

Przemysł spożywczy

Przez ASF Polska traci miliony na eksporcie mięsa

Polska liczy na odzyskanie rynków w Chinach i Rosji
AdobeStock
Walka z ASF to nie tylko los tysięcy dzików. Stawką jest branża produkcji wieprzowiny warta 20 mld zł i odzyskanie rynków, na które eksport mięsa był wart 1,6 mld zł.

Do czasu wykrycia w Polsce śladów afrykańskiego pomoru świń ponad połowę wieprzowiny wysyłaliśmy na rynki poza Unię Europejską, a eksport ten bardzo obiecująco się rozwijał. Można odzyskać te rynki, nie eliminując całkowicie ASF z kraju. W tym celu potrzeba przez rok zlikwidować ogniska wirusa u świń. Wtedy jest szansa na przywrócenie eksportu.

ASF popsuł eksport

Polska jako kraj objęty chorobą afrykańskiego pomoru świń może dziś eksportować wieprzowinę jedynie do Unii Europejskiej i nielicznych pozostałych krajów poza Europą, które uznają tzw. regionalizację. To oznacza, że kupują wieprzowinę z regionów nieobjętych ASF, np. z Wielkopolski, gdzie nie stwierdzono wirusa. Regionalizacji nie uznają jednak nasi niegdyś najwięksi odbiorcy, w tym Chiny i Rosja.

Czytaj także: Stek bez zabijania? Izraelski startup udowadnia, że to możliwe

Eksport na rynki trzecie zajmował znaczną część wysyłanej za granicę wieprzowiny. Michał Koleśnikow, ekspert ds. analiz sektora rolno-spożywczego banku BOŚ, wyliczył na prośbę „Rzeczpospolitej", że tuż przed wybuchem epidemii na rynki trzecie trafiało 39 proc. wysyłanej z Polski wieprzowiny.

Same Chiny odbierały od nas 12 proc. eksportu nieprzetworzonej wieprzowiny, Białoruś – 10 proc., Rosja – 8 proc., Japonia – 6 proc. – To dużo, co więcej tendencja eksportu na te rynki była wzrostowa, a szczególnie obiecująco zapowiadał się eksport do Chin – mówi Koleśnikow. W 2013 r. Chiny wysunęły się po raz pierwszy w historii na wiodącą pozycję pod względem importu wieprzowiny z Polski. Wykrycie ASF w Polsce zablokowało ten handel, podobnie Polska utraciła dostęp do trzeciego i czwartego największego rynku, czyli Białorusi i Rosji. – Sytuację pogarszał fakt, że Rosja wraz z Białorusią wprowadziły automatycznie zakaz importu z całej UE. Bolesne było również utracenie rynków japońskiego i koreańskiego, gdzie trafiało droższe mięso, wyższej jakości – dodaje Koleśnikow. Utrata możliwości wysyłania poza UE była bardzo bolesna dla producentów, bo na rynki trzecie trafiało w ostatnich latach przed ASF (2011–2013) blisko 50 proc. całego eksportu (licząc w tonach). Tymczasem przeciętnie dla innych produktów rolno-spożywczych jedynie 15–20 proc. eksportu trafia do krajów pozaunijnych.

Ile straciliśmy na zakazie – to jednak trudno policzyć. W 2013 r. eksport do powyższych krajów wart był 393 mln euro, czyli wg dzisiejszego kursu walut 1,6 mld zł. Stanowiło to 43 proc. wartości eksportu do wszystkich krajów. Jednak nie można pokusić się o prostą arytmetykę, że dokładnie taką kwotę stracili eksporterzy. – Nie można powiedzieć do końca, że taka była strata branży, ponieważ częściowo eksport został przekierowany na Hongkong, do innych krajów UE oraz do Stanów Zjednoczonych – mówi Koleśnikow. Wartość eksportu w 2018 r. do października wyniosła ok. 3 mld zł, dzięki wysokim stawkom, najwięcej zarobiliśmy na eksporcie do USA (527 mln zł), jednak najwięcej mięsa kupują od nas kraje unijne: Włochy, Niemcy, Słowacja i Czechy.

Dzików musi być mniej

Zwalczanie wirusa ASF przez odstrzał dzików wywołało ostatnio niespotykaną wcześniej falę emocji, protestów, apeli i listów otwartych. Tematem zainteresował się nawet prezydent, który zaprosił szefów resortów środowiska i rolnictwa na rozmowy na czwartek wieczór.

Czytaj także: O ASF i odstrzale dzików na dywaniku u prezydenta

Profesor Zygmunt Pejsak z Uniwersyteckiego Centrum Medycyny Weterynaryjnej UJ-UR podkreśla, że ograniczenie populacji dzików jest niezbędne, bo to one są źródłem wirusa. Ostrzega, że latem, gdy wrócą prace polowe, ASF znowu trafi do stad świń.

Kluczem do bezpieczeństwa stad świń jest zbieranie padłych dzików z lasów oraz bioasekuracja, czyli takie zabezpieczenie gospodarstw rolnych, by nie dostał się do nich wirus ASF przenoszony przez inne zwierzęta bądź przez człowieka.

Nagroda za wdrożenie skutecznej bioasekuracji będzie bardzo wysoka. – Kraj, który jest wolny przez 12 miesięcy od ASF w populacji świń, mimo że wciąż ma tego wirusa u dzików, można uznać za kraj wolny od ASF u świń – mówi „Rzeczpospolitej" prof. Zygmunt Pejsak. Wyjaśnia, że jeśli do ok. 15 września 2019 r. nie będzie ani jednego ogniska u świń, to nasze władze będą mogły zabiegać o to, by kraj mógł zostać uznany za wolny od ASF u świń.

Ocenia, że obecnie nie można liczyć na to, by w ciągu pięciu lat pojawiła się szczepionka, dodatkowo ogromnie trudne jest podanie leku dzikom w lesie. Światowa Organizacja Zdrowia Zwierząt (OIE) w 2017 r. uznała, że zwalczenie pomoru wśród dzików nie będzie łatwe. Dlatego tak ważna jest bioasekuracja. – Należy nauczyć się, jak w bezpieczny sposób produkować świnie, wiedząc o tym, że w środowisku leśnym lub polnym może się znajdować zabójczy dla dzików i świń wirus – mówi prof. Pejsak.

Bioasekuracja wymaga pieniędzy

Tymczasem w bioasekuracji sytuacja jest kryzysowa. Od miesiąca strajkują pracownicy Inspekcji Weterynaryjnej. A to właśnie oni odpowiadają za kontrole bioasekuracji w gospodarstwach rolnych. Od lat nie mogą doprosić się podwyżek, a zarabiają ok. 3 tys. zł brutto.

Apele weterynarzy zignorował nie tylko premier, u którego złożyli dwa tysiące wniosków o podwyżki. Choć strajk trwa od 19 grudnia, minister rolnictwa spotkał się z nimi dopiero 9 stycznia, po wybuchu kryzysu z odstrzałem dzików. W rozmowach padły pierwsze obietnice podwyżek, ale związek zawodowy czeka na informacje na piśmie.

Ocenia koszt podwyżek na ok. 150 mln zł, co pozwoli na wynagrodzenia na poziomie 1,5 średniej krajowej. Tymczasem stawką skuteczności ich pracy jest utracony eksport wart ok. 1,6 mld zł.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL